niedziela, 5 czerwca 2011

Ryszard Mazurek

 DZIEJE  CHŁOPSKIEGO RODU MAZURKÓW
( Łosiniec – Chruszczyny )
KRÓTKIE WZMIANKI O NIEKTÓRYCH INNYCH RODACH CHŁOPÓW  ŁOSINIECKICH

Prawda leży pośrodku, może dlatego wszystkim zawadza (Arystoteles)
De morituis aut bene, aut nihil ( Plutarch, Solon )
( o zmarłych należy mówić tylko dobrze albo wcale)
Quest est vritas?  ( Ew. wg św. Jana 18, 38 )
( Co to jest prawda ? )
Poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi ( Ew. wg św. Jana, 8, 32 )
Chleb jedz, a prawdę rżnij ( przysłowie )
Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem ( Ew. wg św. Jana, 8, 7 )
I tak można by długo jeszcze. Nie ma jasnej reguły prawdy. Osobiście stoję na gruncie klasycznej definicji prawdy sformułowanej przez Arystotelesa: „Prawda to sąd zgodny z rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy”. To pojęcie prawdy podziela też Wikipedia, wedle której prawda to cecha wypowiedzianych zdań określająca ich zgodność z rzeczywistością. W mowie potocznej oraz w logice tradycyjnej prawda to stwierdzenie czegoś, co miało faktycznie miejsce lub stwierdzenie nie występowania czegoś, co faktycznie nie miało miejsca. To dla tych krewnych moich i powinowatych, którzy mają zbytnie skłonności do jednoznacznych osądów.

Wersja robocza – temat w trakcie opracowywania , zdarzające się oczywiste błędy ,                                zwłaszcza językowe , zostaną usunięte w końcowej redakcji tekstu .

Nie wstydźcie się swojego chłopskiego pochodzenia. Przeciwnie, bądźcie z niego dumni. A to dlatego, że prawdziwe jeszcze niedawno  było przysłowie: „Od myszy do cesarza wszyscy żyją z gospodarza”. A i dzisiaj ziemia, jak od zarania dziejów, żywi człowieka.


Przodkowie ze strony ojca ( po mieczu – po lemieszu raczej )

Od Sebastiana Mazurka , dziadka , rodzica Stanisława (8.03.1920 – 7.05.1984 ), ojca mojego .
AA Poznań   , APP Poznań  , Project Poznań
Zapis chrztu , parafia Sulmierzyce :
Sebastian ( Sebastianus ) Mazurek  , urodzony w miejscowości Chruszczyny 20 stycznia 1872 roku .
Chrzest  : 21 stycznia  ( Januaris 21 )
Pater : Franciszek ( Franciscus ) Mazurek , agricola ( rolnik )
Mater : Marianna Maleszka
Rodzice chrzestni : Jan (Joannes ) Krawczyk i ( et ) Jadwiga ( Hedvigis ) Wałasz ?
W tym zapisie chrztu znajduje się notatka : Wystawiono świadectwo dla Marianny Stasiak 7.02.1917 .
W tym miejscu muszę zaznaczyć, że dziad Sebastian z całą pewnością nie był najmłodszym dzieckiem w rodzinie jak twierdzi w swoim opracowaniu „Rodzina Mazurków. Od Sebastiana, Marianny i Marii” mój kuzyn Wiktor z Sulęcina. Nie ulega wątpliwości, że młodszy od niego był Stanisław, ur. 3 maja 1874 r.1
Szukałem przodków w linii prostej , ale przy okazji ( przypadkiem ) trafiałem na zapisy , które bez wątpienia dotyczą rodu . By nie gmatwać wywodu , podam je na końcu .

AA Poznań , Project Poznań
Wpis nr 10/1860 
Data ślubu ( wpisu ) – 5 luty 1860
Nazwisko kapłana udzielającego sakramentu ślubu ( nomen sacerdotis copulantus ) – nie odczytano
Nazwiska i imiona zawierających związek małżeński  , imiona rodziców pana młodego i miejsce zamieszkania ( tekst w rubryce w języku łacińskim – dalej nie tłumaczono ) .
Wpis pod powyższym nagłówkiem tej rubryki :
Franciscam Mazurek Valentini et Agnetis Bestryck ? Bestrych ?(dwa skróty – nie odczytano ) filium operarium juvenem Chruszczynam et inter Mariannam Maleskam Jacobi et Anna ( dwa skróty – nie odczytano ) filiam virginem Chruszczynam . ( Franciszkiem Mazurkiem Walentego i Agnieszki Bestryck rodzonym ? synem , robotnikiem , młodzieńcem z Chruszczyn i między Marianną Maleszką Jakuba i Anny rodzoną ? córką , panną (dziewicą ) z Chruszczyn )
Stan Cywilny – oboje stanu wolnego .
Wiek pana młodego – 26 lat
Wiek panny młodej – 18 lat
Religia katolicka .
W tym zapisie znajduje się też adnotacja , że rodzice panny młodej udzielili zgody na ślub .
Adnotacje takie nie należały do rutynowych .
Swiadkowie : Franciscus Błaszczyk et Joannes Lata .
Dla porządku : Sebastian Mazurek miał drugą żonę o panieńskim nazwisku Maleszka . Ojciec i syn mieli więc żony o tym samym nazwisku panieńskim .

Aby mieć pewność w sprawie rodziców pradziada Franciszka Mazurka należało odszukać metrykę jego chrztu . Była już istotna wskazówka , że powinien się urodzić w 1834 roku . I rzeczywiście :
AA Poznań  ,Mikrofilm 502 , strona księgi parafii w Sulmierzycach 812 :
                                              
                                                      

 1834 Julius
Anno 1834 . Die 10. Juli Adam ? sacerdotis ? Pągowski baptisavit Franciscum Valentim Mazurek et Agnes Bestra leg. conj. filium  8 praseua hora ( nie odczytano 1 – go wyrazu ) natum .
 Patrini : Fransiscum Błaszczyk et Joanna Figiel ?
Rok 1834 . Dzień 10 lipca . Adam ? kapłan ? Pągowski ochrzcił Franciszka , Walentego Mazurka i Agnieszki Bestrej prawowitego syna ( z prawego łoża ) urodzonego o godzinie 8    ( niestety nie wiadomo , o jakiej  porze , bo wyraz „praesua” w jęz. łacińskim nie występuje ).
Rodzice chrzestni : Franciszek Błaszczyk i Joanna Figiel ?

Znamy ze stuprocentową pewnością rodziców Franciszka Mazurka , czyli naszych pra- pra- dziadów . Żeby sięgnąć o jedno pokolenie wstecz dziejów należy odszukać akt ślubu Walentego Mazurka i Agnieszki Bestrej ( nazwisko to pojawia się w postaciach : Bestryck , Bestrych , Beßtrych – z pewnością chodzi o tę samą osobę ) , gdzie znajdziemy „namiary” na naszych pra-pra- pra dziadów i dotrzemy w naszych poszukiwaniach przodków już do wieku XVIII. Mnie , póki co , się nie powiodło. Przyczyn może być wiele . Nie oznacza to jednak , iż jest to zadanie niewykonalne .
Ostatnia , ale już nie stuprocentowa wskazówka :
AA Poznań i Poznań Project :
 Parafia Sulmierzyce : Wpis 32 / 1848
Dotyczy ślubu :
Paulus Lrnysilony ( 37 )   Ojciec ? pana młodego Lrnysilony ( powinno być Zmyślony )
Hedvigis Mazurek (17 )   Ojciec panny młodej  Valentinus Mazurek
                                          Matka                        Agnes Bestra
Jest to na pewno siostra Franciszka i to starsza od niego o 3 lata . Oznacza  to , że według wszelkiego prawdopodobieństwa  aktu ślubu Walentego Mazurka i Agnieszki  Bestrej winniśmy szukać przed rokiem 1831 , a metryki chrztu Walentego około roku 1811 . Rodzice Walentego Mazurka przyszli na świat już w XVIII w .


Jeszcze inny trop już tylko wg. Project Poznań:
Parafia Katolicka Sulmierzyce, wpis 30/1844
Pan młody Joseph Mazurek ( 26 )        – ojciec Valentinus Mazurek
                                                                matka Agnes Bestryck
Panna młoda Marianna Kulaska ( 29 ) – ojciec ? Kulaska
Rok urodzenia Józefa 1844 – 26 =1818
Ten Józef to z pewnością brat Franciszka Mazurka, starszy od niego aż o 16 lat i wysoce prawdopodobne, że pierwszy syn Walentego. Tak więc znamy już troje dzieci Walentego, w kolejności od najstarszego?: Józefa, ur. w 1818 ( jednak w 1919 – patrz dalej metryka jego chrztu ); Jadwigę, ur. w 1931; Franciszka, ur. w 1834.
Jeżeli wszystko było „po bożemu”, to daty ślubu Walentego Mazurka winniśmy szukać najwcześniej w roku 1818. Ślub ten niekoniecznie odbył się w parafii Sulmierzyce, pewne tropy wiodą do niedalekiech parafii Pogrzybów, Janków Zaleśny.

Inne ustalenia z AA Poznań , wszystkie z parafii Sulmierzyce :
Rok 1840
Janowi Błaszczykowi i Józefie Mazurek urodziła się córka Maria .
Rok 1862
Janowi Mazurkowi i Agacie Mazurek g. Banasiewicz  (oboje z Chruszczyn ) urodziła się córka Marianna . Chrzest był 4 maja . Rodzicami chrzestnymi byli : Franciszek Mazurek i Marianna Błaszczyk .
Rok 1863 .
Franciszkowi Mazurkowi i Mariannie g. Maleszka urodził się syn Ignatius ( o godzinie 8 ) rano, chrzest odbył się 30 lipca .Ten Ignacy to z całą pewnością brat Sebastiana .
Zawód Franciszka : operanus ( zapewne chodzi o „operarius” ) – robotnik , rzemieślnik , pracownik najemny .
23 luty 1868
Franciszek i Marianna Mazurkowie byli rodzicami chrzestnymi Josephusa urodzonego 17 lutego .Rodzice dziecka to: Joannes Strzyjak (może Stryjak) i Marianna Nowak . Wszyscy pochodzili z Chruszczyn .
Rok 1869 .
Franciszkowi Mazurkowi i Mariannie Mazurek g. Maleszka urodziła się córka Marianna . Chrzest odbył się 20 czerwca . Rodzice chrzestni : Sebastian Kemczuk ? i Agata Marczuk .
Ta Marianna to z całą pewnością starsza siostra Sebastiana .
5 .11. 1869.
Tego dnia miał miejsce chrzest Barbary , córki Konstantego Mazurka i Michaliny Mazurek g. Wiśniewskiej , która urodziła się 3 listopada . Być może ów Konstanty to brat Franciszka (póki co, wiele wskazuje na to, że ten Konstanty nie był jednak bratem Franciszka i wywodził się z rodu Maziurewiczów, zamieszkalych w Sulmierzycach – taka jest moja dotychczasowa wiedza na ten temat-a piszę to 19 maja 2911)
Wg. wszelkiego prawdopodobieństwa całe rodzeństwo Sebastiana Mazurka da się ustalić w AA Poznań na podstawie ksiąg metrykalnych parafii Sulmierzyce . Od 1874 roku istniały już Standesamty ( pruskie urzędy stanu cywilnego ) , których akta pozwalają na bardzo dokładne odtworzenie dziejów rodzinnych .


Rok 1878 . Wpis 34/1878
Ślub: Joseph Szczepaniak ( 27 )   Ojciec Adalbertus Szczepaniak
                                                       Matka Susanna Szczepaniak g . Jura
        
      Magdalena Mazurek ( 17 )   Ojciec Franciscus Mazurek
                                                      Matka Marianna Mazurek g. Maleska
Ta Magdalena to najstarsza siostra dziadka Sebastiana i zarazem pierworodne dziecko  pradziada Franciszka Mazurka .

              Walenty Mazurek w księgach metrykalnych parafii  Sulmierzycach .

 8 listopada 1820 na ślubie Caspra Zbawionnego z Petronellą Nowak jako świadek jawi się Valentin Mazurek .
15 września 1821 Valentinus Mazurek i Zofia Wiśniewska ? ( Winkowska ? ) są rodzicami chrzestnymi Franciszki ? urodzonej o 12 w południe ( hora 12 meridiana ) u Franciszka i Marianny z Nowaków Błaszczyk . Chrztu udzielał proboszcz Petrus Reyer .Z zapisu wynika,
że ten Walenty Mazurek był sołtysem .
11? grudnia 1821 roku Walenty Mazurek , sołtys , jest znowu ojcem chrzestnym dziecka o imieniu Lucia u Adalberta i Maryanny  z Nowaków Beßtrych .
8 lutego 1824 tenże Valentinus Mazurek scultetus ( czyli sołtys ) wraz z Marianną Błaßzczykową stanowią parę rodziców chrzestnych dla Apolonii u Stanisława i Brigidy Jaraczeßkich .
Często w latach 20 –tych XIX w. matką chrzestną była Agnes Mazurkowa , sculteti czyli sołtysa żona?, córka ?  ( nie zanotowałem łacińskiego określenia ) . Przypominam , że z całą pewnością ustalona matka Franciszka Mazurka to Agnes Bestra , żona Walentego Mazurka .
Dopóki jednak nie odnajdziemy aktu ich ślubu , wszystko powyższe musimy traktować jedynie jako poszlaki .

APP, parafia Sulmierzyce, sygn,1 ( tłumaczenie z tekstu łacińskiego )
Dnia 14 miesiąca marca 1819 roku.
„Tak samo zaprawdę ochrzciłem prawowitego syna ( dziecię płci męskiej, chłopczyka ) który otrzymał imię Józef, urodzonego 10 ( marca ) o godz. 1- wszej w nocy z ( nie przetłumaczono jednego słowa ) z pracowitego Walentego i Agnieszki z Bestrych Mazurków prawowitych małżonków. Rodzice chrzestni chłopca: pracowity Wojciech Bestry i Marianna Błaszczyk”.47
Tego samego miesiąca ( 16 marca ) pracowity Walenty Mazurek był ojcem chrzestnym dziecka Józefa u Marcina i Katarzyny z Wałaszów ( Wałasz ) Ptaków. Matką chrzestną była Katarzyna Piwowarczykowa.48
30 grudnia 1819 u Grzegorza i Agaty z Błaszczyków Kochanowskich rodzicami chrzestnymi ich córki Marianny byli: Adalbertus ( Wojciech ) Mazur i Agnes Mazurkowa ( jak wiemy żona Walentego ).49
Parafia Sulmierzyce, wpis 117.
19 listopada 1821 o godz. 9 – tej rano Walentemu Mazurkowi i Agnes Bestryk urodziła się córka Cecylia, którą 26 listopada ochrzcił ksiądz Pągowski. Stan ( czyli status społeczny ) ojca dziecka i rodziców chrzestnych: wieśniacy. Rodzicami chrzestnymi byli: Wojciech Bestry i Marianna Błaszczykowa.50 ( mamy tu pewną sprzeczność odnośnie stanu społecznego Walentego Mazurka ).
15 lutego 1836 roku zmarł Jakub Mazurek, syn Walentego i Agnieszki, w wieku lat 9 (czyli urodził się około roku 1827- kto szukał w księgach metrykalnych, ten wie, dlaczego piszę „około”). W rubryce przyczyna śmierci jest napisane: „niespodzianie” (o ile dobrze odczytałem).113
15 czerwca 1838 w Chruszczynach zmarła Cecylia Mazurek, córka Walentego i Agnieszki g. Bestra112. Żyła więc tylko 17 lat.
Parafia Sulmierzyce , wpis 107.
U Grzegorza i Agaty z Błaszczyków Kochanowskich rodzicami ich syna Stanisława byli wieśniacy Mateusz Nowak i Agnieszka Mazurkowa.51
23 lutego 1823 zmarła po połogu ( przy połogu?) Zuzanna Mazurek pochodząca z Uciechowa ( Uciechów ), żona Michała ( Mazurka )52.
W roku 1828 Walenty Mazurek jawi znowu się jako gospodarz i sołtys ( Chruszczyn? ). 6.07.
tego roku Franciszkowi i Mariannie Błaszczykom urodził się syn Piotr. Rodzicami chrzestnymi byli: Walenty Mazurek właśnie jako sołtys i gospodarz i Ewa Przelina? – gospodyni.53 W tym zapisie pojawia się bardzo ciekawe określenie imię „chrześcięcia” oznaczające imię dziecka chrzczonego, „chrześniaka” – jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Poza tym dowiadujemy się, że Franciszek Błaszczyk był karczmarzem. 53 Stąd może w tradycji rodzinnej pojawiło się mylne? mniemanie, że karczmę w Chruszczynach trzymał Franciszek Mazurek, mój pradziad. Odnośnie karczmarza Franciszka Błaszczyka krótki cytat ze żródeł: : „IV. Karczma z nazwiskiem Franciszek Błaszczyk, który według Królewskiego Kolegium Rewizyjnego w Poznaniu z dnia 3 grudnia 1838
a)      z nazwiskiem swoim o uznanie go za istotnego i nieograniczonego posiedziciela posady karczemnej  w Chruszczynie wraz z przyległościami oddalony, lecz   
b)       za dziedzicznego posiedziciela posady tej karczemnej wprawdzie uznany, iednak  
c)      z zezwoleniem nadania sobie własności ( gumien i roli ) do karczmy należących, drogą regulacji podług ustawy z dnia 8 kwietnia 1823 roku obsadzonym został.” Ostatecznie Franciszek Błaszczyk otrzymał na własność karczmę i 33 morgi 79 prętów kw. ziemi.74 Trzeba jednak wiedzieć, że współcześnie  z Franciszkiem Błaszczykiem ( karczmarzem ) w Chruszczynach mieszkał Johann Błaszczyk ( rolnik ) pod nr 11.77                                                                                                          
W 1836 Walenty Mazurek  ( włościanin) wraz z Elżbietą Błaszczykówną są rodzicami chrzestnymi Antoniego, syna Jana i Brygidy z Nowaków Kowalskich.54
Tego samego roku, 15 lutego W Chruszczynach zmarł Jacob Mazurek, syn Walentego i Agnieszki Mazurków w wieku 9 – ciu lat.55
Po tych danych mogę już z całą pewnością stwierdzić, że moim pra- pradziadkiem był Walenty Mazurek, a pra- prababcią Agnieszka Bestra. Co więcej Walenty Mazurek  urodził się najprawdopodobniej jeszcze ( czy już ) w XVIII w., a ożenił się przed rokiem 1819. Szukając zapisu ślubu w parafialnych księgach metrykalnych ( najbardziej „obiecujące” wydają się tu parafie Sulmierzyce i Janków Zaleśny ) musimy mieć na uwadze to, że wkraczamy już w czasy, w których ta sama osoba pochodzenia chłopskiego mogła mieć za swojego życia różne nazwiska ( nazwisko w dzisiejszym rozumieniu tego słowa nie funkcjonowało – patrz dalej w niniejszej rozprawie; „Podstawowa wiedza o nazwisku Mazurek” ), występować bez nazwiska ( z samym imieniem tylko ); tak więc do dalszej identyfikacji naszych przodków prócz imienia musimy posiłkować się dodatkowo innymi kryteriami identyfikacyjnymi, np. wiekiem ( datą urodzenia), statusem społecznym (wykonywanym zawodem), miejscem pobytu (pochodzenia) itp.67

Efekty poszukiwań w AAP w dniu 9.02.2011
Szukałem wpisu ślubu Walentego Mazurka i Agnieszki Bestrej w parafii sulmierzyckiej i w sąsiednich parafiach. Znalazłem:
Zapis ślubu Walentego Mazurka z Marianną Ziętek ( nazwisko Ziętek najpewniej, ale możliwe też; Ziętka ) pod datą 9 października 1805 roku, parafia Sulmierzyce. Oto ten zapis           ( w tłumaczeniu własnym ):
„Ja proboszcz? ogłaszam, że po publicznych trzech zapowiedziach przed tutejszymi mieszkańcami i bez żadnych przeszkód kanonicznych pobłogosławiłem związek małżeński za ich wzajemną zgodą między Walentym Mazurkiem synem Mateusza ( w oryginale Mathias – nie można wykluczyć, że chodzi o Macieja ) i Marianny z Kordutów ? ( de Korduty?, być może że chodzi o Kuroch-Kurochy, Harych-Harychy, Kordela- Kordely, Ivanek-Iwanuły: uw. wł.) Mazurową, młodzieńcem, ( kawalerem ) liczącym 22 lata i Marianną, Wojciecha i Marianny Ziętka córką dziewicą lat 19 liczącą w obecności  świadków Walentego Łaty i Mateusza Nowaka i innych.” Miejsce zamieszkania nowożeńców: Chruszczyny ( informuje o tym zapis na marginesie lewej  strony ).
W tym zapisie jest ciekawe też to, jak w owych czasach beztrosko podchodzono do nazwisk uczestników ceremonii ślubnej. Dla proboszcza sporządzającego nie miało większego znaczenia, że matkę Walentego, a żonę Macieja określił mianem Mazurowa ( miast Mazurkowa ).89 Byłby  ów Walenty moim pra- pra-dziadkiem, który owdowiał i zawarł ponowny związek małżeński z Agnieszką Bestrą? Bez odszukania wpisu ślubu uprzednio wymienionych pytanie to pozostaje bez odpowiedzi jako hipoteza jedynie. Jak się dalej okaże (patrz niżej), to domniemanie okazało się słuszne i nie potrzeba było do potwierdzenia jego prawdziwości metryki ślubu Walentego i Agnieszki.
Inne ustalenia mające związek z rodziną Mazurków. Wszystkie dotyczą parafii Sulmierzyce:
24 stycznia 1803 roku ślub wzięli pracowity Sebastian, syn Marianny Piemiezkow?, liczący 22 lata i Magdalena, Leona i Małgorzaty Mazurów córka, licząca również lat 22. Nowożeńcy pochodzili z Chruszczyn.90
Tego samego dnia i o tej samej godzinie ślubowali sobie pracowity Grzegorz, syn Wojciecha i Marii Kochanowskich, liczący lat 24 i Małgorzata, panna dziewica, licząca lat 20, córka Leona i Małgorzaty Mazurów. Świadkami na tym ślubie byli: Mateusz Nowak i Mateusz Melka. Wszyscy z Chruszczyn.91
23 grudnia 1795 roku świadkami na ślubie między pracowitym Stanisławem Łatą z Chruszczyn, młodzieńcem (kawalerem, stanu wolnego jak powiedzielibyśmy dzisiaj)   liczącym lat 20 i Agatą Franciszka i Marianny Szczepaniaków córką dziewicą, liczącą lat 16 byli: Szymon Mazurek i Szymon Błaszczyk również ze wsi Chruszczyny.92
17 lutego 1816 roku miał miejsce ślub pracowitego Walentego Nogackiego alias Formanczyka z Katarzyną Mazurkówną panną dziewicą. Świadkami na tym ślubie byli: pracowity Wojciech i Agnieszka Mazurkowie, Grzegorz Kochanowski i inni. Ślubu udzielał wikary sulmierzycki Adam Rûng? Eywik.93
15 grudnia? 1818 : „Po trzech publicznych zapowiedziach i bez żadnych przeszkód kanonicznych pobłogosławiłem małżeństwo pracowitego Michała Mazurka kawalera i Zuzanny? Błaszczykowej za obopólną ich zgodą i w obecności świadków: Pracowitego Wojciecha Chęciaka, Andrzeja Kowalskiego, Piotra Kowalczyka i innych.” Wszyscy pochodzili z Uciechowa ( miejscowość Uciechów ).94 25 listopada 1816 roku w kościele Sulmierzyckim odbył się ślub Marianny Chęciakowej, panny dziewicy z pracowitym Marcinem Copa.95 W każdym razie wiadomo, że Chęciakowie wywodzili się z nieodległej od Chruszczyn wsi Uciechów. Stąd może zrodziło się długo trwające pokrewieństwo i powinowactwo między rodzinami Mazurków i  Chęciaków, żywe jeszcze w czasach mego dzieciństwa ( lata pięćdziesiąte XX w. ).
Mikrofilm 502 z wpisami ślubów przejrzałem do roku 1795. Należałoby sięgnąć choćby pobieżnie przed rok 1786, aby wykluczyć lub potwierdzić bytność Mazurków w Chruszczynach przed ostatnim spisem osady tej wsi przez lustratorów królewskich.

Wpisy ślubów z ksiąg parafii katolickiej w Odolanowie  tyczące Mazurków ograniczone tylko do miejscowości Bugday i Garki. Zacząłem od roku 1785, skończyłem na 19 lutym 1819.


Bugday, 10 luty 1805:
„Ja (---) Jędrzejewski, wikary pobłogosławiłem małżeństwo między Labą Michałem, kawalerem i Katarzyną  Mazurkówną dziewicą”. Świadkami na tym ślubie byli Wojciech Twardy? i Tomasz Paul z Bugdaja.96 Jako ciekawostkę mogę podać, że w 1805 roku wielu kawalerów wstępujących w związki małżeńskie odnotowywano w księgach parafialnych jako „milites”, czyli służących w wojsku (pruskim zapewne, Napoleon był już blisko).
19 stycznia 1806  pobrali się Michał Sieraczek i Marianna Mazurówna w obecności świadków: Michał Krupa i Jakub Maziek? ( Masiek? ).97
7 lutego 1819 odbył się ślub miedzy Michałem Mizgay? ( Migay? ), kawalerem a Konstancją Mazurówną, panną dziewicą. Świadkami byli Michał Zydorowicz i Błażej Maciejewski.98

Wpisy ślubów z ksiąg parafii katolickiej z Jankowa Zaleśnego. Przeglądano od roku 1817 do stycznia roku 1820.  Znalazłem dwa śluby odnoszące się do rodzin przyszłych kolonizatorów Łosińca ( Krzywdy – 15.11.1818 i Kokota – 28.06.1817 )99, o których tylko wspominam i tylko jeden, w którym w roli świadka występuje Mazurek.
Janków Zaleśny, 25 października 1818.
Wtedy w związek małżeński wstąpili: Czelusta czyli Gajda, liczący lat 19 młodzian z Jankowa, syn Wojciecha Czelusty i Reginy z Nychów  i Łucja? Maleszka, córka Tomasza Maleszki. Świadkami na tym ślubie byli: Banach, Mazurek i Kasper Florek? wszyscy stanu wiejskiego z Jankowa.100

Efekty poszukiwań w APP w dniach 17-18 maja 2011.

APP posiada jedynie znacznie zdekompletowane duplikaty aktów stanu cywilnego parafii rzymskokatolickich zaczynających  się dopiero roku od 1818 ( rzadko wcześniej). Poszukiwania genealogiczne, które są prawie zawsze pewnego rodzaju loterią, w wypadku akt zdekompletowanych są niemal hazardem. Jak dalej wykażę w tym razem, mnie Jonaszowi, dopisało szczęście.
Szukałem aktu zgonu naszego pra-pra-dziadka Walentego i po cichu liczyłem na ciekawe w nim informacje. Nie zawiodłem się.
Wpis 36/1854 w języku niemieckim:
No 36
Imię i nazwisko osoby zmarłej: Valentin Mazurek, rolnik, po raz drugi żonaty z Agnes g. Bestra, po raz pierwszy z Marianną g. Ziętek
Stan społeczny, zawód: z pochodzenia ceglarz (o ile dobrze przetłumaczyłem- kto kiedy czytał tekst w języku niemieckim pisany ręcznie, tzw. gotykiem, ten wie, o czym mowa)
Miejsce zamieszkania: Chruszczyny
Wiek: 77 lat ( sprawdzałem dwukrotnie, bo wedle zapisu ślubu z 1805 winno być 71-uw.wł.)
Data śmierci i pochówku: 20 i 22 marzec (1854 oczywiście- uw. wł.)
Zgłaszający: nie odczytano (kto kiedy czytał tekst w języku niemieckim pisany ręcznie tzw. gotykiem, ten wie, o czym mowa)
Znajomi albo członkowie rodziny zmarłego:
Z pierwszego małżeństwa:
1.Adalbert-lat 48
Z drugiego małżeństwa:
1.Josepha- lat 40
2.Marianna-lat 38
3.Joseph-lat 36
4.Hedwig-lat24
5.Franz- lat 20
Stan cywilny zmarłego: wdowiec
Opłaty: w tej rubryce zapisano wielkimi literami: γohn (syn), niestety bez imienia z dopiskiem, który można przetłumaczyć jako: szlachetny, zacny. Nie idzie tu z pewnością, że ów syn był szlachcicem, ale najprawdopodobniej o to, że jak to się mówi, „sypnął groszem” proboszczowi.101
Powyższa metryka zgonu stała się krokiem milowym w moich dotychczasowych poszukiwaniach genealogicznych. Pozwala bowiem na jednoznaczne rozstrzygniecie, że ów Walenty wymieniony w metryce ślubu z 1805 roku i ożeniony z Marianną Ziętek jest tożsamy z Walentym żonatym później z Agnieszką Bestrą, których metryki ślubu dotąd nie odnalazłem. Nie muszę jednak jej odnaleźć, bo i bez niego mamy pewność tożsamości Walentego. Jednocześnie zapis ten zawęża pole czasowe naszych poszukiwań aktu ślubu Walentego z Agnieszką do lat 1806-1814 (pozwala na to spis dzieci Walentego, chociaż, jak już wiemy i być może jeszcze dalej udokumentujemy, nie jest to spis kompletny-najprawdopodobniej obejmuje dzieci Walentego żyjące w chwili jego pogrzebu, a być może tylko obecne na wymienionym pogrzebie).
Wreszcie wyżej zacytowany dokument każe nam szukać zapisu zgonu Agnieszki Bestrej przed 1854.
Przejrzałem wiele (dziesiątki) duplikatów zgonów sporządzanych przez proboszczów dla władz pruskich, ale na tak bogaty w treść dokument dotąd nie natrafiłem. Może to świadczyć, że nasz pra-pra-dziadek Walenty (dla mnie i mojego pokolenia Mazurków, bo dla naszych dzieci to już pra-pra-pradziad) był za swojego życia postacią znaczącą. Może nie tylko domniemana suta opłata za pochówek, ale i inne względy zadecydowały o jego wyjątkowym „uhonorowaniu” przez kapłana po śmierci? Jako sołtys (w latach dwudziestych XIX w.) najpewniej był osobą piśmienną, bo trudno sobie wyobrazić na tym urzędzie osobę niegramotną. Zapewne był też chłopem stosunkowo zamożnym, statecznym i poważanym. O tym zdają się świadczyć  liczne zaproszenia Walentego i jego małżonki Agnieszki na chrzty w charakterze rodziców chrzestnych i powierzenie wspomnianej funkcji sołtysa. Jak dalej udokumentowałem w cytowanym dokumencie uwłaszczeniowym z 1844 roku, Walenty Mazurek był już odbudowany na swoim gruncie już przed tą datą. Nowe obudowanie czy choćby przeniesienie starej sadyby na nowe miejsce wymagało kosztów. Tak więc jeszcze za czasów pańszczyźnianych Walenty radził sobie całkiem dobrze.
W dokumencie ślubu z 1805 wiek Walentego został określony na 22 lata, natomiast w akcie zgonu jego wiek na lat 77. Mamy tu więc niezgodność: 22+(1854- 1805)=71. Są dwie możliwości, albo wiek w chwili śmierci jest błędny, albo nieprawdziwy jest wiek Walentego w dokumencie ślubu a 1805 roku. Stąd metryki chrztu Walentego syna Macieja i Marianny z Korduty? (Harychy?, Kurochy?) musimy poszukiwać w latach: 1854-77=1777 (+-1), albo:1854-71=1783 (+-1)
Inne ustalenia z dni 17-18 maja 2011 z APP tyczące Mazurków i niektórych innych chłopskich rodów łosinieckich:
17 czerwca 1847 roku (zapis nr 47) w Chwaliszewie zmarło dziecko, Anastazja Kurzawa, córka chałupników Franciszka i Balbiny, na „wyrzuty”, o zgonie powiadomili rodzice (zapis w języku polskim)
2 lipca 1847 roku (zapis 55) w Chwaliszewie zmarł Piotr Kurzawa, dziecko jeszcze, imię matki Józefa, o zgonie powiadomiła matka
7 sierpnia 1847 w (zapis nr 59) Chruszczynach zmarł Franciszek Błaszczyk, gospodarz w wieku 51 lat, o zgonie powiadomiła żona
29.09.1847 (zapis 77) w Chwaliszewie zmarła Maryja Kurzawa, wdowa, w wieku 66lat na puchlinę, o zgonie poinformowało rodzeństwo102
15 marca 1848 roku (wpis 27) o godz. 9-tej rano w Chwaliszewie urodził się Józef, syn Wojciecha Mazurka i Franciszki Ogbraz?, gospodarza i wyrobnicy, rodzice chrzestni: Kazimierz Kurzawa i Apolonia Bilawska, chrzcił ksiądz Pagowski103 (być może ów Wojciech to pierworodny syn Walentego z pierwszego małżeństwa?)
7 maja 1848 roku (wpis 41) o godz. 4-tej po południu w Chwaliszewie urodziła się Zofia, córka Józefa Mazurka i Maryji Zmyślonej, oboje rodzice to wyrobnicy, rodzice chrzestni: Roch Zmyślony i Józefa Brodala (ów Józef to również może być syn Walentego)
22 maja 1848 w Chruszczynach urodziła się Katarzyna, córka Mateusza Zbawionego i Jadwigi Plewa, matka chrzestna: Jadwiga Mazurek104
16 listopada 1848(wpis 32) zawarli związek małżeński Paweł Zmyślony (wdowiec) i Jadwiga Mazurek (panna) oboje z Chruszczyn i oboje rolnicy, świadkowie: Ignacy Maleszka i Roch Brodala, obaj rolnicy105
20 maja 1849 roku (wpis 56) zmarła Małgorzata Ziętek, wdowa w wieku lat 70 na „słabość”, o zgonie powiadomiła familia106
14 lutego 1851 roku (wpis 23) w Chwaliszewie zmarła Franciszka Mazurek, pochowana 16 lutego, dziecko w wieku 5 lat, córka rolników Józefa Mazurka i Marianny z domu Zmyślony
14 lutego 1851 roku (wpis 24) tym samym rodzicom zmarła córka Zofia w wieku lat 3 (prawdopodobnie na cholerę, która rozpoczęła się pod koniec poprzedniego roku i znacznie zwiększyła śmiertelność w parafii sulmierzyckiej)
15 marca 1851 (wpis 43) zmarła w Sulmierzycach w wieku 28 lat Julianna Mazurek, córka Michała Mazurka i Susanny Barczak107
7 maja 1849 roku (wpis 64) o godzinie 2-giej po południu w Chruszczynach urodził się Stanisław, syn Szymona Stryjaka i Franciszki Mazurek, rodzice byli komornikami; rodzice chrzestni: Wojciech Mazurek i Maria Mazurek108
11 października 1852 roku (wpis 126) zmarła w Sulmierzycach Aghata Mazurek, w wieku 54 lat, osoby zgłaszające zgon: Jan Kupczyński, Stanisław, Marcin (ci dwaj ostatni może synowie?). W rubryce opłaty dopisek: gratis109
8 sierpnia 1828 roku zmarł w Chruszczynach Franciszek Bestry114; kto wie, czy nie ojciec Agnieszki Bestrej
9 listopada 1828 ksiądz Piotr Reyer pobłogosławił małżeństwo parobka Pawła Karwika               (30 lat) z panną Rozalią Szymikówną (20 lat), oboje z Chróßzczyn (tak napisane). Świadkami na tym ślubie byli: Walęty (tak napisane) Mazurek sałtys i Jakub Szymik obaj gospodarze.115
Przejrzałem też niektóre księgi stanu cywilnego z parafii rzymskokatolickiej w Jankowie Zaleśnym, jako że nie można wykluczyć, że w tej parafii mógł odbyć się ślub Walentego Mazurka z Agnieszką Bestrą. Niestety nie znalazłem takiego zapisu: ani w księdze zmarłych z roku 1820 ( Libri Metrices Morutorum Ecclesiae Parochiali Jankoviensis in Anno 1820 a die 1 Januarii usequa ad ultimam diem Decembris)110ani w księdze zaślubin i zapowiedzi obejmującej lata 1809-1815 111, choć w tej drugiej trafiłem na wpisy z Mazurami i Mazurkami. I tak:
1809-1810 (wpis 8): ślub Jana Młynarczyka z Zofią Mazurkówną
1814 ślub  Mateusza Mazura z Zofią Karczmarzanką
1815 (wpis 4) - ślub Wojciecha Mazurka z Marianną Konieczną (tak w sumariuszu, ponieważ w tekście całego wpisu ten Mazurek jest Mazurem-jesteśmy bowiem już od dawna  w czasach, kiedy to nazwiska nie były rozumiane w sposób znany nam dzisiaj, o czym można przeczytać również na innych stronach niniejszej pracy)
1816- ślub Walentego Mazura z Zofią Slachtówną
Przejrzałem jeszcze akta ślubów i zapowiedzi z parafii odolanowskiej z lat 1813- 1814.116 Niestety nie natrafiłem na zapis ślubu Walentego Mazurka i Agnieszki Bestrej.
W APP nie ma już raczej szans na znalezienie dokumentów tego związku. Celowym pozostaje jednak przejrzenie reszty duplikatów zgonów z parafii sulmierzyckiej, bowiem pozostało ich zaledwie pięć (z lat 1839-1843). Być może, iż cud wydarzy się po raz drugi i znajdę zapis zgonu Agnieszki Bestrej.



Prezentuję poniżej jeszcze jeden bardzo ciekawy wpis z parafii rzymskokatolickiej z Jankowa Zaleśnego (Janków Zaleśny). (APP- mikrofilm 0-7829-7835)
Wpisy w tej parafii były prowadzone w języku polskim. Nawiasem mówiąc na temat wpisów w księgach parafialnych i duplikatach sporządzanych dla władz świeckich ( pruskich ) dałoby się sporządzić bardzo ciekawe opracowanie. Może kiedyś?
„Roku tysięcznego osiemsetnego siódmego ( rok być może 1811 – należy sprawdzić – uw. własna), dnia pierwszego lipca o godzinie ósmej rano.
Przed nami proboszczem Jankowskim i sprawujący urzędnika Stanu Cywilnego Gminy Jankowskiej Powiatu Odolanowskiego w Departamencie Kaliskim stawił się Maciej Mazurek lat czterdzieści liczący w Łąkocinach mieszkający włościanin i okazał nam dziecię prawego urodzenia płci męskiej, które urodziło się w dniu dwudziestego dziewiątego czerwca o godzinie dwunastej w południe roku bieżącego pod numerem piętnastym. Oświadcza, iż jest spłodzone z niego i Elżbiety z Jucików? ( Tucików?, Frąszków?) lat dwadzieścia dwa mającej jego małżonki i że życzeniem iego iest nadać temu synowi imię Piotr. Po uczynieniu powyższego oświadczenia i okazaniu dziecięcia w przytomności Jana Zimniaka lat pięćdziesiąt cztery liczący pierwszy świadek, drugi Andrzej Macieiek lat czterdzieści pięć liczący. Obydwaj świadkowie w Łąkocinach mieszkaią i włościanie. Poczem niniejszy akt urodzenia stawiaiącym przeczytany został; a że żaden z tych pisać nie umie przez nas tylko Urzędnika podpisany.
Xsiądz Jan Gustaw, proboszcz Jankowski”56
Całego mikrofilmu nie przejrzałem, natrafiłem jeszcze na następujące zapisy tyczące nazwiska Mazurek w rejestrze zmarłych:
12- Łąkociny – 27.07.1811, zmarł Piotr Mazurek, mający cztery lata, syn Macieja Mazurka
13- Łąkociny – 29.07. 1811, zmarła Elżbieta, żona Macieja Mazurka
61- Łąkociny – nie zanotowałem daty, zmarł Jan Mazurek, lat 9 mający, syn Macieja Mazurka.57 Ten wyżej wspomniany Maciej Mazurek nie mógłby być raczej ojcem Walentego Mazurka, który zawarł ślub Z Marianną Ziętek (Zientek) w 1805 roku (chociaż w 100%wykluczyć tego nie można). Mógłby natomiast być ojcem Walentego, który zawarł małżeństwo z Agnieszką Bestrą przed 1819 (w 1819 narodził się bowiem z całą pewnością Józef Mazurek, prawowity syn tego stadła). Nie można też jednak wykluczyć, że wspominany tu Walenty jest jedną i tą samą osobą. Istnieje bowiem możliwość, że owdowiał i wstąpił ponownie w związek małżeński z Agnes Bestrą właśnie. I tak właśnie było-patrz wyżej (ustalenia z APP z dni 17-18 maja 2011).
Przejrzałem w APP w Poznaniu bardzo wiele dokumentów zawierających dane o rodzinach chłopskich kilku miejscowości (moim zdaniem „najlepiej rokujących”) powiatu odolanowskiego i sięgających niekiedy do początku XIX w, a nawet końca XVIII. W duplikacie zaślubionych w parafii odolanowskiej z roku 1818 pod numerem 28  trafiłem na zapis: „28 lipiec 1818 : Jan Mazurek, kawaler i Anna z Usarków ? ( W Garkach  wg. spisu z roku 1782 występowały nawiska Uzar i Usarz ) Giebrowa, wdowa, oboje z Garków.”72 W moich późniejszych poszukiwaniach z dnia 9 lutego 2011 ( patrz wyżej ) w mikrofilmach  ksiąg parafii odolanowskiej ( księgi zaślubionych ) w AAP na taki zapis nie natrafiłem. Nie można w tym przypadku wykluczyć mego przeoczenia ( niedokładności ), ale też nie można wykluczyć niestaranności w prowadzeniu ksiąg przez ówczesnych duchownych albo jeszcze innych powodów, których nie sposób tu wyliczyć, a które mogły stać się przyczyną braku niektórych zapisów.

Efekty pracy w AAP w dniu 31 maja 2011.

Cały czas uparcie, mimo udokumentowanej wiedzy odnośnie mariażu Walentego Mazurka z Agnieszką Bestrą poszukiwałem zapisu ślubu tej pary w latach 1805- 1816 (czyli w odcinku czasowym bardzo na zapas). Zdołałem przez ponad 5 godzin starannie przejrzeć zapisy Liber copulatorum parafii sulmierzyckiej od roku 1819 wstecz do roku 1770. Wróciłem raz jeszcze do wyżej cytowanego zapisu ślubu Walentego Mazurka i Marianny Ziętek z dnia 9.10.1805 roku. Porównałem ponownie odczyt z wcześniejszym z dnia 9 lutego 2011. Nie znalazłem istotniejszego błędu. Nadal nie potrafię jednoznacznie odczytać panieńskiego (lub z poprzedniego małżeństwa) nazwiska matki Walentego. Skłaniam się do Ivanek, Iwanuła.
Znalazłem następujące wpisy, w których pojawia się nazwisko  Mazurek lub Mazur:
19 stycznia 1818 roku odbył się ślub pracowitego Jana Błaszczyka młodzieńca i wdowy Reginy Kręcowej (Kręcowa- nazwisko Kręć występowało we wsi Wierzbno117). Świadkami na tym ślubie byli: Michał Błaszczyk. Mateusz Nowak i Walenty Mazurek.118
19 lutego 1916 roku odbył się ślub pracowitego Jakuba Ziętka i wdowy Brygidy Szymikowej. Świadkami na tym ślubie byli: Valentino Mazurek. Tomasz Zbawiony i Grzegorz Kochanowski.119
17 lutego 1816 roku ślubowali sobie pracowity Walenty? Nogacki alias Formańczyk młodzieniec i Katarzyna Marszałkówna panna pracowitych Wojciecha i Marianny Mazurów córka? (może też być, że Wojciech i Marianna Mazurowie byli jedynie świadkami na tej ceremonii obok Valentina z Mazurków, Grzegorza Kochanowskiego i innych).120
Tego samego dnia, czyli 17 lutego 1816 zawarli związek małżeński pracowity Kasper? Zbawiony młodzieniec i Regina Mazurkówna panna w obecności świadków: Thoma Zbawiony, Adalbertus Mazur i Valentino Mazur.121
Wpis 3/1807 (miesiąc luty)
Na ślubie pracowitego Bartholomea Stanisława i Reginy Nowaków synem liczącym 22 lata i Brigithlam Bartholemas i Sophia córką lat 18 liczącą świadkami byli: Valentino Mazurek i Pregonis? Kochaniak.122
24 luty 1794. Przytaczam zapis w języku łacińskim: Idem qui supra benedixi Matrimonium inter Personal Lab. Valentinum Błaszczyk Juvenem de villa Daniszyn et Franciscam Mazurkówna Virginem de villa Chroszczyny. Passem libûuta? lab. Joanna Kaczmarek i Nicolaus Pinkowski.123
Ten zapis w oryginale przytaczam dlatego, aby uzmysłowić czytelnikowi, że nie taki „diabeł straszny”. Duchowni w swoich zapisach w kościelnych księgach metrykalnych obracali się w kręgu kilkuset zaledwie słów łacińskich i popełniali przy tym sporo błędów. Nawet jako miernota w zakresie znajomości łaciny wiele razy to odkryłem. Powyższy tekst jest wyjątkowo prosty, stąd uważam, że nie ma potrzeby jego tłumaczenia.
W latach 1794- 1770 w Liber copulatorum parafii w Sulmierzycach nie natrafiłem już na żadne nazwisko Mazurek. Czy wobec tego Mazurków w wymienionym czasie w tej parafii nie było? Aby sprawę rozstrzygnąć należy sprawdzić inne księgi metrykalne-przede wszystkim chrztów, a nawet zgonów.
Ponieważ wysoce bogaty w treść okazał się zapis w księdze umarłych Walentego Mazurka, skrycie liczyłem na podobne szczęście przy zapisie zgonu jego drugiej żony, Agnieszki. Niestety okazał się on skrajnie ubogi, suchy i oficjalny.
Agnes Mazurek, 17 luty 1845 roku, żona Walentego zmarła 15 lutego o godzinie 10 przed południem za życia dobrze zabezpieczona we wszelkie (sakramenty?) w wieku 55 lat?124


Z recesów ( czyli postanowień uwłaszczeniowych ) i innych towarzyszących im dokumentów wiemy, że w Chruszczynach od początku XIX zamieszkiwali m. in. Walenty Mazurek                    ( gospodarz, pod nr 17, który otrzymał po uwłaszczeniu w 1843 roku 37 mórg 47 prętów kwadratowych ogółem – w tym 33 morgi 51 prętów kw. roli i 3 morgi 176 prętów kw. łąki i w momencie uwłaszczenia był już odbudowany na nowym gruncie)  i  Wojciech Bestry                   ( chatnik, pod nr 22, który otrzymał dział w wymiarze 25 prętów kw. – zabudowania plus podwórze )73. Ten Walenty Mazurek i Agnieszka z d. Bestra to nasi pra – pradziadowie.
Z dokumentów archiwalnych wynotowałem też, że w Chruszczynach mieszkali w latach 40 – tych XIX w. tzw. dożywotnicy - Magdalena z Mazurków Szymik i Wojciech Szymik (małżeństwo), którego utrzymanie władze pruskie mocą prawa zleciły Mateuszowi Błaszczykowi.75 Mazurkowie w porównaniu z innymi rodami chłopskimi z terenu starostwa odolanowskiego i później w wieku XIX na tymże obszarze nie jawią się często jako gospodarze, co zdaje się wskazywać, że ich głównym źródłem utrzymania nie była praca na roli; albo też nie byli tam zbyt liczni. W Chruszczynach i okolicznych wsiach „roi” się za to od Szczepaniaków i Błaszczyków.
W Chruszczynach wg. katastru ziemię własną posiadali Antoni Mazurek ( wpis z 1876 – Artikel 4 ), Józef Mazurek ( wpis 1874 – Artikel 6 ) i Franciszek Mazurek ( Artikel 37 ).58 Mazurkowie nie posiadali żadnych działek w Daniszynie59, w Uciechowie60, Chwaliczewie61, na Pustkowiu Mazury.62 Trzeba by jeszcze sprawdzić i inne miejscowości, zwłaszcza wspomniane Łąkociny, ale wydaje się, że bardziej owocniejsze będzie przeglądanie ksiąg metrykalnych „podejrzanych” parafii w AAP, jako że w tym Archiwum są one daleko kompletniejsze , aniżeli w APP.
Jako ciekawy szczegół mogę podać, że w Chruszczynach  w chwili regulacji ( co nie oznacza, ze nie wcześniej już ) istniała szkoła, której przypisano 9 mórg ziemi, ale z obowiązkiem oddania 77 prętów kw. na hodowanie drzewek owocowych  i 60 prętów kw. na szkółkę drzew morwowych.76 Tak więc przyszli koloniści Łosińca spod Odolanowa się wywodzący około pół wieku wcześniej aniżeli chłopi łosinieccy stali się ludźmi piśmiennymi.
Walenty Mazurek i inni mieszkańcy Chruszczyn poddani regulacji wg. recesu 14 z 1842 – 43:
II. Thomas Kulas ( okupnik, czyli właściciel gospodarstwa, na którym siedział; w pewnym sensie chłop czynszowy )
III. Franciszek Błaszczyk, karczmarz ( jego sytuacja prawna opisana wyżej )
V. Czterech chatników ( czyli chałupników ):
  1. Johann Nawrocki
  2. Johann Rachwalski
  3. Wojciech Bestry
  4. Małgorzata Cegła
VI. Czternaście gospodarstw włościańskich zaciężnych ( czyli odrabiających pańszczyznę ):
            1. Johann Błaszczyk
            2. Gregor Nowak
            3. Matheus Błaszczyk ( Blasczik )
            4.Lorenz Piwowarczyk
            5. Johann Nepomucen Maroszek
            6. Johann Lata ( Łata )
            7. Valentin Mazurek
            8. Sebastian Karwick ( Karwig ) - małoletni
            9.  Matheus Zbawiony
            10. Matheus ( Matias ) Nowak
            11. Paul Ziętek ( Zientek )
            12. Adalbert Szczepaniak
            13. Gregor Kochanowski
            14. Casper Zbawiony 78

Oprócz w/w w innych dokumentach z tego czasu pojawiają się nazwiska: Paul Kazbich                  ( 1833 ) i Jacob Szimek ( 1833 ).79
Wiemy, że wg. ustawy z dnia 8 kwietnia 1823 ( tyczącej uwłaszczenia chłopów w zaborze pruskim ), regulacji ( czyli uwłaszczeniu ) podlegały gospodarstwa, które istniały przynajmniej od 1772 roku80, nie oznacza to, że na danym gruncie ze 100% pewnością siedział gospodarz o tym samym nazwisku, ale w wielu przypadkach tak właśnie było. Stąd więc możemy ze znacznym prawdopodobieństwem przypuszczać, że większość w/w rodzin, żyła w Chruszczynach co najmniej od wymienionego 1772 roku.
Z kronikarskiego obowiązku i dla porównania spis mieszkańców Chruszczyn z 21.12.1786 roku:
  1. Wojciech Labuda karczmarz okupny winien z gruntu, który posiada, i karczmy, lasy starościńskie oganiać. Czynszuje 50 zł.
  2. Paweł Pośpiech chałupnik
  3. Stanisław Nowak chałupnik
Ci dwaj robią w tydzień przez cały rok po dni 3, przędą kądzieli 3 sztuki.
4.Tomasz Piwowarczyk chałupnik mniejszy
5. Sebastyjan Sernik chałupnik mniejszy
Robią latem po dni 3, zimą po dni 2, przędą kądzieli 2 sztuki. robią też bydłem i pieszo.
6. Maci Łata chałupnik mniejszy? Robi dwa dni w tydzień całorocznie, robi też bydłem i pieszo, przędzie kądzieli sztuk 2.
7.Szymon Karwik chałupnik
8. Marcin Zbawiony chałupnik
9. Franciszek Olejnik chałupnik
10. Maci Jakubiak chałupnik
Robią w tydzień dwa dni całorocznie, przędą po dwie sztuki.
11. Franciszek Szczepaniak chałupnik
12.Tomasz Zbawiony chałupnik
13. Wojciech Mały chałupnik
15. Błaży Kupczyk
Robią latem w tydzień latem 2 dni a zimą dzień 1. Szczepaniak i Mały przędą po 1 sztuce, Kupczyk i Zbawiony przędą po dwie sztuki.
16. Jan Nych komornik
17. Maci Grabarczyk komornik
Robią latem po dniu 1 w tydzień.
Wszyscy pospołu: Len chędożą i owce strzygą bez zaciągu. Tłuki odprawiać winni podług lustracyi 1765 r., wedlug potrzeby gruntowej. Stróża do browaru konserwować lub koleją chodzić  podług dawnej lustracyi 1765 r. powinni byli, lecz tej powinności gromada zapiera. Podatki publiczne płacą.
Kresencyja z tego folwarku z r. 1785 na 1786: żyta kop 39¼, jęczmienia kop 13½.
Grunta przy tej wsi w niżynach i sapach, łąki dobre.81
Z porównania obu tych spisów wynika, że od 1786 do 1842 w Chruszczynach ostały się jedynie rodziny Piwowarczyków, Zbawionych, Karwików, Szczepaniakow i Łatów. Trzeba jednak pamiętać, że we wsi był też dwór. Osady ( służby dworskiej ) nie znamy. Należy też brać pod uwagę „nietrwałość” nazwisk chłopskich w owym czasie a także wyjątkowo burzliwy czas, który dzieli daty sporządzenia tych wykazów ( rozbiory, wojny napoleońskie, zmiany przynależności administracyjnej i państwowej )
Wskazówek historycznych mamy nadto. Z pewnością będą pomocne. O dziejach rodu Mazurków ostatecznie jednak rozstrzygną  księgi parafialne. Na razie „stoimy” w roku 1819.
I jeszcze fragment recesów Pustkowia Mazury ( parafia Janków Zaleśny ), dziś wieś około 3 km na północ od  Chruszczyn. Podług tego recesu z 1843 Pustkowie Mazury posiadali wspólnie:
1. Franciszek Mazur w iednej
2. Walenty Mazur
3. Wojciech Mazur
4. Józef Mazur i
5. Michał Kowalski w drugiej połowie82
W dokumencie dość pobieżnie przejrzanym brak jakichkolwiek pewnych dowodów na to, ażeby od tych Mazurów mieli wziąć swój początek Mazurkowie z Chruszczyn ( chociaż w 100%  wykluczyć tego nie można ). Przed jedną z licznych wizyt w obu archiwach poznańskich ( AAP i APP ) sporządziłem następującą notatkę: Szukamy wpisu 30/1844            ( ślubu Józefa Mazurka, prawdopodobnie pierworodnego dziecka Walentego i Agnieszki Bestrej ); jeżeli znajdziemy ( a znalazłem ), to szukamy daty urodzin wspomnianego Józefa               ( znalazłem – urodzony 10.03. 1819, ochrzczony 14.03.1819 ); następnie przed 1819 szukamy ślubu Walentego Mazurka i Agnieszki Bestrej, jeżeli okaże się, że ojcem Walentego był Wojciech, a ojcem Wojciecha Michał, to jesteśmy w domu, czyli znaleźlibyśmy niepodważalny dowód na pokrewieństwo w linii prostej z wymienianymi przez źródła historyczne pustkowianinami Mazurami, którzy swój grunt mieli pod Daniszynem ( wieś w połowie drogi między Chruszczynami a Cegłami, przynależna do parafii w Jankowie Zaleśnym ). Niestety jedyny dotychczas znaleziony przeze mnie Walenty Mazurek spełniający po części powyższe warunki nosił imię Mateusza lub Macieja.
Gdyby jednak okazało się, że ród Mazurków jest w jakiś sposób skoligacony z w/w Mazurami ( o czym rozstrzygnąć mogą ostatecznie księgi metrykalne stosownych parafii – najprawdopodobniej Jankowa Zaleśnego, Sulmierzyc i Odolanowa - innych wykluczyć też nie można ), wtedy pomocnym okazać się może ( ale nie musi ) – następne źródło: „Wizytacja archidiakonatu śremskiego przez Ignacego Gnińskiego archidiakona śremskiego” ( daty krańcowe: 1672, 1683 – 1685 ) – znajduje się w AAP: Nr zespołu: 21 0012 , syg. jednostki Av 17, liczy kart 857 ( Putkowie Mazury na f. czyli karcie 80583 ) – występuje w postaci oryginalnej ( rękopis folio ) i w postaci mikrofilmów – nr 763, 764.84

Nieco o Błaszczykach

Z Błaszczyków wywodziła się pierwsza żona Sebastiana Mazurka. Szperając po materiałach archiwalnych trafiałem niekiedy na źródła z tym nazwiskiem. Szczególnie zaintrygował mnie zespól archiwalny w APP zatytułowany Błaszczykowie,86 składający się zresztą z jednego dokumentu datowanego na 1819 rok, w którego opisie czytamy: „Papież Pius VII ustosunkowuje się do prośby Franciszka i Marianny Błaszczyków, rodzeństwa stanowiącego małżeństwo i starających się o dyspensę w tym zakresie i nakazuje separację tego związku.”
Dokument został sporządzony na doskonałym papierze imitującym delikatny ( cienki ) pergamin w postaci jednej karty o formacie zbliżonym do dzisiejszego A-3. Sam papier zachował się w doskonałym stanie, jednak pismo na nim – wzorowe pod względem kaligraficznym ( widać rękę kancelistów papieskich ) – bardzo już wyblakło. Podejrzewam, że jego pełne odczytanie zajęłoby wytrawnemu romaniście specjalizującemu się w łacinie kilka dobrych dni żmudnej pracy głównie z uwagi na wspomnianą niewyraźność pisma. Cóż dopiero mnie prawie analfabecie w tej dziedzinie!
Zdołałem jednak ustalić, że sprawa tyczyła Błaszczyków zamieszkałych w miejscowości Gniezno Wieś ( Villa Gnesnen ). Ponieważ wiedziałem, że Błaszczykowie, z których wywodziła się żona Sebastiana pochodzili spod Odolanowa uznałem ją za nieistotną ciekawostkę. Aż przy studiowaniu dziejów swoich przodków okazało się, że w roku 1827 karczmarzem i rolnikiem w Chruszczynach był  już z całą pewnością Franciszek Błaszczyk. W roku 1786, jak wiemy, karczmarzem w tej wsi był Wojciech Labuda. Czysty przypadek? Najprawdopodobniej. Całkowitej pewności jednak nie ma. Czy jest możliwe  wyjaśnienie tego szczegółu? Jeżeli  Franciszek Błaszczyk z Chruszczyn zmarł już w czasie funkcjonowania Standesamt’ów, to jak najbardziej, ponieważ w księgach zgonów odnotowywano m. in. miejsce urodzenia nieboszczyka i podstawowe dane o małżonce. Jest  jednak mało prawdopodobne aby dwudziestoparolatek ( tak przypuszczam ) z roku 1819 dożył roku  1874.  
Można też podjąć próbę wyjaśnienia sprawy przez prześledzenie ksiąg metrykalnych parafii, do której przynależała miejscowość Gniezno Wieś. Jeżeli okaże się, że Franciszek Błaszczyk „funkcjonował” w niej poza rok 1827, będzie to oznaczać, że Franciszek Błaszczyk ze Wsi Gniezno i Franciszek Błaszczyk z Chruszczyn, to dwie różne osoby. Pomocne mogą też być tzw. „Seelenliste”, czyli dawne księgi meldunkowe ( w zaborze pruskim zakładane w połowie XIX w.). Tak więc możliwości jest tu wiele.


                               Przodkowie ze strony matki ( po kądzieli )

Od Heleny Mazurek g. Gumna ( 18.011924 – 6.09.2001 ).
Jej rodzice to : Marcin Gumny urodzony 25.10.1875 w Stefanowie , pow. Szamotuły , zmarł w Łosińcu 12.08.1945 ( wg . opowiadań rodziców zatruł się przy wysiewie nawozu sztucznego ) . Do Łosińca przybył po parcelacji majątku w tejże wsi , jego ojciec Adalbert  nabył około 5 ha gruntu, drugie tyle wniosła Marcinowi  w posagu Franciszka g. Walkowiak . Zginęła ona nieszczęśliwie postrzelona z fuzji przez własną siostrę .Marcin Gumny ożenił się powtórnie w 1919 z Anną Patelską urodzoną w Łosińcu 10 lipca 1895 r. ( jest to urzędowa data jej narodzin , ona sama bowiem twierdziła , że urodziła się 20 lipca ) . Zmarła w Łosińcu 20 września 1972 roku.
Pradziadek ze strony matki , to wg. przekazów rodzinnych  Wojciech Gumny a prababcia to Józefa g. Barłóg . Project Poznań potwierdza taki mariaż w 100 % .
Wpis nr 23/ 1874 .  Parafia Ostroróg :
Pan młody : Wojciech Gumny ( 26 )    Ojciec Christosomus Gumny
                                                               Matka Catherina
Panna młoda : Józefa Barłóg    ( 28 )    Ojciec Antonius Barłóg
                                                               Matka Sophia
Z tego zapisu wynika , że pradziad Gumny urodził się w 1848 roku .

I dalej już tylko wg. Project Poznań . Parafia Ostroróg , wpis nr 5/1823 .
Pan młody :  Christosomus Gumniak alias Gumny ( 22 )
Panna młoda : Catharina Kęsa  ( 20 ) .
Jest to dla naszego wywodu związek mało prawdopodobny , chociaż nie niemożliwy. Jeżeli dzieckiem tej pary byłby Wojciech , to  rodzice w chwili jego narodzin mieliby odpowiednio : matka 45 lat , ojciec 47 lat .
Project Poznań podaje jeszcze jedną ewentualność .
Parafia  Ostroróg , wpis 10 / 1864 .
Pan młody : Christosomus Gumny ( 45 ) - wdowiec
Panna młoda : Victoria Nowak ( 24 ) .
Bardziej ten ostatnio wymieniony Gumny urodzony w 1819 „pasuje” na ojca Wojciecha , którego  mogłaby urodzić mu pierwsza żona .
Parafia  Ostroróg , 5/1842 .
Pan młody : Christosomus Gumny ( 26 )
Panna młoda : Agnes Kaczmarek ( 20 )
Jednakże , gdyby ten Gumny owdowiał , to wstępując w 1864 roku w nowy związek małżeński musiałby mieć 48 lat . Czy któryś z tych tropów jest trafiony ? . Czy któryś z w/w Gumnych jest naszym pra- pradziadem po „kądzieli” . Bez weryfikacji archiwalnej tego nie rozstrzygniemy .
I jeszcze jeden ślad w poszukiwaniu rodziców Wojciecha Gumnego ( również wg. Project Poznań ):
Parafia Katolicka Ostroróg, wpis 21/1839
Christophorus Gumny ( 25 )
Catharina Hały ( 23 )
Ten trop wydaje się najbardziej prawdopodobny (graniczący niemal z pewnością ) i od niego należałoby rozpocząć poszukiwania w AAP.
Okazuje się, że ród Gumnych miał szczęście do autorów opracowujących źródła historyczne. W „Materiałach do dziejów chłopa wielkopolskiego” w inwentarzu majętności ostrogskiej sporządzonym z okazji działów rodzinnych 10.VIII. 1759 b.m. ( Wschowa 23. V. 1760 ) znajdujemy m. in. następujące zapisy:
„Wieś Kluczewo ( - )
Półślednicy: ( - )
2. Maciej Gumny z Chojna , żona Maryjanna, syn Jan, ociec Gumnego Łukasz, matka Jadwiga, parobek Wojciech z Kwilicza poddany. Ma pańskich wołów 4, konie 2, krowę 1. Swoich ma krowę 1, junca 1 ( młody wół, byczek; ale jeszcze za słaby do roboty – uw. wł. ), jałowicę 1, cielę 1.
( - ) Ci półślednicy robią w tydzień 3 dni bydłem, 6 dni ręczną. Dają czynszu zł 1, owsa wiert. 6, kapłuny 3, kurę 1, jaj mend. 2. Przędą kądzieli szt. 4. Do tarcia mendli 3 albo po tynfie mendel.65
( - ) Wieś Chojno ( - ) Budników alias chałupników jest 13 ( - )
5. Jakub Gumny, żona Regina, syn Batłomiej , córka Barbara. Ma woły 2, krowę 1, jałowe 1.
Ci budnicy, czyli chałupnicy robią w tydzień ręczną dzień 1, dają kurę 1, przędą kądziele szt. 2. W żniwa przez cztery tygodnie dni 2 w tydzień i tłuk 6 i każdy kto tam jest.
( - ) Kwilecki starosta wschowski m.p. ( - ) Jan z Kwilicza Kwilecki m. p. (- ) Adam Kwilecki m. p.”66
Ponieważ wedle Project Poznań familia Gumnych wokół Ostroroga miała swoje główne gniazdo ( pamiętamy przecież, że dziadek Marcin przybył do Łosińca ze Stefanowa ), to jest wysoce prawdopodobne, iż jeden z w/w Gumnych  to, być może, jego przodek w linii prostej, a przynajmniej bliski krewny ( a z całą pewnością powinowaty ).
Wszystko to należy potwierdzić w księgach metrykalnych parafii w Ostrorogu ( ewentualnie też parafii pobliskich ) w AAP Poznań. Niestety dalej w głąb czasu będzie trudno już sięgnąć, ponieważ zachowane dotąd księgi metrykalne parafii w Ostrorogu rozpoczynają się od 1753 roku.

Rodzeństwo Heleny Mazurek z d. Gumnej:
a) przyrodnie ( ze związku Marcina Gumnego z Franciszką Walkowiak ):


L.p.
Imię
Miejsce urodzenia
Miejsce zamieszkania
Nazwisko po mężu
Zawód                  ( zajęcie )
Miejsce pochówku
1
Teodozja
Łosiniec
Wieżyce,p-ta Fałkowo, pow. Gniezno
Jaroszczyk
gospodyni
Mielno

2
Stanisław
-
Jabłkowo
-
rolnik
Skoki, przeniesiony do Gniezna
3
Jan
-
Rogoźno
-
szewc
Rogoźno
4
Wacław
-
Szczecin, Ryczywół
-
piekarz
Ryczywół
5
Maria
-
Bychowo k. Wejherowa, Łaziska
Pyrzowska
gospodyni
Żnin


Była z tego związku jeszcze Zofia, która zmarła jako małe dziecko.




b) ze związku Marcina Gumnego z Anną Patelską:

L.p.
Imię
Miejsce urodzenia
Miejsce zamieszkania
Nazwisko po mężu
Zawód                  ( zajęcie )
Miejsce pochówku
1.
Władysław (27.05.1921 – lipiec 2004)
Łosiniec
Potrzanowo
-
rolnik
Skoki
2.
Helena (18.01.1924 – 6.09.2001)
-
Łosiniec
Mazurek
gospodyni
Popowo Kościelne
3.
Antoni (1.06.1926. – luty 2005 )
-
Wolin, Wągrowiec, Pyrzyce
-
mleczarz
kremacja w Szczecinie, pogrzeb w Pyrzycach, prochy w Kanadzie koło Toronto
4.
Monika               ( 10.03.1929 – 11.10.2010)
-
Łosiniec
Matras
gospodyni
Popowo Kościelne
5.
Marcin          ( 14.10.1933 – 31.03.2004)
-
Drawsko Pomorskie
-
piekarz
kremacja w Poznaniu, pogrzeb w Drawsku
6.
Anna Domicela
-
Lechlinek
Stoińska
gospodyni
-


Ród Anny Patelskiej
Rodzice : Kazimierz Patelski ( 17.01.1851 – 15.06.1937 )
               Katarzyna Patelska  g. Kolińska ( 28.04. 1871 – 21.05.1956 ) , pochodziła ze wsi Rusiec , parafia Dziewierzewo .
Była ona drugą żoną Kazimierza .
W Project Poznań znajdujemy tylko jednego Kazimierza Patelskiego .
Parafia katolicka Sławno , wpis nr 5/ 1878
Pan młody : Casimirus Patelski (26 )
Panna młoda : Anna Wencel ( 22 )
Nie wiadomo , czy obaj Kazimierze są jedną i tą samą osobą ( daty urodzenia „prawie się zgadzają” ).
Rodzeństwo Babci Anny Gumnej z d. Patelskiej:

L.p.
Imię
Miejsce urodzenia
Miejsce zamieszkania
Nazwisko po mężu
Zawód, (zajęcie)
Miejsce pochówku
1.
Anna
Łosiniec
Łosiniec
Gumna
gospodyni
Popowo Kościelne
2.
Franciszka
-
Józefowo
Ciesiółka
-
Potulice
3.
Pelagia
-
Słonawy
Siatka
-
Szaradowo Zalesie
4.
Zacheusz
-
Łosiniec
-
kowal
Wągrowiec
5.
Józef
-
Skoki
-
rzeźnik
Skoki
6.
Franciszek
-
Łosiniec
-
rolnik
Popowo Kościelne
7.
Antoni
-
Wągrowiec
-
mleczarz
Wągrowiec, przeniesiony do Poznania


Było jeszcze rodzeństwo przyrodnie z pierwszego małżeństwa Kazimierza Patelskiego ( z dotąd NN, być może z Anną Wencel ? ):
1. Władysław Patelski – poległ we Francji podczas I wojny światowej
2. Stanisław Patelski    - j.w.
3. Anastazja ( Nastusia ) – zamieszkała z mężem w Długiej Wsi, za męża Fryska
4. Bolesława ( zamieszkała w Austrii )
Nie jest pewne, czy to wszyscy z tego rodzeństwa.


Odnośnie Sebastiana Mazurka :
Zameldowany W Łosińcu 19 kwietnia 1893 roku2 wraz z żoną Marianną g. Błaszczyk. Jego dzieje w znacznej części zostały wyświetlone przez wnuczki i wnuków od syna Józefa (Mazurkowie z Puszczykowa) w notatkach zamieszczonych w pracy Kazimierza Kądzieli „Ród Mazurków”. Teksty te traktują jednak o bardziej odświętnej stronie życia dziadka Sebastiana.
Mnie pozostaje więc napisać nieco o drugiej stronie – mniej pogodnej, bardziej przyziemnej, niekiedy wprost tragicznej. Bo przecież nie ma nic bardziej tragicznego dla ojca niż grzebanie własnego dziecka. A Sebastian czynił to aż sześciokrotnie. Pochował też w wieku 43 lat swoją pierwszą żonę. Do Łosińca przybył jako osadnik na tzw. „gołą ziemię”. Wedle rodzinnego przekazu pierworodny syn Józef urodził się w ziemiance ( wg. mnie raczej mało prawdopodobne; jak się dalej okaże – patrz s. 14, Józef wcale nie był pierworodnym synem Sebastiana ).
 Podczas szperania w archiwach przy opracowywaniu „Dziejów Łosińca” natrafiałem niekiedy przypadkiem na materiały odnoszące się bezpośrednio do moich przodków. Żal byłoby nie zanotować chociażby części danych, które niejako same wpadły w ręce. Tym sposobem pozyskałem pewną wiedzę genealogiczną pozwalającą na fragmentaryczne              ( niestety ) poszerzenie wiedzy o swoich protoplastach.
Z w/w pierwszą żoną Marianną Błaszczyk Sebastian Mazurek zawarł ślub cywilny w Standesamt’cie w Sulmierzycach 7 lutego 1893 roku.85 Poniżej tłumaczenie skanu kserokopii aktu tego małżeństwa zamieszczonego na końcu niniejszego opracowania. Tłumaczenie nie jest całkiem bezbłędne głównie z uwagi na niestaranne pismo kancelisty, który je sporządzał  i moją mniej niż mierną znajomość niemieckiego ( zwłaszcza odręcznego pisma w wersji gotyckiej, a właściwie ekletycznej w tym konkretnym przypadku ). Najwięcej kłopotu sprawiają nazwy zawodów i zajęć sprawowanych przez osoby wymienione w akcie ( stąd znaki zapytania ). Za pomoc w uzyskaniu dokumentu serdecznie dziękuję kuzynostwu: Kazimierze Sitarz z domu Mazurek zwanej Mirką z Kalisza i jej bratu Wiktorowi z Sulęcina. Oto wspomniane tłumaczenie:
„ Nr 16
Sulmierzyce, 7 lutego 1893
Przed niżej podpisanym urzędnikiem stanu cywilnego stawili się dzisiaj w celu ( zawarcia ) ślubu
1.Kołodziej? ( stelmach? ) Sebastian Mazurek znany z osoby, katolickiej religii ( wyznania katolickiego ), urodzony 20 stycznia 1872 w Chruszczynach , zamieszkały w Chruszczynach.
Syn w Chruszczynach urodzonego i zamieszkałego gospodarza i gospodyni? jego żony Marii z domu Maleszka zamieszkałej W Chruszczynach.
2. Szynkarka?  ( karczmarka? ) Marie ( co można tłumaczyć tak Maria jak Marianna ) Błaszczyk, znana z osoby, katolickiej religii, urodzona 16 października 1871 roku w Chruszczynach, zamieszkała w Chruszczynach.
Córka karczmarza? Ludwika Błaszczyka i gospodyni? jego żony Agnieszki z domu Barieczna? Banieczna? Konieczna? ( wg. Project Poznań – Zasieczna ), również zamieszkałej w Chruszczynach.
Jako świadkowie zostali wskazani i stawili się:
3. ( nie odczytano zawodu ) Mateusz Sikora, znany z osoby, liczący 29 lat, zamieszkały w Sulmierzycach
4. Gospodarz i karczmarz? Ludwik Błaszczyk znany z osoby, 45? lat liczący, zamieszkały w Chruszczynach.
W obecności świadków skierował urzędnik stanu cywilnego nawzajem do narzeczonych i do każdego z nich osobno pytanie:
czy deklarują chęć zawarcia małżeństwa – narzeczeni odpowiedzieli potwierdzająco na to pytanie i nastąpiła w tym miejscu wypowiedź urzędnika stanu cywilnego, że on teraz mocą prawa ich łączy i ogłasza małżeństwem.
Przeczytano, uzgodniono i podpisano
Sebastyan Mazurek
Marianna Mazurek geb. Błaszczyk
Mathias Schkora
Ludwik Błaszczyk
Urzędnik Stanu Cywilnego
Podpis nieczytelny ( parafa prawie – nie podjęto próby rozszyfrowania )”

Z Ksiąg Wieczystych Dawnych wiemy, że razem z Sebastianem (co wcale nie oznacza, że w tym samym czasie ) do Łosińca najprawdopodobniej przybyli: siostra Agnieszka, żona Kubiaka 3 ; siostra Magdalena, żona Józefa Szczepaniaka4; Bedyński z żoną g.Błaszczyk (zapewne szwagier Sebastiana )5i oczywiście młodszy brat Stanisław. Z przekazów rodzinnych wynika, że była jeszcze w Łosińcu jeszcze jedna Mazurkówna, za męża Białochowska posiadająca swoje gospodarstwo na terenie dzisiejszej posiadłości Franciszka Sarnowskiego i tzw. „lechlińskiego” Kazimierza Mazurka ( teraz już wiadomo, że w/w Agnieszka była primo voto Kubiak, secundo voto Białochowska ). Póki co jednak nie znalazłem żadnego wiarygodnego źródła, które potwierdzałoby ten przekaz.
Co do owego młodszego brata Sebastiana, Stanisława, wiadomo jeszcze, że przybywał do Łosińca niejako na raty. Pierwszy raz zameldował się we wsi 21.12.1901r., wymeldował się 3.12.1902 do Katthausen koło Ostrowa? Nie znalazłem, lub nie zanotowałem danych, kiedy przybył ponownie.6      
Jak zdecydowana większość łosinieckich osadników dziadek Sebastian nabył pewnie swoją parcelę na kredyt i najprawdopodobniej na kredyt ją urządzał- stawiał budynki gospodarskie, kupował inwentarz i niezbędne narzędzia. Z            zachowanych dotąd dokumentów archiwalnych wynika, że dziadek zaciągnął kredyt w Ziemstwie Kredytowym w wysokości 2000 MK+700 MK ( czyli łącznie 3000 MK ) . Była to suma znaczna ( na przełomie XIX i XX w. stanowiła równowartość 30 mórg lichej ziemi ). Przodek Sebastian miał jednak „szczęście”, bowiem po I wojnie światowej i kryzysie ekonomicznym używana przez Polskę niemiecka marka uległa kompletnej deprecjacji i w 1924 r. została zastąpiona silną polską złotówką ( reforma Grabskiego ). Z owych 3000 MK po przewalutowaniu i stosownej waloryzacji powstało ostatecznie 568,27 zł długu7 ( co wg. cen z 1937 r. stanowiło równowartość ponad 80 cetnarów żyta ). W sumie niby niewiele, ale przy wielodzietnej rodzinie, licznych obciążeniach spadkowych, międzywojennym marazmie gospodarczym i niekorzystnych cenach na produkty rolnicze i ten dług okazał się ponad możliwości dziadkowej gospodarki.
Myślę, że najlepiej będzie przytoczyć stosowny dokument ( z nieznacznymi skrótami i oszczędnym komentarzem ). Dokument ten jest ciekawy nie tylko w zakresie dziadkowych zmagań się z długami, ale wyświetla też sporo wątków z dziejów rodu Mazurków. Oto on: 8
„Układ zawarty 23.01.1936 między Bankiem Spółek Zarobkowych a p. Sebastianem Mazurkiem.
Łącznie do zapłaty 576 zł.
Zabezpieczeniem sumy układowej służą:         
1. Wyskarżony weksel z wyrokami Sądu Grodzkiego w Poznaniu z 9.10.1934 – XIII. C 366/34 przeciw Sebastianowi Mazurkowi i Mariannie Mazurek i Bankowi Ludowemu w Skokach                                                                          - zł 242
Przysądzone odsetki prawne    do 31.01.1936                        -       32
Koszty przysądzone względnie zwrotne                                   -       80
Razem                                                                                    -     355 ( tak napisane, choć                                                                                                                 powinno być 344 )
2. Wyskarżony weksel z nakazem zapłaty Sądowi Grodzkiemu w Poznaniu z 9.09. 1935 XIII N 3686/35 przeciw Sebastianowi Mazurkowi, Stanisławowi Mazurkowi i Bankowi Ludowemu w Skokach                                                          - zł 170
Przysądzone odsetki prawne do 31.01.1936                           -      26
Koszty przysądzone zwrotne                                                   -      24
Razem                                                                                    -     220
W teczce znajdują się wyroki Sądu Grodzkiego w Poznaniu nakazujące Sebastianowi Mazurkowi spłatę w/w zadłużenia ( ich dosłowna treść została tutaj pominięta).
Następuje lista ratalnych spłat zadłużenia. Spłaty w ratach półrocznych z dokładnie określonymi terminami ( najpierw po 14 potem po 29 zł ) rozpoczynały się od sierpnia 1938 i miały trwać do lutego 1950 r.
22.08.1937
Dziadek Sebastian pisze do banku, że należnej raty nie zapłaci w terminie i prosi, aby „nie robić niepotrzebnych kosztów”
W odpowiedzi bank grozi ściągnięciem całej należności.
25.06.1939
Dziadek odpowiada na ponaglające pismo banku z  14.06. wzywające do zapłaty 53,73 zł. Pisze, że nie jest w stanie zapłacić z powodu złych zbiorów i „deszczów”, które spowodowały, że „kartofle wygnieły tak, że trzeba było dokupić”. Obiecuje zapłacić po żniwach.
Oba listy do banku zostały najpewniej napisane dziadkową ręką, tak więc miałem okazję na własne oczy podziwiać kunszt kaligraficzny swojego protoplasty. Muszę przyznać, że pisał starannie.
W tejże teczce poświęconej konwersji długów znajdują się odpisy z ksiąg wieczystych:
Łosiniec Nowy. Tom I karta nr 15
Obszar 5,01,43 ha. bon. 13,94 bon. bud. 75 MK
Dział I - właściciele Sebastian i Maria była owdowiała Stasiak – Mazurkowie na podstawie umówionej wspólności majątkowej.
Dział II – wykreślono ( dla porządku przypominam, że dział II obejmuje wpisy dotyczące właściciela lub właścicieli i użytkowników wieczystych nieruchomości, tj. imię, nazwisko, adres, imiona rodziców )
Dział III – też przypominam, że obejmuje głównie wpisy wszelkich ciężarów i ograniczeń ciążących na nieruchomości z wyjątkiem hipoteki
nr 1 wykreślono
2. 2300 MK Ziemstwo Kredytowe
3. 700 MK
ad 2 i 3 zwaloryzowano na 400 plus 100 plus 31,86 plus 36, 41
4. 400 MK spadku po matce dla Józefa Mazurka – zapisano w 1917 r.
5. 400 MK jw.                                    dla Pelagii Mazurek
6. 400 MK                              dla Wawrzyna Mazurka
7. 400 MK                              dla Katarzyny Mazurek
8. 400 MK                              dla Zofii Mazurek
9. 400 MK                              dla Franciszka Mazurka
10. 400 MK                            dla Władysława Mazurka
11. 400 MK                            dla Czesława Mazurka
ad 4 – 11 przedłożono wniosek o wykreślenie, lecz widocznie nie przedłożono potrzebnych po temu dokumentów i wniosek upadł. Zadekretowano wpis:
12. 1500 zł w złocie dla Józefa Mazurka jako schedę po matce i rodzeństwie i tytułem przyszłej schedy po ojcu
13. 1500 zł w złocie dla Franciszka Mazurka ( dalej j.w.)

Łosiniec Nowy. Tom I. Karta nr 19
Podwórze i rola 4,99,80 ha bon. grunt 14,42 bon. bud. 75 MK
Dział I. j.w.
Dział II. nr 1 wykreślono
             nr 2 – dożywocie dla Jakuba i Jadwigi małżonków Stasiaków
Dział III nr 1 – 2063 MK – cena kupna odstąpiono Bankowi Ludowemu Skoki z 5% odsetek od 1.04.1906
                nr 2 a ) 1000 MK dla Marcina Stasiaka
                        b )  800 MK dla Stanisława Stasiaka
                        c )  800 MK dla Tomasza Stasiaka
( w/w zapisów dokonano w roku 1909 )
               nr 3. 1400 marek Gesamtgutsabfindung ( tytułem pełnego odszkodowania, albo też: zaspokojenia wszelkich potrzeb ) dla Pelagii Stasiak, także na Łosińcu Nowym karta nr 74 dla Pelagii Stasiak.
               nr 4. 1400 marek j.w. dla Franciszka Stasiaka
               nr 5. 1400 marek j.w. dla Józefa Stasiaka
Kontraktem z dnia 2.09.1933 zdano grunt Pelagii i Teodorowi Dobrochowskim.
Zapisane będą: 800 zł w złocie dla Józefa Stasiaka
                         800 zł w złocie dla Józefy Stasiak („przedślubne” dziecko Pelagii Stasiak)

Łosiniec Nowy. Tom III. Karta nr 74
Wiese, Acker, Holzug ( łąka, rola, las )
grunt 8,36 dlr
Dział I. jak przedstronnie ( tj. jak na stronie poprzedniej – uw. własna )
Dział II wykreślono
Dział III nr 1 – 1400 MK Gesamtgutsabfindung tu i na Łosińcu Nowym zapisano w lipcu 1917 dla Pelagii
               nr 2 – 1400 MK j.w. dla Franciszka Stasiaka
               nr 3 – 1400 MK j.w. dla Józefa Stasiaka
Wg. relacji Moniki Stasiak ( żony Józefa, córki Stanisława Mazurka – brata dziadka Sebastiana ) ów Franciszek Stasiak zmarł jako młody mężczyzna w 1934 ? Pamięta, że były okropne śniegi. Pogrzeb wyruszał z domu dziadka Sebastiana. Trumnę wieziono na saniach.

Najwcześniejszym chronologicznie materiałem z teczki jest dokument o następującej treści             ( a właściwie bez żadnej treści ):
„Skoki, dnia 27.04.1934.
Bank Ludowy Spółdzielnia z nieograniczoną odpowiedzialnością
dwa nieczytelne podpisy.”
Wiadomo, że ów bank razem z dziadkiem Sebastianem , jego żoną Marią i bratem Stanisławem był przegraną stroną w procesie z Bankiem Związku Spółek Zarobkowych przed Sądem Grodzkim w Poznaniu. Przyczyny tego stanu rzeczy nie zdołałem dociec.          Możliwości interpretacyjnych jest tutaj sporo.
Ostatecznie kres dziadkowym kłopotom z zadłużeniem położył nowy „komunistyczny” ustrój, który tuż po II wojnie światowej ustawowo zniósł zadłużenie chłopskich gospodarstw, głównie przez odesłanie w niebyt większości wierzycieli, a w innych przypadkach poprzez przejęcie owego zadłużenia przez Skarb Państwa.9
W maju 1949 roku dziadek otrzymał następujące pismo:
„Poznań, 25.05.1949
Ob. Mazurek Sebastian
Łosiniec, p – ta Popowo Kościelne, pow. Wągrowiec
Wobec uregulowania zadłużenia Obywatela     z tytułu układu konwersyjnego przez Urząd Skarbowy Wągrowiec przesyłamy w załączeniu wyskarżone weksle na zł 412, - oraz trzy tytuły egzekucyjne.”10       
Pozostały jednak obciążenia spadkowe, czyli tzw. „spłaty”.
Myślę, że zaprezentowane powyżej suche dokumenty chętnemu do ich studiowania powiedzą sporo o części dziejów rodu Mazurków i spowinowaconych z nimi Stasiaków.
Jeszcze jedna rzecz nie daje mnie spokoju. Otóż w jednej z ksiąg meldunkowych Łosińca, zachowanych        dotąd w AP w Gnieźnie znalazłem zaraz po wpisie Mazurka Sebastiana i jego żony Marianny g. Błaszczyk następujący wpis:
Walentin –                               ur. 13.08.1897 w Łosińcu ( być może rok 1892 ? )
Adalbert ( Wojciech ) -            ur. 22.04. 1895 w Łosincu 11 
Jest raczej mało prawdopodobne, żeby te dane znalazły się w moich notatkach ot tak sobie          ( chociaż pomyłki są sprawą ludzką ). Rzecz wymaga wyjaśnienia. Natomiast w innej starej księdze meldunkowej Łosińca z tegoż Archiwum wszystkie zapisy są zgodne z dotychczasowymi ustaleniami i wiedzą rodzinną.12          
Po kolejnej wizycie wAPP okazało się, że miałem rację. Józef nie był pierwszym potomkiem Sebastiana Mazurka i Marianny Błaszczyk. Oto dowody z ksiąg urodzin:
Kakulin, 19 lutego 1894, wpis nr 23: tłumaczenia z niemieckiego:
„Przed niżej podpisanym urzędnikiem Stanu Cywilnego stawił się dzisiaj osobiście znany               ( znany z osoby ) stelmach ( kołodziej ) i cieśla Sebastian Mazurek zamieszkały w Łosińcu religii katolickiej i zgłosił, że Marianna Mazurek z domu Błaszczek ( w 1895 nazwisko to poprawiono na Błaszczyk – notatka na marginesie ) jego prawowita żona religii katolickiej mieszkająca z mężem jak wyżej wskazano w Łosińcu w mieszkaniu ( domu ) numer ( niestety nie zanotowałem ) 13? 14? 19? ( najprawdopodobniej jednak 13 ) lutego 1894 roku o godzinie wpół do pierwszej po południu urodziła dziecko płci męskiej, które otrzymało imię Walenty.”
„Przeczytano, potwierdzono zgodność i podpisano :
Sebastian Mazurek
Urzędnik Stanu Cywilnego Fienig?
Na górze  strony z tym zapisem   „ + 28.04.1896” 63

Kakulin, 29.04.1895, wpis nr 46
„Przed niżej podpisanym urzędnikiem Stanu Cywilnego stawił się osobiście znany ( znany z osoby ) stelmach Sebastian Mazurek zamieszkały w Łosińcu, religii katolickiej i oznajmił, że Marianna Mazurek z domu Błaszczyk, jego prawowita żona religii katolickiej, mieszkająca przy mężu w w/w Łosińcu w domu nr ( niestety nie odczytałem ) 22 kwietnia 1895 roku o godzinie szóstej po południu urodziła dziecko płci męskiej, które otrzymało imię Wojciech.
Przeczytano, potwierdzono zgodność i podpisano.
Sebastian Mazurek
Urzędnik Stanu Cywilnego: Fienig?”64
W tym samym dniu Sebastian Mazurek zgłosił w/w urzędnikowi, że zamieszkała w Łosińcu Katarzyna Ratajczak  g. Stelmaszyńska urodziła syna Stanisława również 22 kwietnia. Podobnie przy zapisaniu urodzin swego syna Józefa, dziadek zgłosił urodziny Stefanii Walerii, córki Władysławy Majewskiej g. Januchowska ( Józef i Stefania Waleria przyszli na świat 27.03.1897 ).Takie wówczas panowały obyczaje – o narodzinach i zgonach mógł zawiadomić ktokolwiek. Natomiast akt ślubu wymagał stawiennictwa obojga nowożeńców i dwóch świadków.
Tak więc okazuje się, że dziadek Sebastian z obu żonami spłodził piętnaścioro dzieci ( licząc z tym, które urodziło się po Teresie – czyli ostatnim wg. ustaleń Kazimierza Kądzieli ), z których do lat 30 – tu przeżyło zaledwie sześcioro. Za swego życia Sebastian pochował ośmioro dzieci ( śmierci córki Teresy nie dożył ). Nie liczę tu zgonów dzieci, które przywiodła do jego domu druga żona, wdowa po Walentym Stasiaku. Spotkała go tragedia na miarę ojca zadżumionych z poematu Juliusza Słowackiego. Co prawda w czasach, o których tu mówimy zgony dzieci były bardzo częste i  powszechnie funkcjonowało powiedzenie: „Bóg dał, Bóg wziął”, w niczym to nie umniejsza bolesnych doświadczeń naszego przodka. Nikt z nas nie chciał by być w jego skórze. Dziadek Sebastian nie załamał się pod ciosami, jakich mu życie nie skąpiło i to bez żadnych psychologów.
W księgach małżeństw USC Kuszewo właściwym dla Łosińca nie natrafiłem na zapis ślubu Sebastiana Mazurka i Marianny Błaszczyk. Najprawdopodobniej  małżeństwo to mogło zostać zawarte w 1893 roku. Dla pewności przejrzałem stosowne księgi USC w Mieścisku i w Skokach. Bez rezultatu. Możliwości jest tu sporo. Osobiście przychylam się coraz bardziej do hipotezy, że dziadek i babcia Błaszczyk ślubowali sobie w Chruszczynach. Tak więc należałoby przejrzeć tamtejsze księgi metrykalne (parafialne i świeckie ).

Dziadka Sebastiana wymieniają też inne materiały archiwalne, głównie z racji sprawowanych przez niego różnych funkcji społecznych na terenie wsi. I tak w porządku chronologicznym:
1914 ( sierpień ) – przedstawiciel właścicieli w Łosinieckiej Spółce Odwodnienia13
1921 ( 8 luty ) – członek władz Łosinieckiej Spółki Odwodnienia 14
1921 ( marzec ) – reudant ( powinno być „rendant” , tzn. skarbnik szkolny – zarządca szkolnej kasy )15 do 30.06.1933 32
1932 ( 8 sierpień ) – prezes Koła Rejonowego LOPP ( Liga Obrony Przeciwpowietrznej i Przeciwgazowej ) 16
1933 – 36 – sekretarz i skarbnik Kółka Rolniczego17
1931 – 34 – sołtys ? 33
1934 – zastępca radnego gromadzkiego18       
1935 – wiceprezes Związku Strzeleckiego 19  
1935 ( 2 stycznia ) – bez powodzenia kandyduje na urząd sołtysa 20   
1939 ( 6 stycznia ) – radny gromadzki 21         
1953 ( 18 grudzień ) – członek RSP „Wiedza”, wpisany na listę pod nr 1
Te funkcje „militarne” sprawował najpewniej z tej przyczyny, że był ojcem syna Józefa – zawodowego wojskowego ( doszedł stopnia sierżanta ) i zarazem bohatera wojny polsko – bolszewickiej odznaczonego orderem Virtuti Militari .

Wspomnienia   osobiste o dziadku Sebastianie i wieści o nim zasłyszane głównie od rodziców:
Będą to wspomnienia bardzo krótkie   z przyczyn naturalnych. Przybyłem na ten łez padół 10 marca 1948 roku. Jak łatwo policzyć dziadek miał wówczas 76 lat. Kiedy jako tako zacząłem orientować się w otaczającej mnie rzeczywistości, mniej więcej w wieku lat 5 – ciu przodek Sebastian był już 81- letnim staruszkiem. Ponieważ mieszkaliśmy oddzielnie trudno, aby powstała między nami jakaś silniejsza więź emocjonalna. W zasadzie dziadka pamiętam  z wizyt składanych wraz z rodzicami wujowi Jankowi i ciotce Annie, a przy tej okazji również dziadkowi Sebastianowi i babci Marii. Dziadkowie mieszkali w tym samym domu co wujostwo, mieli jednak oddzielny pokój i jak się zdaje prowadzili oddzielne gospodarstwo domowe. Wizyty te nie bardzo przypadały mnie do gustu, głównie z powodu konieczności całowania obojga dziadków po rękach. Takie wówczas panowały obyczaje, których skrupulatnie przestrzegali moi rodzice i sami do nich się stosowali. W tamtych czasach dzieci w obecności starszych musiały siedzieć cicho i nie pytane nie mogły się odzywać. Ojciec mój siadał na krześle obok dziadka leżącego w łóżku i wiódł z nim długie nieraz rozmowy, natomiast Mamusia po ucałowaniu dłoni teścia i teściowej wdawała się w pogawędkę z teściową właśnie. Mnie wypadało siedzieć i czekać, aż odwiedziny dobiegną końca. To czekanie umilałem sobie często rysowaniem ołówkiem w zeszycie. Zazwyczaj były to wizerunki różnych wersji dwu traktorów jakie około połowy lat 50 – tych pojawiły się we wsi. Na tym polu zawzięcie rywalizowałem z kuzynem Kaziem, moim równolatkiem.
Tak więc dziadka zapamiętałem głównie jako schorowanego starca leżącego w łóżku. O ile wiem, cierpiał na chorobę nóg objawiającą się wrzodziejącymi , cieknącymi i nie gojącymi się ranami.
Wydaje się, że raz tylko widziałem przodka Sebastiana poza łożem boleści. Było to w czasie przebudowy domu mieszkalnego przez wuja Janka. Tkwi w mojej pamięci obraz dziadka siedzącego na taborecie („ryczce”) i oczyszczającego młotkiem murarskim cegły z rozbiórki. Zapewne nie mógł wytrwać w bezczynności, gdy wokół wrzała robota. Chęć choćby  najmniejszego w niej uczestniczenia okazała się silniejsza od choroby i związanej z nią niemocy.
 Dziadek był znanym nie tylko we wsi, ale i w okolicy fachowcem budowlanym. I to nie byle jakim. Znał doskonale ciesielstwo, murarstwo, nie obca mu była stolarka. O wiedzy i kunszcie rolniczym nawet tu nie wspominam. Nad tymi sprawami szerzej nie będę się rozwodził, ponieważ temat ten w pewnym stopniu został naświetlony przez kuzynostwo z Puszczykowa.
Dodam jedynie, że część ( a może i całość ) dziadkowych uzdolnień odziedziczył mój ojciec Stanisław. Ale o tym później.
Pamiętam też, że moi rodzice odnosili się do dziadków Mazurków z ogromną atencją. W odniesieniu do babci Anny Gumnej ( rodzicielki mojej matki Heleny ) zachowywali się z większą poufałością, co wcale nie oznacza braku szacunku, a jedynie swobodniejszą atmosferę.
Dziadek Sebastian zmarł wiosną 1960 roku. Na pogrzebie nie byłem. W tym czasie leżałem obłożnie chory w wągrowieckim szpitalu balansując na krawędzi życia i śmierci. Już po raz drugi zresztą. Pierwszy raz problem ten dotknął mnie w wieku lat czterech. Lekarze nie przewidywali, że dłużej pociągnę i radzili moim rodzicom położyć na mnie krzyżyk i pocieszali  młodych wtedy małżonków, że mogą przecież jeszcze postarać się o bardziej udany egzemplarz dziecka. A ja, nie wiedzieć dlaczego, żyję do dziś i mam już 62 lata. W jednym medycy z pewnością się pomylili – okaz ludzki ze mnie marny. Rodzice moi twierdzili, że ocaliły mnie w obu przypadkach ich gorące modły, a nade wszystko woda ze źródła w Lourdes, którą łyżeczkami podawała mnie do picia siostra Cecylia ( zakonnica pracująca wtedy w szpitalu w charakterze pielęgniarki ).  W cuda za bardzo nie wierzę, ale na wszelki wypadek nie będę ich wykluczał. Wszak nadzieja umiera ostatnia.
Bardziej zapamiętałem babcię Marię    , drugą żonę Sebastiana. Była częstym gościem w naszym skromnym domku, zwłaszcza po śmierci męża ( drugiego zresztą ). Zazwyczaj przychodziła się żalić na wujków Janków, że należycie nie wywiązują się wobec niej z tzw. „dożywocia”. Były to czasy, kiedy rolnicy nie mieli emerytur i ludzie starzy pozostawali na „łasce” młodych na tzw. „wycugu”. Ten „wycug”, a zwłaszcza jego zakres,  był nieustannym źródłem konfliktu miedzy „starymi” i „młodymi”. Kto z młodych dzisiaj wie, co to była „żelazna krowa”? To właśnie w babcinych narzekaniach usłyszałem ten termin i pojąłem jego sens. Otóż jednym z warunków „dożywocia” mógł być przywilej ( ale nie musiał ), że osoba pozostająca na „wycugu” ma prawo doić na swoje potrzeby jedną ( ściśle określoną ) krowę. Jak wiadomo, krowa po zacieleniu przez pewien czas nie daje mleka. W umowie „dożywocia” często określano, że w takim przypadku osoba pozostająca na „wycugu” ma prawo doić na własne potrzeby inną krowę dającą mleko do czasu, aż ta „własna” nie powróci do mleczności; tak więc miała prawo do nieprzerwanego korzystania z krowy mlecznej – i to właśnie była „żelazna krowa”. Jak wiem, rodzice nigdy nie interweniowali w sprawie płaczów babci,  bowiem zdawali sobie sprawę, że prawda zazwyczaj leży pośrodku; a poza tym sytuacje takie należały do wiejskiego folkloru, co wcale nie oznaczało, że wielu starym ludziom działa się wówczas na wsi autentyczna krzywda.
Ostatnie lata życia babcia Maria spędziła na     pasaniu synowskich krów. Miała coraz dłuższe chwile demencji. W każdym razie mnie, gościa raczej rzadkiego, kilka lat przed śmiercią już nie rozpoznawała. Blisko przed odejściem z tego świata chętnie przesiadywała w pogodne dni za stodołą ze wzrokiem skierowanym w stronę dawnej gospodarki pierwszego męża Walentego Stasiaka, poległego pod Verdun. Zmarła 30 listopada 1980 roku. Pogrzeb miała okazały, stypę wystawną. Byłem na pogrzebie, na stypie również ( chociaż prawdę mówiąc „pogrzebin” nie cierpię i uważam je za obyczaj nieco barbarzyński  nie licujący z majestatem śmierci ).
Ojciec mój Stanisław   urodził się 8 marca 1920 roku, jako drugie dziecko Sebastiana Mazurka i Marii primo voto Stasiak g. Maleszka. W 1927 rozpoczął naukę w łosinieckiej szkole powszechnej ( czteroklasowej i siedmioletniej ). Są mi znane imiona i nazwiska jego rówieśników pierwszoklasistów.22 Dzieciństwo, jak większość ówczesnych dzieci wiejskich miał ubogie, choć nie chłodne i głodne. W wieku lat 16-tu zaczął pracować zarobkowo i jednocześnie przyuczać się do zawodu murarza pod okiem mistrza murarskiego Gomulskiego. O majstrze Gomulskim miał jak najlepsze mniemanie i darzył go wielkim szacunkiem. Pierwsze kroki w opanowywaniu licznych specjalności budowlanych poczynił zapewne pod okiem swojego ojca Sebastiana, wielce uzdolnionego w tym zakresie.
W chwili wybuchu II wojny światowej ojciec miał 19 lat. Opowiadał mnie, że tuż przed 1 września otrzymał przydział mobilizacyjny i udał się do swojej jednostki gdzieś za Wisłą. Opowiadał też, że dotarł na wskazane miejsce, jednostki jednak tam nie było. Po kapitulacji Warszawy postanowił  wrócić do domu. Ponieważ mosty na Wiśle były zerwane, przeprawił się przez rzekę wpław. Żywił się głównie tym, co znajdował na polach, a więc głównie pieczonymi ziemniakami, rzadziej surowymi warzywami. W końcu  szczęśliwie  dotarł      do rodzinnego domu. Twierdzę jednak, że ta cała ojcowska opowieść była jedynie opowieścią tylko, stworzoną ku pokrzepieniu mojego dziecięcego i chorego serca. Któryż to chłopczyk nie chciałby mieć ojca bohatera?
Natomiast jego dalsze losy wojenne, które też przecież znam jedynie z opowiadań rodzica są niewątpliwie prawdziwe. Całą właściwie wojnę spędził ciężko pracując wespół z majstrem Gomulskim na robotach budowlanych zlecanych przez Niemców, nierzadko daleko od domu. Do pracy obaj dojeżdżali obaj rowerami ( tak więc ojciec w czasie wojny dorobił się tego luksusu ) nieraz po kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę ( np. do Wapna ). Było niemożliwym robić takie trasy codziennie, dlatego nocowali w miejscu pracy i do domu wracali jedynie na niedziele.
W groźnym i smutnym czasie wojennym między moim przyszłym ojcem Stanisławem i przyszłą matką moją Heleną g. Gumna ( młodszą od ojca o 4 lata ) coś zaiskrzyło. Ojciec nie bardzo się trudził w poszukiwaniu partnerki życiowej, jej dom znajdował się bowiem w odległości około 200 metrów w linii prostej od jego domu. Wśród wielu jego życiowych dewiz była m.in. ta, że: „W życiu trzeba sobie umieć zrobić dobrze”, tzn. niepotrzebnie i zbytnio się nie wysilać. Inna rzecz, że warunki dobrostanu określał mało ambitnie. Był minimalistą życiowym – człowiekiem pracowitym ( „robotnym”, jak się na wsi mówiło ), ale nie goniącym zbytnio za pieniądzem, zadowalającym się skromnymi warunkami bytowymi.
Nie jestem jednak aż tak mocno pozbawiony uczuć i wyzuty z romantyzmu, żeby twierdzić, iż ojciec wyboru przyszłej żony dokonał wyłącznie kierowany własnym wygodnictwem. Zapewne była to miłość i to trudna, wojenna. Helena całą wojnę była na służbie u niemieckiego gospodarza o nazwisku Bender ( w Rościnnie ), kilka kilometrów od Łosińca. Zasadniczo tylko raz w miesiącu (  w niedzielę ) otrzymywała przepustkę na odwiedziny domu rodzinnego. Tak więc przyszli małżonkowie spotykali się rzadko i krótko, bowiem Stasio, jak wiemy, nie każdej niedzieli bywał w Łosińcu. Trzeba też pamiętać, że przez cały czas wojny obowiązywała Polaków godzina policyjna, którą okupanci niemieccy rygorystycznie egzekwowali. Kary za nieprzestrzeganie godziny policyjnej były nie tylko surowe, ale często też upokarzające. Pewne łosinieckie narzeczeństwo przyłapane na nocnej schadzce musiało w publicznym miejscu przed kościołem w niedzielę ( cały dzień ) rąbać drwa na opał. Po owych rzadkich spotkaniach Stanisław odwoził swoją wybrankę Helenę rowerem ( na ramie ) do Rościnna.
Mama moja Helena była córką Marcina Gumnego i jego drugiej żony Anny g. Patelska (młodszej od męża o lat 20 ). W rodzinnym domu, jak zresztą w większości międzywojennych gospodarstw chłopskich w Polsce, się nie przelewało. Marcin Gumny posiadał 10 ha bardzo lichej ziemi, stąd miał kłopoty z wyżywieniem licznej rodziny, zwłaszcza na przednówku. Helena podobnie jak Stachu wiedzieli, co to jest bieda z własnego doświadczenia. Stąd zapewne byli kontenci do końca życia ze skromnego własnego dorobku, choć rodzicielka moja w porównaniu z ojcem była nieco ambitniejsza w tym zakresie.
Matka ukończyła tę samą szkołę co ojciec. W chwili wybuchu wojny miała lat 15 i zdaje się, że już pod koniec 1939 znalazła się na przymusowej służbie u wspomnianego Niemca. Nie miała tam lekko. Jej głównym zadaniem było dojenie stada gospodarskich krów, co wiązało się z codziennym wstawaniem o 4 – tej rano. Nie było oczywiście jej jedyne zajęcie. W gospodarstwie jest zawsze robota. Traktowana początkowo względnie dobrze, później doznawała wielu szykan, zwłaszcza         ze strony matki wspomnianego Bendra, która w ten sposób mściła      się za śmierć swoich wnuków poległych na froncie wschodnim. Gorycz maminej samotności i rozłąki z rodzinnym domem łagodził nieco fakt, że u tego samego Niemca służył Bernard Pilarski, pochodzący z Łosińca  najbliższy sąsiad Gumnych ( nieco starszy od Heleny ). Za swoją pracę Matka otrzymywała wynagrodzenie w markach ( niestety nie pamiętam ile ) i całe te wypłaty z radością ( jak często podkreślała ) oddawała swoim rodzicom.
W Rościnnie dotrwała wyzwolenia. Czerwonoarmistów wspominała ( o dziwo! ) bardzo dobrze. Zorganizowali we wsi zabawę taneczną, podczas której Helena, dziewczyna „do szyku”, tj. zgrabna i ładna , była „rozrywana w tańcu”. Często mi opowiadała, że tak pięknie jak Rosjanie nie potrafi śpiewać nikt na świecie, a i lepszych od nich tancerzy też zapewne nie ma. Zachowywali się bardzo grzecznie, wobec kobiet wręcz szarmancko. Te opinie bardzo irytowały ojca, któremu wyzwoliciele na „dzień dobry” zabrali akordeon, chociaż rower ( o dziwo! ) zostawili. Widocznie każde z nich trafiło na różnych Rosjan.
Rodzice pobrali się zaraz po wojnie. Zamieszkali u Gumnych.  12        sierpnia 1945 roku zmarł dziadek Marcin Gumny. W tamtych czasach w takich okolicznościach zbierała się najbliższa rodzina na naradę. Skutkiem tej narady było m. in. to, że ojciec wraz z niedawno poślubioną Heleną zostali wyprawieni do Szczecina po syna zmarłego i brata Mamy, Władysława, odbywającego w tym mieście służbę wojskową. Pomysłodawcą tej akcji był brat wdowy Anny, a wuj Heleny, Józef Patelski. Jak zaraz się dowiemy był to pomysł dla ojca, delikatnie mówiąc, mało przyjemny. Stąd rodzic mój zapamiętał go wspomnianemu Józefowi na długie lata. Józef Patelski w momencie ucieczki Niemców z Łosińca ( 20 stycznia 1945 ) wstąpił do tzw. Policji Powstańczej. Ojciec wiele lat po wojnie z przekąsem opowiadał, że owa policja powstała przeciw Niemcom, kiedy znikli oni po zachodniej stronie wsi, a po wschodniej wyłaniały się sylwetki ruskich żołnierzy. Chcąc nie chcąc biedny Staś podporządkował się wyrokowi rodzinnej narady i wraz z młodą żoną udał się do Szczecina. W owych czasach i tuż powojennych warunkach była to wyprawa w nieznane. Pociągi kursowały jak chciały, albo w ogóle nie kursowały. Na drogach, zwłaszcza na tzw. Ziemiach Odzyskanych grasowały hordy polskich szabrowników i radzieckich maruderów. Ziemie te w owym czasie przez większą część Polaków były traktowane więcej jako łup wojenny niż integralna część kraju. Słowem, bezpiecznie nie było.  Często przychodziło korzystać z tzw. okazji. Jedna z tych okazji skończyła się dla ojca wyjątkowo niedobrze. Wsiadł na ciężarówkę radziecką. Rosjanie zawieźli młodych małżonków do swojego miejsca zakwaterowania. Był to majątek ziemski. Stachu został przymuszony przez wyzwolicieli do całodziennej pracy przy zwózce zboża, a Helcia do usługiwania biesiadującym Rosjanom. Ostatecznie dotarli jednak do Szczecina i z powodzeniem wypełnili swoją misję. Wuj Władysław otrzymał przepustkę na pogrzeb ojca Marcina. Czy cała trójka zdążyła na ten pogrzeb, nie pamiętam.
Po pogrzebie odbyła się następna narada rodzinna, na której wspomniany Józef zadekretował ( robił widocznie za wioskowego Wernyhorę i rodzinny autorytet ), że wuj Władysław nie powinien wracać do wojska ( wg. niego bolszewickiego, nie polskiego ) bowiem tylko patrzeć jak na dniach wybuchnie trzecia wojna światowa, Ruski i ich polscy sługusi ( bezbożni komuniści ) zostaną przepędzeni, w kraju pojawi się Anders na białym koniu i powstanie prawdziwa Polska od morza do morza. Wuj Władziu posłuchał rady swojego wuja Józefa. W konsekwencji ukrywał się u bliskich i dalszych krewnych i dobrych ludzi w rozmaitych, często odległych miejscowościach grubo ponad dwa lata. Wreszcie mając dość czekania na spełnienie się prawdziwej wyroczni  Józefa i długotrwałej poniewierki postanowił skorzystać z jednej z często wtedy ogłaszanych amnestii i już bez odwoływania się do rodzinnego autorytetu w sprawach polityki krajowej , międzynarodowej i globalnej, ujawnił się. „Komuchy” nie tylko, że go nie zastrzelili na miejscu jak psa, nie skatowali, ale nawet nie posadzili do tiurmy; przesłuchali jedynie, spisali stosowny protokół, pokrzyczeli nieco, pogrozili palcem i ...puścili wolno. Tak więc wieści o bezwzględnej krwiożerczości „pachołków” Rosji należy uznać za nieco przesadzone. Oj, dostanie mi się za to zdanie od „prawdziwych Polaków”!
Z obowiązku kronikarskiego muszę jednak podać, że historia powyższa została przedstawiona w wersji jaką zapamiętałem z opowiadań rodziców, głównie ojca. Wg. mojej ciotki Domiceli sprawa wyglądała nieco inaczej. Otóż rodzice moi pojechali w odwiedziny do stryja Władka, który służył w wojsku nie w Szczecinie, a w Kamieniu Pomorskim. Wyjechali jeszcze za życia dziadka Marcina. Dziadek nie był, co prawda zdrowy ( od wielu lat cierpiał na astmę ), ale w chwili ich wyjazdu nie był też obłożnie chory. Rodzice z wyżej opisanymi przygodami dotarli w końcu do Kamienia Pomorskiego i odwiedzili Władka, a następnie powrócili do domu. Cała ich eskapada trwała dwa tygodnie. I to właśnie podczas ich nieobecności dziadek Marcin zaniemógł i po kilku dniach choroby zmarł. Stach i Helena wrócili  z „wyprawy” akurat w dzień pogrzebu dziadka. Idąc do Łosińca ze stacji kolejowej w Przysieczynie natknęli się w drodze na krewną Gumnych z Długiej Wsi z wieńcem pogrzebowym w ręku i to właśnie od niej dowiedzieli się o śmierci i pogrzebie Marcina. Stryj Władzio na pogrzebie nie był. Natomiast jest prawdą, że wkrótce po odwiedzinach siostry i szwagra zdezerterował z wojska wespół z kolegą ze wsi Stanisławem Budką. Która z tych wersji jest bliższa prawdzie, nie będę dociekał.
Tu trzeba wspomnieć nieco dziadka Marcina. Otóż z całą pewnością służył on w wojsku pruskim w Świnoujściu ( Swinemüde ). Za życia często powtarzał swoim synom: „Chłopoki, żebyście wy wiedzieli gdzie jo nie byłym. Oż w Szwinemide. Wy tam nigdy nie bydziecie, taki to kawoł drugi”. Tymczasem jego syn Antoni niedługo po II wojnie światowej rozpoczął swoją karierę mleczarza jeszcze dalej, bo na wyspie Wolin. Przy okazji spotkań rodzinnych często napomykał o nietrafności ojcowskich przepowiedni. W I wojnie światowej Marcin Gumny raczej nie uczestniczył, chociaż całkowitej pewności do tego nie ma.
U babci Anny rodzice mieszkali co najmniej trzy lata, bowiem z ich opowiadań wynika, że w jej domu w 1946 urodził się mój starszy brat Bernard ( niestety już nie żyjący od prawie 4 lat), a w 1948 piszący te słowa. Głównym inicjatorem jak najszybszej wyprowadzki na „swoje” z babcinych domowych pieleszy była Mama . Kobiety zazwyczaj mocniej łakną własnego gniazda rodzinnego. Zresztą w domu babci warunki mieszkaniowe nie były najlepsze. Stachu mobilizowany przez Helcię przystąpił do dzieła i wnet na kawałku ziemi podarowanym przez Annę Gumną ( ale w miejscu wybranym przez ojca – nie bardzo zresztą do tego się nadającym – za nisko położonym i dlatego z wysokim poziomem wód podskórnych ) i za pożyczone pieniądze od Sebastiana Mazurka (starczyło na cegłę ) stanął skromny domek ( 50 m2 ). Był on dziełem rąk mojego ojca od samego fundamentu, małej piwniczki ( zresztą niebawem po wybudowaniu cyklicznie zalewaną wodą ) po kalenicę i wystający ponad nią komin ( łącznie ze stolarką budowlaną – tj. drzwiami, oknami, podłogami i.t.p. ). Studnię również wykopał sam. Nawet pierwsze meble kuchenne wykonał własnoręcznie. Przetrwały do początku lat siedemdziesiątych w bardzo dobrym stanie. Była wielka awantura między Stachem a Helą, która wespół z moją młodszą siostrą Marią postanowiły o ich wymianie i ma się rozumieć, postawiły na swoim.
Rzecz jasna, że młodzi Mazurkowie wyprowadzili się od babci Anny nie czekając na pełne ukończenie zamierzonej inwestycji, a już w momencie, kiedy było możliwe zamieszkanie budynku. Matka uznała pójście „na swoje” za możliwe, kiedy mąż jako tako przygotował do użytku pokój i kuchnię i postawił drewniane; kurnik, komórkę do trzymania świnek i kozy, szopkę na opał pełniącą jednocześnie funkcję warsztatu. Ta warsztato – szopka przeżyła ojca. Powstało w niej wiele wspaniałych dzieł stolarskich, kołodziejskich, bednarskich i innych.
Z doświadczenia wiadomo, że najtrwalsze są prowizorki. Stąd wykańczanie domu trwało lata całe i właściwie nigdy nie zostało sfinalizowane w stopniu pełnym. Ojciec ponaglany przez Matkę odpowiadał: „Sama mówiłaś, że wystarczy tobie pokoik i kuchenka , byle na swoim, a teraz wciąż ci mało i mało”. W końcu spełniał jednak matczyne żądania. Sceny takie powtarzały się cyklicznie aż do czasu obłożnej choroby ojca.
Wiadomo też, że na budowę i remonty potrzebne są pieniądze. Stanisław i Helena do biedy mieli może daleko, do dostatku jednak z pewnością bardzo daleko. W tym trudnym dla nich czasie nie otrzymali żadnych spadków ani spłat. Wszystko było finansowane z zarobków ojca. Dopiero pod koniec lat 60 – tych XX w. na skutek choroby siostry Matki Moniki i innych zdarzeń rodzinnych rodzice moi weszli w użytkowanie 5 ha pola, na skraju którego stał nasz domek i wymurowany już wtedy ( w 1962 – akurat pamiętam ) mały ( a jakże! ) budynek gospodarski, w którym znalazła swoje lokum m.in. krowa podarowana przez babcię Annę.
Wnet po wojnie ojciec zerwał z prywatnym zarobkowaniem i zatrudnił się w Rejonowym Przedsiębiorstwie Melioracyjnym w Wągrowcu, początkowo jako zwykły robotnik; rychło jednak awansował na majstra budowlanego. Aby jednak zostać tym majstrem, trzeba było mieć ukończone 7 klas szkoły powszechnej, a ojciec miał tylko 4 ( bo tak kształciła wiejskie dzieci II Rzeczpospolita ). „Komuniści” z natury byli jednak już tacy, że zawsze brakowało im wszystkiego.  W latach powojennych ludzi z siedmioma klasami również. Dlatego uruchomili różnego rodzaju kursy dla dorosłych pozwalające w trybie przyspieszonym zdobyć owe potrzebne 7 klas. Ojciec taki kurs prowadzony w Łosińcu przez kierownika szkoły Stanisława Jankowskiego ( człowieka instytucję i legendę ) ukończył z takim wynikiem, że Jankowski zaproponował mu przygotowanie do zawodu nauczyciela, również w systemie kursów przyśpieszonych. Stachowi jednak bakałarstwo się nie uśmiechało i grzecznie podziękował ( Jankowskiemu nie wypadało bowiem inaczej ).
W Przedsiębiorstwie Melioracyjnym pracował do połowy lat siedemdziesiątych. Był cenionym fachowcem. Tam również proponowano mu awans, ale uzależniano go od ukończenia szkoły średniej. Odmówił. Jak wspomniałem ojciec był życiowym minimalistą. W każdym momencie swego dojrzałego życia był zadowolony ze swojego (skromnego przecież)  statusu materialnego i uważał, że i tak wiele osiągnął. „Kto wysoko wchodzi, ten z wysoka spada” – zwykł mawiać. Marzenia o bogactwie i zaszczytach, niejako tkwiące w naturze większości ludzi, były mu całkowicie obce.
Zakład pracy ojca prowadził budowy na terenie całego kraju, nieraz w miejscach bardzo odległych ( Turoszów – kopalnia, Koronowo – zapora na Brdzie, Pobierowo- ośrodek wypoczynkowy ). Praktycznie tatusia w sezonie budowlanym ( wiosna, lato, jesień ) nie było w domu, był ( jak to się mówiło ) na delegacji. W zależności od odległości budowy zjawiał się w domu raz na tydzień ( na niedzielę ) albo raz na miesiąc tylko ( na sobotę i niedzielę ). Jedynie w okresie zimowym i w czasie urlopu rodzina była w komplecie.
Zdaje się, że Stachowi odpowiadał ten styl życia. Nie słyszałem, żeby narzekał. Helenie chyba mniej to było na rękę, bowiem cały dom i dzieci pozostawały na jej głowie. Cóż biedna miała jednak począć, pieniądze były potrzebne.
Czerpałem pewne profity z tatowych delegacji. Jako chłopiec  z podstawówki spędziłem część wakacji w Pawłowicach pod Poznaniem, w Babkach też pod Poznaniem i w Sadach również pod Poznaniem; jako piętnastolatek byłem za frico parę dni w Pobierowię nad morzem , jako już osoba dorosła cały tydzień w ośrodku żeglarskim w Kiekrzu pod Poznaniem. Jako licealiście w wakacje letnie ojciec załatwił mi dwukrotnie ( po miesiącu ) zatrudnienie w swojej firmie w charakterze robotnika na budowie – pierwszy raz w pobliskiej Przysiece, drugi raz w Nininie pod Ryczywołem. Zarobione pieniądze przeznaczyłem na przyodziewek. Była to połowa lat 60 – tych. Lekko nie było.
Z pracy w Przedsiębiorstwie Melioracyjnym ojca Stanisława wyeliminowała choroba – cukrzyca. Na rentę przeszedł, zdaje się, w roku 1973. Około 1975 przez pewien czas pracował na prośbę firmy jako rencista na budowie stawów rybnych ( Piła Młyn ). Zdarzało się nie raz, że po ojca będącego na chorobowym i już na rencie przysyłano samochód z firmy ze znanym mu kolegą z pracy i prośbą: „Stasiu, ratuj!”. Zazwyczaj chodziło o chodziło o praktyczne rozwiązanie konkretnego problemu budowlanego lub naprawę czyjeś sfuszerowanej roboty. Stasiu nie odmawiał, ani dopytywał się o zapłatę. Jechał ratować. On, człowiek z zapyziałej wsi, z siedmioma klasami szkoły powszechnej zdobytymi na przyśpieszonym kursie, zaledwie z dyplomem czeladnika murarskiego, zawsze znajdował rozwiązania satysfakcjonujące nadzór budowlany, a inżynierowie po studiach wyższych jakoś nie. Z tych wypraw ratunkowych przywożono go w stanie mocno wskazującym.
Co tu kryć, tatuś miał  pociąg do kieliszka, odmawiać „spożycia alkoholu” nie potrafił, mimo gnębiącej go choroby i zakazów lekarzy, a zwłaszcza maminych wyrzutów – awantur nieraz.
Alkoholikiem z całą pewnością nie był.
 Lubił męskie towarzystwo okraszane trunkami, często byle jakimi – nawet tzw. „jabolami”. Postępował wedle zasady, że nie ważny gatunek alkoholu, ważne „aby sponiewierało”. Na zewnątrz to tatowe spożywanie objawiało się różnie, ważną cezurę stanowił tu wiek. Mniej więcej do 50 – tki upijał się raczej na wesoło i nie przejawiał skłonności do żadnej agresji. Po 50 –tce , kiedy wracał nie bardzo „dopity” upatrzył sobie własną żonę jako obiekt ataków słownych. Niekiedy dochodziło do sytuacji tragikomicznych. Opiszę jedną z nich według opowiadania Mamusi. Tato wraca z pracy „w stanie wskazującym”. Helena jest zajęta uprzątaniem krowiego łajna ( było to zajęcie jej przypisane, ponieważ mąż mający skądinąd wielki sentyment do rolnictwa i rolników, do tak prozaicznych czynności się nie zniżał ). Stachu staje przed Heleną i pokrzykuje: „A wiesz ty torbo od syra ( tj. sera - był to ulubiony zwrot wuja Józefa Stasiaka, zapożyczony przez ojca ) kto to był U Thant”. Żona milczy, robi swoje. Mąż coraz głośniej i natarczywiej domaga się odpowiedzi. Wreszcie cierpliwość Helci się wyczerpuje – i buch w pijaną mężowską gębę wiadomą zawartością wideł. Stach traci równowagę  - i buch jak długi na kupę gnoju. Gramoli się, wstaje i już bez słowa idzie do domu umyć się i czyścić ubranie. Oczywiście główną robotę ze zbrukanym odzieniem i tak musiała wykonać Helena. Tatusia zajętego praniem  nie widziałem.
Ojciec posiadał pewne uzdolnienia muzyczne. Już w okresie młodzieńczym miał własny akordeon, na którym przygrywał na wiejskich potańcówkach jeszcze w czasie okupacji. Wirtuozem nie był, ale wziętym grajkiem owszem. Muzykantów zwyczajowo częstowano alkoholem. Może wtedy zaczął się tatowy pociąg do napojów wyskokowych? Grywał też często w domu a i nieraz śpiewał rzewne pieśni patriotyczne. Akordeon ( nie ten sam oczywiście ) był zawsze w domu aż do śmierci Stanisława. Bardzo ubolewał, że żadne z jego dzieci ani wnuków nie potrafiło grać na jakimkolwiek instrumencie.
Ojciec wobec matki poza agresję słowną nigdy się nie posunął, natomiast mamie doprowadzonej do ostateczności zdarzyło się nieraz sprać mężowską gębę. Była pewna, że odwetu nie będzie. W takich razach Ojciec zazwyczaj zmiatał czym prędzej sprzed oczu  żony, czyli jak to się ma wsi mówiło „uciekał z  podkulonym ogonem”  i szedł spać.
Stanisław był prawdziwie „złotą rączką”. We  wspomnianej szopce miał wydzielone miejsce, gdzie stał prawdziwy warsztat stolarski i znajdowały się różne narzędzia – zawsze w nienagannym stanie i zawsze w ściśle określonym miejscu. Jeżeli ktoś przychodził pożyczyć jakieś narzędzie, a był akurat wieczór, ojciec szedł do warsztatu bez żadnego światła (elektryczność zawitała do Łosińca dopiero w 1966 ) i przynosił bez pudła określoną rzecz. Nam, dzieciom wolno było korzystać z warsztatu pod warunkiem odkładania narzędzi na właściwe im miejsce. W przeciwnym razie awantura była nieunikniona.
W latach swojej sprawności fizycznej, jeżeli był w domu, każdą właściwie wolną chwilę spędzał na wykonywaniu różnych zamówień łosinieckich gospodarzy. Pracował więc przez sporą część życia na dwa etaty. Budował kompletnie nowe koła drewniane do wozów gospodarskich lub je naprawiał, inne części do tychże, naprawiał beczki drewniane ( łącznie z przycinaniem i gięciem klepek ), produkował kompletne „kieżynki” do ubijania śmietany na masło, również kołowrotki do przędzenia wełny albo części do nich, śmigła do konnych żniwiarek, okna do mieszkań i budynków inwentarskich, drzwi do tychże i wiele innych rzeczy – i to wszystko ręcznie, bez maszyn stolarskich przy pomocy najprostszych narzędzi, często własnej konstrukcji.
Zbudował napędzaną ręcznie tokarkę do drewna. Ojciec toczył, któryś z sąsiadów kręcił korbą wprawiającą w ruch całe urządzenie. Odbywało to się w zimowe wieczory w naszej niewielkiej kuchni. Zebrani mężczyźni  wiedli między sobą rozmowy, ćmili papierosa za papierosem, powietrze było tak gęste od dymu tytoniowego, „że można było na nim siekierę powiesić” – mawiała wówczas mama. Asortyment produktów tokarskich był różnorodny: proste domowe tłuczki, szpule na wełnę, fantazyjne nogi do mebli albo szprychy do kół kołowrotków.
Tato w wolnym czasie imał się też wykonawstwa poważniejszych robót: stawiał i przestawiał piece kaflowe, wykonywał więźby dachowe ( nie tak jak dziś, ale porządnie na czopy i drewniane gwoździe ) – nazywało się to „wywiązywaniem drzewa”, stawiał gotowe konstrukcje całych stodół, murował ściany w remontowanych domach, tynkował. Wykonawstwa całych i dużych budynków murowanych jednak się nie podejmował; nie dlatego, żeby nie potrafił , ale z braku czasu.
Nie wydaje się więc dziwne, że nie przejawiał zbytniego zapału do roboty we własnej chałupce i tolerował prowizorki. „Innym pałace stawiasz, a sobie nie potrafisz”- często gderała Helena. Wiadomo: szewc w podartych butach chodzi.
Ojciec nie stosował wobec nas, dzieci,  kar fizycznych. Pamiętam, że tylko raz jako dziecko z podstawówki dostałem od ojca otwartą dłonią po łepetynie za wyjątkowo bezczelną odzywkę.  Było to podczas kolacji. Obraziłem się, odszedłem od stołu i poszedłem spać. Po paru chwilach przyszedł ojciec, położył się obok mnie, przytulał i starał się udobruchać. Pamiętam też, że zdarzyło mu się uderzyć w twarz Józia Pilarskiego, syna swej nieżyjącej już wtedy siostry Anny z Poznania, chłopaka kilkunastoletniego. Było mi bardzo głupio z takiego zachowania tatusia, ponieważ było ono reakcją na jakąś scysję między mną a Józkiem i Józek absolutnie nie miał żadnej winy. Poza tymi przypadkami nie pamiętam, aby ojciec uderzył kogokolwiek, chociaż raptus był z niego wielki, jednak nie w sensie czynów a łatwości wpadania w gniew. W złości nie trwał jednak długo, szybko mu przechodziła.
Częściej zdarzało się mnie i rodzeństwu oberwać od matki, ale jej jakoś się tego nie pamiętało i nie pamięta. W wielu łosinieckich domach, zazwyczaj w kuchni wisiały na widocznym miejscu narzędzia do karania dzieci. Były to najczęściej skórzane pasy, czy pęki rzemieni oprawne drewnianą rączką zwane „dyscyplinami”. W naszym domu czegoś takiego nie było.
Wobec mnie, dziecka chorowitego rodzice stosowali taryfę ulgową. Na wsi takie już panowały obyczaje, że każdemu niemal nadawano jakieś przezwisko. Mnie ochrzczono mianem „Ledwoś” – co oznaczało osobę ledwie trzymającą się życia. Przezwiska tego bardzo nie lubiłem i za wszelką cenę starałem się dowieść, że pod względem fizycznym nie ustępuję rówieśnikom, co zresztą w wielu przypadkach mi się udawało.
Rodzice byli osobami wierzącymi, Wiara matki była stała przez cały czas jej ziemskiej wędrówki. Natomiast u ojca ewoluowała – silna w latach młodości i przez znaczny okres wieku dojrzałego słabła wprost proporcjonalnie do starzenia się i związanych z tym procesem chorób. Na matczyne uwagi, że udałby się może do kościoła zwykł odpowiadać, że „nie ma się co Panu Bogu naprzykrzać”. U siebie obserwuję podobny proces. Zazwyczaj ludzie mają inaczej - ich wiara potęguje się w miarę zbliżania się tego, co nieuchronne.
Rodzic wiarę najpewniej zachował do ostatniego tchnienia, nie znaczy to jednak, że była to wiara żarliwa, na miarę świętości. Jeszcze w latach sprawności i daleko od symptomów zwiastujących kres ziemskiej wędrówki zwykł powtarzać często quasi modlitwę „komunisty”: „Jeżeli Boga nie ma, to chwała Bogu. Jeżeli Bóg jest, to niech Bóg broni”. Myślę, że ten humorystyczny tekst w pewnym stopniu oddawał jego wątpliwości i nie służył tylko rozbawieniu słuchaczy i ośmieszaniu ateistów czyli „wierzących inaczej”.
Polityką ojciec interesował się z umiarem. Starał się być realistą, nie popadał w zacietrzewienie. Partyjnych jednak szczerze nie znosił – mimo licznych agitacji nie wstąpił do PZPR . Nie uległ nawet namowom niekwestionowanego wiejskiego autorytetu kierownika Jankowskiego. Ojcowska bezpartyjność była główną przyczyną mojej „dyskryminacji” finansowej w Liceum Pedagogicznym w Wągrowcu – mimo bardzo dobrych wyników w nauce nie otrzymywałem stypendium ( powód oficjalny – zbyt dobra sytuacja materialna rodziny ). Były to czyste kpiny, stypendia otrzymywali uczniowie rodziców nawet bardzo zamożnych, ale partyjnych. Były to czasy Gomułki z jego hasłem: „ Kto nie z nami, ten przeciw nam” . Niesłusznym. Gierek to hasło zmodyfikował: „Kto nie przeciw nam, ten z nami”. Też nijak  się miało do rzeczywistości. Jankowski radził: „Staszek, ty wstąp do partii”. Staszek nie wstąpił. Jak się zdaje nie tyle  z powodu  poglądów politycznych „komunistów”, co z ich zapędów dyktatorskich w sferze ducha. Ojciec cenił sobie wolność przekonań ( z wyjątkiem religii – chociaż i tutaj nie do końca ). Nie znosił zachowań stadnych. Wolność mierzył stopniem uzależnienia od innych osób. Wg. niego ludźmi najbardziej wolnymi byli gospodarze – rolnicy indywidualni, bowiem nie mieli żadnego pana nad sobą; sami sobie byli sterem , okrętem, żeglarzem. Oczywiście, nie miał racji, ludzie są istotami społecznymi pozostającymi zawsze we wzajemnych relacjach. Wcale to nie znaczyło, że uśmiechała mu się anarchia. Ład społeczny i nierozłącznie związane z nim zależności hierarchiczne uznawał za niezbędne. Pamiętam, że zawzięcie gardłował przeciw rolniczej spółdzielni produkcyjnej w Łosińcu, chociaż w tej sprawie stał na uboczu – nie posiadał ziemi.
Wybuch „Solidarności” powitał z dużym dystansem. Upadku „komunizmu” nie doczekał. Obawą napełniały go jednak wydarzenia początku lat 80 – tych. Często powtarzał: „Pamiętaj Rychu, że ludzie teraz mają tak dobrze, jak nigdy”. Były to już czasy stanu wojennego i powszechnego braku wszystkiego. Mówił, że nic to w porównaniu z międzywojenną biedą i wojenną poniewierką.
                                                                                                                     
Matka Helena pracowała całe niemal życie ( nie wyłączając dzieciństwa ), równie ciężko jak ojciec, a może nawet ciężej ). Przez co najmniej dwie trzecie roku przez około 25 lat dom i dzieci ( jak nie własne, to później wnuki córki Marii ) pozostawały na jej głowie. Niemal zawsze, do czasu wejścia w użytkowanie owych 5 ha pola pod koniec lat 60 – tych dzierżawiliśmy kawałek roli ( nieraz w znacznej odległości od domu ). Ziemię tę trzeba było uprawiać ( „obrabiać” ), a nie było czym. Konieczna była pomoc rodziny, a nieraz i osób obcych. Te usługi nie były za darmo. Zapłatę w większości przypadków stanowił tzw. „odrobek”. Instytucja „odrobku” z reguły nie była równoprawna. Odpracowujący pomoc sprzężajną był uzależniony od usługodawcy i to on dyktował ilość i rodzaj roboty odrobkowej. Tak więc Mamusia, albo „ryła” na swoim, albo harowała na odrobkach. Poza tym czuła się w obowiązku pomagać babci Annie , a potem siostrze Monice aż do chwili wejścia w użytkowanie tylekroć wspominanych 5 ha. Lekko nie miała.
Kres instytucji odrobku ( chociaż nie do końca ) położyły w latach 70 – tych usługi SKR – ów.
Zaraz po wojnie ojciec zamiast zapłaty w gotówce otrzymał maszynę do szycia marki „Singer”. Mama nauczyła się na niej szyć proste rzeczy, m.in. dziecięce spodnie w rozmaitych wersjach. Kupowała tanie materiały ( tkaniny ) – barchany i „cajgi” i szyła z nich spodnie, dla chłopców odzież raczej szybko zużywającą się i również w ten sposób odciążała skromny budżet domowy. Jak wszystkie kobiety wiejskie co najmniej do końca lat 60 – tych w wieczory późno – jesienne i zimowe darła pierze gęsie na poduszki i pierzyny, „robiła” na drutach ( „igliczkach” ), skarpety, rękawiczki i swetry. O innych zwyczajnych i niezwyczajnych wiejskich i codziennych pracach gospodarskich, a także chorobach dzieci               ( szczególnie moich ) nawet tu nie wspominam. Lekko nie miała.
Od początku lat siedemdziesiątych ojciec zaczął podupadać na zdrowiu. Nie leczone należycie łuszczyca i cukrzyca coraz bardziej rujnowały organizm. Tracił sprawność fizyczną. Robota już mu tak nie szła a i jej jakość była już nie taka. Jednakże aż do kresu swoich możliwości zdrowotnych dłubał w swoim warsztacie wykonując coraz skromniejsze zlecenia wioskowej klienteli. Nie walczył z chorobami. Do lekarzy udawał się od wielkiego dzwonu. Większe nadzieje pokładał w alkoholu niż w lekach. Namiętnie palił papierosy. W końcu przyszła „stopa cukrzycowa”. Koniecznej amputacji nogi przed kolanem dokonano w Klinice Naczyń na ul. Długiej w Poznaniu. Bał się śmierci w szpitalu, chociaż samej śmierci raczej się nie bał, a nawet jej oczekiwał jak wybawienia. Wymógł na mnie przyrzeczenie, że nie pozwolę aby umarł w szpitalu. Przyrzeczenie wypełniłem, odebrałem ojca ze szpitala i zawiozłem do rodzinnego domu. Załatwiłem protezę i wózek inwalidzki. Z protezy nie korzystał prawie wcale, z wózka też nie za wiele. Nie miał woli walki z chorobą o dłuższe życie. Coraz więcej polegiwał w łóżku. Nastąpiło zatrzymanie krążenia w drugiej stopie. O szpitalu i następnej amputacji nie chciał nawet słyszeć. Cierpiał okropnie z zaciśniętymi zębami. Nie jęczał, najprawdopodobniej, aby nie sprowokować wywózki do szpitala. Zmarł późnym wieczorem 7 maja 1984 roku. Żył 64 lata, Został pochowany na cmentarzu w Popowie Kościelnym.
Po śmierci męża Helena przez jakiś czas pozostawała ( do 1986 ) na gospodarstwie z młodszym bratem Julianem, jego żoną Ewą i ich dziećmi , jej wnukami Sebastianem i Katarzyną. Ten układ jednak jej nie pasował, bowiem, jak przypuszczam, od dawna planowała przekazanie swojego dorobku córce Marii, a później z upływem lat zmieniła zamiar na korzyść jej syna a swego wnuka Krzysztofa. Brat Julian zwany Rafałem znalazł ciekawą propozycję pracy wraz z mieszkaniem w Lutomiu koło Sierakowa i tam się przeprowadził. Był to z jego strony krok w dobrym kierunku, bowiem wnet w tamtej okolicy zaczął robić karierę samorządową i obecnie jest starostą międzychodzkim już trzecią kadencję.  Od 2 grudnia 2010 nawet czwartą – i to wybrany na to stanowisko przez Radę Powiatu jednogłośnie; w tym wypadku niezależnie od powszechnych ( nie bardzo przychylnych ) opinii o naszych władzach samorządowych: chapeau bas – jak mawiają Francuzi. Słowem osiągnięcie znaczne i rzadkie w skali kraju.
Tak więc Mama została sama na skromnej gospodarce ze śladową pomocą swoich dzieci. Były to schyłkowe lata „komunizmu”, bardzo korzystne dla rolnictwa. Pozwoliło to przy skromnej produkcji jej gospodarstwa i rencie ( a wnet emeryturze ) po mężu  poczynić pewne inwestycje. Wnuk Krzysztof dorastał i coraz częściej na soboty i niedziele przyjeżdżał do babci Heleny, nie tylko w odwiedziny ale i do pomocy w gospodarstwie. Wreszcie, po ukończeniu szkoły zawodowej ( w 1989 ) zamieszkał u niej na stałe. W 1992 wnuk się ożenił i  stopniowo przejął matczyną chudobę a i później ziemię ciotki Moniki Matras.
Jednakże złe czyhało. Matkę dopadła starcza cukrzyca w rok po śmierci męża. Z upływem lat doszło do powikłań – pojawiła się stopa cukrzycowa. Konieczna stała się amputacja kończyny tuż przed kolanem. Amputacji dokonano szpitalu w/w w roku 1998. Fatum jakieś.
Helena miała jednak większą wolę walki o życie niż Stanisław. Szybko nauczyła się chodzić w protezie. Była w znacznym stopniu samodzielna, słowem radziła sobie. Kiedy wydawało się, że wszystko jest na jak najlepszej drodze zaatakował rak końcowego odcinka przewodu pokarmowego. Podczas oczekiwania na operację w wągrowieckim szpitalu, wypadła w nocy z łóżka i doznała wylewu krwi do mózgu. Wegetowała w nieświadomości jeszcze około miesiąca. Zmarła 6 września 2001 r. Byłem przy ostatnim tchnieniu Matki. Żyła 77 lat. Została pochowana obok męża, w miejscu, które przygotowała sobie jeszcze za życia.
Tak oto w wielkim skrócie wyglądało życie moich rodziców. Było to życie zwyczajne przeplatane smutkami i radościami. Trudno rozsądzić czego było więcej. Zapewne sami nie potrafiliby odpowiedzieć na to pytanie. Jak większość ludzi zresztą.

                                                                                                             
BABCIA GUMNA


Anna Gumna g. Patelska była drugą żoną starszego od niej o lat 20 Marcina Gumnego. Wedle opowiadań mojej matki Heleny był to związek narzucony jej przez rodziców, co w owych czasach ( 1919 ) nie było zjawiskiem odosobnionym. Anna obrządzała inwentarz w oborze, a jej rodzice wraz z wdowcem Marcinem dobijali kontraktu ślubnego w domu. Pannie młodej przyszło jedynie wyrazić formalną zgodę. Patelscy argumentowali córce, że trafia się jej dobra partia, bo przecież przyszły małżonek jest właścicielem 10 ha lichej wprawdzie ziemi, ale jako wdowiec już zagospodarowany ( urządzony ).
Ty muszę poczynić pewne sprostowania przekazów rodzinnych. W świetle przekazów rodzinnych Marcin Gumny miał być nabywcą 5 ha gruntów z parcelacji. Tymczasem tym nabywcą w świetle materiałów archiwalnych był jego ojciec  Adalbert ( Wojciech ) – za ten kawałek ziemi zapłacił 2000 MK.23Tenże Wojciech, urodzony 5.04.1849 w Kluczewie koło Szamotuł został zameldowany w  Łosińcu 1.04.1892 wraz z żoną Franciszką, urodzoną 15.03.1830 w Szczepankowie koło Szamotuł ( musiałaby być starsza od męża o 19 lat i musiałaby to być druga żona Wojciecha – pierwsza miała na imię Józefa, może coś źle odczytałem ? ). W każdym razie ta Franciszka zmarła w Łosińcu 10.11.1907.24 Co się stało z Wojciechem nie wiadomo, póki co. Wedle rodzinnych przekazów też zmarł w Łosińcu i został pochowany na cmentarzu w Popowie Kościelnym. Wiadomo zaś, że nie został on wpisany do księgi wieczystej jako właściciel. Jako posiadacze zostali wpisani 27.12.1907 Marcin Gumny i jego żona Franciszka g. Walkowiak. W roku 1909 Marcin Gumny stał się współwłaścicielem gruntowego posagu Franciszki o obszarze około 5 ha.25Ojciec Marcina, Wojciech jest pewnie ten Gumny, którego w kronice szkoły łosinieckiej wymienia nauczyciel Wegner.26Na Marcina Gumnego natrafiamy też w innych dokumentach z racji sprawowanych przez niego funkcji w samorządzie wiejskim:
1934 – zastępca radnego gromadzkiego 27
1939 ( styczeń ) – również zastępca radnego gromadzkiego 28
1926 ( 18.11. ) – podpisujący obok innych gospodarzy podanie o przedłużeni rowu „C” 29
Co się natomiast tyczy rodziców Anny, to ojciec Kazimierz Patelski ur. 12.02.1851 r. w Hohenwalde ( Podlesiu Wysokim ) został zameldowany w Łosińcu 9.04.1891 wraz z żoną Katarzyną ( z d. Kolińską ) ur. 13.04.1871 r. w  miejscowości Rusiec, pow. Żnin. Poprzednio mieszkali w Ochodzy.30
Z babcią Anną byłem zżyty daleko bardziej niż z babcią Marią. Często u niej bywałem, nieraz sypiałem w jej domu. Na jej strychu znalazłem ( niekompletny niestety i porozrywany ) egzemplarz „Potopu” Henryka  Sienkiewicza. Dla niespełna dziesięciolatka była to lektura tak fascynująca ,że przez dwa dni przeczytałem ją na tymże strychu, a niektóre dialogi głównych bohaterów i niektóre sceny od tamtego czasu pamiętam do dziś. Podobnie rzecz się miała z inną książeczką opisującą historie zbójników podhalańskich z Janosikiem na czele.  Nazwisko autora i tytuł zatarły się jednak w mojej pamięci.
Inne skarby wyszukiwałem w tzw. „lamusie”( czyli rupieciarni ) znajdującym się nad piwnicą            ( „sklepem” ),stanowiącym część budynku inwentarskiego. Znalazłem tam bagnet czworograniasty w metalowej pochwie z rękojeścią umożliwiającą osadzanie na lufie karabinowej, długi co najmniej 50 cm – w bardzo dobrym stanie. Miałem go jeszcze jako siedemnastolatek i bardzo się nim szczyciłem. Z powodu posiadania tego przedmiotu miałem pewne perypetie i nieprzyjemności, których opisanie zajęłoby sporo czasu i miejsca, a nie należy do tematu. Niestety, przepadł – dziś już nie pamiętam gdzie i w jakich okolicznościach. Tam też znalazłem fuzję – była jednak w fatalnym stanie, kompletnie zardzewiała i z odpadłą kolbą. Odkryłem również niemiecki hełm wojskowy. Dla kilkulatka były to skarby niezmierzone. Bawiłem się nimi w samotności i w tajemnicy całymi godzinami. Wiedziałem już jako malec, że o pewnych rzeczach się nie rozpowiada.
 Najsmutniejsze moje wspomnienia związane z babcią Anną tyczą pasania krów. W latach mojego dziecięctwa pasanie krów było zajęciem powszechnym wszystkich łosinieckich dzieci w czasie ferii letnich i przez większość z nich zdecydowanie nie lubianym. Najgorsza była samotność. Rzadko bowiem się zdarzało, aby pastwiska gospodarzy sąsiadowały z sobą i umożliwiały kontakt z rówieśnikami – towarzyszami niedoli. Czas w towarzystwie krów i psa wlókł się niemiłosiernie. Bardzo lubiłem czytać, ale nie bardzo można było, bo krowy wypasane na skąpych w trawę babcinych łączkach, tylko czekały, aby wleźć w szkodę albo nawet uciec do lasu w poszukiwaniu polanek z lepszą trawą. A tam, zdarzało się nie raz, „aresztował” je( mówiło się: zajmował ) gajowy Adam Szczepaniak i w najlepszym razie przypędzał na łąkę właściciela i wystawiał mandat pieniężny, a w najgorszym zaganiał aż na leśniczówkę w Lechlinku – wtedy trzeba było wujowi Władziowi Gumnemu, synowi babci Anny iść je „wykupywać” ( tj. zapłacić stosowną karę ). W obu przypadkach mnie, pastuchowi dostawało się „do słuchu” ( zostawałem skrzyczany ).Lanie mi nie groziło                  ( byłem przecież „ledwosiem” ). Inne dzieciaki takiego szczęścia nie miały.
Wszystko to nie oznacza, że obowiązywał kategoryczny zakaz wypasu bydła w lesie. Było to możliwe, ale po uzyskaniu stosownej zgody leśniczego ( wówczas Kwiatka ).
Po śmierci męża Marcina babcia Anna została sama z kupą dzieci własnych ( miała ich sześcioro ) i mężowskich z poprzedniego małżeństwa ( też sześcioro – starości doczekała piątka ) tak że w chałupie było bardzo tłoczno. Jednak stopniowo i względnie szybko dzieci dorosłe i dorastające odchodziły na „swoje”, wyjeżdżały „za robotą” i zamieszkiwały w miejscu pracy. Prawie przez całe lata 50 – te Anna była na gospodarstwie tylko z synem Władysławem, któremu zanosiło się na starokawalerstwo. Babcia w tym tandemie pełniła niekwestionowaną rolę kierowniczą. Wuj Władziu, człowiek skądinąd bardzo pracowity, reagował wyjątkowo powolnie na babcine polecenia. Takie zachowanie gwarowo i z niemiecka określano zwrotem „mieć Ruhe”. Rzeczywiście charakteryzował się stoickim spokojem. Tylko raz w swoim życiu widziałem go w sytuacji, kiedy podniósł głos.
Przepadał za cukrem. Jadł go całymi łyżkami i w dużych ilościach. Był z tego znany przez łosinieckich krewnych, dlatego, kiedy widziano, że zmierza z wizytą ostrzegano domowników: „Władych idzie, chować cukier”. Dożył grubo ponad osiemdziesiątkę. Słabość do słodkości, z tego co słyszałem, miał przez całe życie. I przez całe życie nie miał cukrzycy.
Zimą i w chłodniejsze dni uwielbiał wygrzewać się przy piecu, a nawet na blasze kuchennej.
Powszechnie używanym w tych latach zimowym odzieniem gospodarzy były waciaki. Nie raz zdarzyło że wuja Władziu siadał na blasze kuchennej w takim waciaku i rozkoszował się ciepłem. Po chwili babcia w krzyk: „Władych, złaź, d.... ci się pali!”
Anna Gumna skończyła katolicką szkołę powszechną w Łosińcu za czasów pruskich pod twardą ręką nauczyciela Józefa Wegnera.31 Biegle władała niemieckim ( w mowie i w piśmie). Podczas okupacji 1939 – 45 Niemcy czytając jej listy w sprawie jej córki Heleny często mniemali, ze ich autorką jest rodowita Niemka. Rachowała tylko po niemiecku do końca życia. Dziś z takimi kwalifikacjami, jak się to mówi, świat stałby przed nią otworem. Urodziła się jednak o 100 lat za wcześnie. Życie zgotowało jej los wieśniaczki ciężko harującej od świtu do nocy i bezustannie borykającej się z biedą.
Babcię Gumną rzadko widywało się siedzącą bezczynnie. Były to w zasadzie krótkie chwile po obiedzie. Do tych chwil możemy doliczyć czas na sen, z reguły przez większą część roku w godzinach od 22 do 4 – 5 rano. Tak więc co najmniej 2/3 doby Anna pozostawała  „na nogach”. I tak prawie od dziecięctwa do późnej starości. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek była u lekarza, albo lekarz był u niej.
Jeżeli ktoś dzisiaj mówi, że jadł dobry chleb, to oznacza, że jest stosunkowo młody          (najpewniej poniżej 60- tki , a taka „młodzież” nigdy już, niestety, nie będzie wiedziała jak smakuje prawdziwy chleb ), albo nie jadł chleba wypieku babci Anny. Babcia Gumna piekła chleb w specjalnym, osobno stojącym piekarniku, wybudowanym jeszcze przez męża Marcina. W latach mojego dzieciństwa był to budyneczek mocno sfatygowany, nadgryziony zębem czasu. Pierwszym babcinym problemem związanym z planowanym wypiekiem był dylemat: gdzie zawieźć żytnie ziarno na przemiał, do którego młyna? W grę wchodziły dwa młyny wodne ( Ruda Koźlanka, Piła Młyn ), nie pamiętam już czy wiatrak w Popowie Kościelnym również. W każdym razie niechcianą koniecznością był „państwowy” młyn „na prąd” w Skokach. Nie wiem dlaczego, ale nie mełło się zboża w większej ilości, nie gromadzono mąki, której wystarczałaby na kilkanaście wypieków. Czy sekret dobrego chleba tkwił także w „świeżości” mąki? Po wyborze młyna wuja Władziu ładował zaledwie dwa – trzy worki żyta i jechał je zemleć. Zabierał ze sobą czyste płócienne worki na mąkę i byle jakie na ospę ( odpad zbożowy powstały w wyniku przemiału ). Po powrocie z młyna babcia z Władziem nieodmiennie wdawali się w pogwarkę, czy młynarz dał właściwą ilość mąki i ospy ( wiadomo, że podczas mielenia powstają nieuniknione ubytki ), słowem na ile oszukał  ( bo, że oszukał dla babci było jasnym, jak słońce na niebie ). We wspomnianym piekarniku był zawsze zapas suchego drewna połupanego na szczapy o długości około 2 m ( stosownie do rozmiarów paleniska ). Ten problem tkwił na głowie Władzia. Wszystkie narzędzia i naczynia potrzebne do wypieku chleba były drewniane. Po tylu latach nie pamiętam już wszystkich szczegółów. Wiem jednak, że główne prace trwały dwa dni i rozpoczynały się zaczynianiem kwasu chlebowego w wielkiej drewnianej kadzi. Jak i kiedy powstawało ciasto nie pamiętam,  wiem, że również w tej wielkiej kadzi. Tuż przed wypiekiem, z wielkiej ilości ciasta  na dużym drewnianym blacie kuchennego stołu babcia formowała wielkie bochny ( w liczbie około dziesięciu ) i zawsze jeden mały zwany „kukiełką” i układała je na deskach w celu przeniesienia do piekarnika. Było ważne, aby chleb podczas tych przenosin się nie wyziębił. Wszystko to było zsynchronizowane z wydarzeniami w piekarniku. Chleb do pieczenia przenoszono wówczas, kiedy właśnie wypalanie drewna dobiegało końca. Nieliczne  żarzące się jeszcze węgle wygarniano słomianym wiechciem umoczonym w wodzie. Przy okazji palenisko zostawało wyczyszczone z popiołu. Następnie babcia drewnianą łopatą wkładała bochny na palenisko. Wreszcie zamykała jego metalowe „dźwierka” i chleb się piekł. Babcia od czasu do czasu zerkała do wewnątrz, sprawdzając, czy wypiek przebiega należycie. Zdarzało się, że niektóre chleby trzeba było przesuwać w inne miejsca paleniska. Pod sam koniec tego procesu wyjmowała wspomnianą kukiełkę, opukiwała ją, badając na słuch, czy chleb już „doszedł”. Dla pewności niektóre bochny nakłuwała „igliczką”. Następnie chleby były wyjmowane, układane na wspomnianych deskach i przenoszone do izby. Tam  układano je na zawczasu przygotowanym stole, tj. zasłanym białym prześcieradłem. Ostatecznie takimż prześcieradłem chleby przykrywano. Tak wypieczony i przechowywany chleb starczał na czas około miesiąca, przy czym przez pierwsze dwa tygodnie zachowywał pierwszą świeżość. Nam, wnukom w prezencie dostawała się zawsze owa „kukiełka”, a rodzinie Helci często, gęsto cały wielki bochen. To był prawdziwy, smaczny chleb. I piszę tak nie dlatego, że ludzie starsi mają skłonność do gloryfikacji czasów minionych wedle schematu: „Panie, przed wojną to ho, ho....”, ale, aby dać świadectwo prawdzie. Wielką klęską babci było, jeżeli chleb wychodził z zakalcem. Zdarzało się to wprawdzie rzadko, ale jednak. Długo trwały dociekania, co też mogło być tego przyczyną. W żadnym wypadku takiego chleba nie wyrzucano, ani spasano inwentarzem. Trzeba go było zjeść.                         
W wieku 42 lat ożenił się wreszcie jej pierwszy syn Władysław, któremu sporo czasu zajęło otrząsanie się z wczesno – męskiej miłości ( o której tu zamilczę ) i potem wnikliwe rozważanie zasadności zmiany stanu cywilnego ( dylematu – żenić się czy nie, a jak już to z kim ). Wydaję się, że duże znaczenie na podjęcie decyzji o ożenku przez wuja Władzia miała sytuacja rodzinna. W 1957 wyszła za mąż jego młodsza siostra Monika, która do tegoż roku przebywała u swojej siostry Maryni Pyrzowskiej w Bychowie koło Wejherowa w charakterze pomocnicy w gospodarstwie. Tam poznała swojego przyszłego męża Mieczysława Matrasa, z którym po ślubie zamieszkała u babci Gumnej właśnie. W chałupie zrobiło się nie tyle tłoczno, co nieco zgęstniała atmosfera. Szwagier Miecio pracował co prawda na państwowym i nie rościł sobie pretensji do babcinej gospodarki, żadnych zakusów na nią nie czyniła też ciotka Monika, ale na jednej hubie siedziały poniekąd dwie rodziny. Pewnie też Anna bardziej optowała za pozostawieniem schedy córce Monice. Prócz tego między szwagrami nie było większej sympatii, głównie z powodu zbytniej skłonności wuja Mieczysława do kieliszka. Z tej też przyczyny zięć Mieczek nie przypadał do gustu babci Gumnej. Po ożenku z wdową Anielą ( primo voto Białochowska, g. Śliwińska ) wuj Władysław przeprowadził się do niej do Potrzanowa.
W każdym razie od 1957 roku Anna  mogła odpuścić sobie roboty gospodarskie i spokojnie dożywać swoich dni. Jednak ani myślała. Dwóch jej synów, Antoni i Marcin, wyjechało na Ziemie Odzyskane  i nieźle się tam urządziło. Co tu dużo mówić, stali się ludźmi majętnymi. Było ich stać na zabranie rodzicielki do siebie, co też usiłowali kolejno uczynić. Ale tak u jednego jak u drugiego babcia wytrzymała po niespełna tygodniu i wymuszała na synach odtransportowanie z powrotem do swojej chałupy o glinianych, ale otynkowanych murach. I dalej w wir codziennych prac wiejskiej gospodyni, zwłaszcza w polu. I tak aż do poważnej choroby, która ją dopadła na 2 – 3 lata przed śmiercią, a objawiała się postępującą demencją. W końcu doszło do całkowitej utraty pamięci, babcia Anna przestała rozpoznawać nawet najbliższych i została zdana całkowicie na pomoc osób drugich. Przez pewien czas przebywała w takim stanie w naszym domu. Siedziała całymi godzinami na krześle przy stole i tarła dłonią o dłoń - jakby coś prała. Zmarła w swoim domu w wieku 77 lat.



NIEMOWA


Do Łosińca razem z Marcinem Gumnym  przywędrowała jego siostra Franciszka. Od samego urodzenia osoba nie widząca, nie słysząca i nie mówiąca. Tak więc nie tyle przywędrowała do wsi, co została przez brata przyprowadzona. Zarówno najbliższa rodzina jak i osoby ze wsi za mojej pamięci nigdy nie nazywali ją imieniem, które przecież miała, tylko mianem Niemowa.
Według mnie była to kobieta święta. Nikt zbytnio nie przejmował się jej potrójnym kalectwem, musiała sama przystosować się do życia na miarę swoich ograniczonych możliwości. Za mojej pamięci wyjątkiem babci Gumnej nikt nie potrafił nawiązać z nią żadnego kontaktu. Babcia Anna ujmując ją za dłoń i wodząc tą dłonią po swoim i jej ciele albo określonych przedmiotach lub też powodując nią pewne ruchy potrafiła co  nieco przekazać swojej szwagierce, a obserwując jej zachowania i gestykulację, pojąć niektóre jej przekazy i spełnić lub nie wedle swojej woli. Właściwie wg. dzisiejszego znaczenia tego słowa nie byłaby osobą niemą, potrafiła bowiem wydawać nieartykułowane dźwięki w chwilach zdenerwowania lub złości. Nigdy jednak nie układały się one w jakieś słowa. Wiem to stąd, że nieraz z bratem Bernardem wyrządzaliśmy jej psoty ( „Chodź, popsocimy się Niemowie” ). Te głupie, dziecięce psoty polegały na tym, że otwieraliśmy skrzynię w której był osobisty dobytek Niemowy i robiliśmy w niej pewien bałagan, choćby niewielki. Po tym wypadało nam czekać na Niemowę. Wiedzieliśmy kiedy się zjawi, bo w skrzyni tej przechowywała m.in. łyżkę do jedzenia, którą spożywała obiady. Tak więc codziennie przed obiadem ową łyżkę wyjmowała i kiedy nie znajdowała w tym miejscu co należy, orientowała się, że ktoś grzebał w jej rzeczach i wpadała w gniew, który objawiał się m.in. wydawaniem nieartykułowanych dźwięków. Żeby wyprowadzić ją z równowagi wystarczało poruszyć  krótki kołek, bez wyjęcia którego nie można było otworzyć wieka owej skrzyni. Niemowa zapamiętywała bowiem jego położenie w pokrywie skrzyni i wiedziała czy ktoś przy nim majstrował, czy nie. Następowała wówczas podobna reakcja złości. Tych psot nauczył mego brata wuj Władych. Po latach zrozumiałem niecność tych postępków wobec Niemowy i obok kilku innych, stanowią obciążający moje sumienie bagaż grzechów, które niech mi wybaczone będą.
Ludek wiejski, z którego się wywodzę, jest nie tyko sielski i anielski – potrafi być też okrutny wobec bliźnich swoich ( do dzieci też się to odnosi ). Niemowa często była przedmiotem różnych „doświadczeń” sprawdzających prawdziwość jej ślepoty i głuchoty. Tak więc, np. wioskowi niedowiarkowie wymachiwali przed nią kijem, aby przekonać się czy rzeczywiście nie widzi; wrzeszczeli jej do ucha, aby sprawdzić, czy faktycznie nie słyszy.
Mimo swego kalectwa i żadnej terapii Niemowa potrafiła wiele. Przede wszystkim była samodzielna w zakresie codziennej samoobsługi. W skrzyni posiadała niezbędne narzędzia krawieckie i naprawiała swoją odzież. Ta odzież była łatą na łacie. Często między nią a babcią dochodziło do scysji na tym tle. Babci zależało, aby szwagierka „jakoś wyglądała”         ( pewnie z powodu, by nie być posądzaną o zbytnie skąpstwo ) i nalegała, aby Niemowa ubierała się przyzwoicie, tym bardziej, że w skrzyni miała porządniejsze łachy. Nalegania te kończyły się zwykle awanturami i nie przynosiły żadnych skutków.
Niemowa jakoś orientowała się w kalendarzu i wiedziała, kiedy są niedziela i ważniejsze święta a w związku z tym odpoczynek od pracy i potrzeba „ogarnięcia się”, czyli gruntowniejszej toalety i wdziania lepszego przyodziewku.
Niemowa pracowała  nad miarę swoich możliwości przez całe życie. Czy taka postawa została na niej wymuszona, czy poczuwała się do niej sama, dziś trudno dociec. Jak tylko sięgam pamięcią głównym zajęciem Franciszki było rąbanie gałęzi na opał – na ile pogoda pozwalała we wszystkie dni  roku i przez całą ziemską tułaczkę.
Nigdy nie oddalała się poza opłotki gospodarstwa. Wychodząc na zewnątrz zawsze wodziła kijem po płotach zachowując z nimi kontakt. W ten sposób obchodziła gospodarstwo bez obawy zgubienia się. To były jedyne wycieczki w jej życiu.
Jadła tylko to, co jej podsunięto na talerzu albo chleb. Chleb leżał zawsze na stole, kroiła go sobie sama i zjadała suchy. Latem i jesienią raczyła się opadłymi owocami lub tymi, które zdołała strącić swoim własnoręcznie wystruganym kijaszkiem ( spełniającym głównie funkcję laski niewidomego ). Wiedziała, które owoce nadają się do przechowywania i gromadziła z nich zapasy w swojej skrzyni. Jedynym napojem, który znała i uznawała była zimna woda ze studni. Kiedy raz usiłowano ją poczęstować kawą zbożową, odrzuciła ze złością kubek tłukąc go w drobny mak. Tak więc bez zbytniej przesady można powiedzieć, że życie całe przetrwała o chlebie i wodzie. Podczas chorób połączonych z gorączką wypijała szczególnie duże ilości zimnej wody. O ile wiem, żaden lekarz nie widział jej na oczy ( nie licząc wypisania aktu zgonu ). Zmarła grubo po osiemdziesiątce na początku lat 60 – tych.  Za życia nie posiadała żadnego dokumentu tożsamości.
Na ile była świadoma rzeczywistości w jakiej żyła? Pytanie zdaje się ważne, ale po głębszym zastanowieniu staje się błahe z czysto filozoficznego punktu widzenia. Czyż można odpowiedzieć sensownie, ile ma wiedzy na temat otaczającego go świata mędrzec wielki?
Jeżeli istnieje Bóg i jest niebo, to Franciszka Niemowa Gumna jest w nim z całą pewnością. To była święta kobieta.


Krótko o dziejach Tadeusza Mazurka

Na koniec o Białochowskiej Agnieszce z d. Mazurek ( siostrze Sebastiana i Stanisława Mazurków ) wg Moniki Stasiak. Rzeczywiście była taka Mazurek Białochowska, primo voto Kubiak ( patrz "Dzieje Łosińca", Księgi Wieczyste Dawne, Blatt 31).
Otóż owa Agnieszka nie miała dzieci ani z pierwszym mężem ani z drugim.
Natomiast jej brat Stanisław ze swoją pierwszą żoną Konstancją z d. Stelmarzyńską (Dz. Ł-ca, Blatt 38) miał bliźniaki. Jedno z tych bliźniąt zmarło. Przeżył syn Tadeusz. Zmarła też w 1914 żona Stanisława Konstancja. Agnieszka prosiła brata Stanisława, aby "podarował" jej tego Tadeusza. Stanisław po ślubie z drugą żoną Jadwigą ( z d. Szczepaniak) w 1915 (szybko się uwinął! ) przystał na nagabywania Agnieszki i dał jej Tadeusza na wychowanie. Tadeusz nie zmienił jednak nazwiska, zawsze nosił nazwisko Mazurek. W czasie okupacji znalazł się w niemieckim lagrze i niechybnie zginąłby z wycieńczenia, gdyby nie pomoc pewnej Niemki, pracującej w tym obozie. Musiała to być pomoc szczególnie bliska, albowiem wspomniana Niemka zaszła z Tadeuszem w ciążę. Za taki czyn Tadeuszowi groziła śmierć, a niemieckiej kochance w najlepszym razie publiczne pohańbienie. Stąd Niemka ukrywała ciążę tak długo jak się dało, a następnie wyjechała do Bydgoszczy i tam urodziła dziecko ( syna ) u siostry Tadeusza ( niestety nie zapytałem, gdzie znajdował się ten obóz i jak miała na imię owa siostra Tadeusza). Z tą Niemką w 1945 Tadeusz Mazurek wyjechał do Australii ( jednak bez syna ). Siostra Tadeusza wychowywała tego chłopca i już w dziecięctwie poinformowała go o prawdziwych rodzicach. Czy wszyscy zainteresowani przejawiali starania o połączenie rozdzielonej rodziny i jaka była ich determinacja w tym zakresie nie wiem. W każdym razie syn Tadeusza pozostał w Polsce i nigdy nie był w Australii. Tadeusz wszedł w Australii w posiadanie znacznego areału ziemi i starał się ściągnąć do siebie z Polski swoje rodzeństwo, aby tę ziemię zagospodarować. Nikt jednak nie pojechał mu w sukurs. O ile wiadomo, nie dorobił się znaczniejszego majątku.
Tadeusz zmarł w Australii. Jego syn pozostawiony w Bydgoszczy też już nie żyje. Historia godna scenariusza filmowego. Ma ona sporo luk. Są one jednak do wypełnienia.
Agnieszka Białochowska  poszła do Sebastiana Mazurka na "dożywocie" w zamian za część własnych gruntów, tzw. "lechlińskie” (na oko około 4 ha ).
                      
Trochę o Szczepaniakach
Józef Szczepaniak,ur. w 1851 w Chruszczynach, syn Adalberta ( Wojciecha ) Szczepaniaka i Susanny z d. Jura miał za żonę Magdalenę Mazurek, ur. w Chruszczynach w 1861, siostrę Sebastiana, pierworodne dziecko pradziada Franciszka Mazurka. Ślub odbył się w kościele parafialnym w Sulmierzycach w 1878 ( wpis nr 34 ).45 Magdalena Szczepaniak zmarła w 1945 w Łosińcu.

Zaraz po wojnie w 1945 wyjechali do Australii Stanisław Szczepaniak i jego starszy brat Franciszek. Stanisław  po kampanii wrześniowej 1939 roku dostał się do niemieckiej niewoli ( w Wojsku Polskim był saperem ) i część wojny spędził w stalagu pod Hanowerem. Z tego obozu został zwolniony w 1940. Był potrzebny Niemcom do pracy jako wykwalifikowany pracownik mleczarz ( na terenie Landu Schlezwick- Hollstein ). Franciszek, najstarszy z synów Piotra Szczepaniaka ( ów Piotr to syn Józefa, a więc bratanek Sebastiana ) pracował przed II wojną światową w majątku rolnym w Łęczycy koło Kutna jako urzędnik. Zaraz na początku okupacji hitlerowcy zwolnili go z zajmowanego stanowiska. Wrócił więc do domu rodzinnego w Łosińcu i pozostawał bezrobotny. Niemiecki „patron” Stanisława „ściągnął” do siebie również Franciszka. Obaj bracia jako pracownicy wspomnianej mleczarni doczekali końca wojny. W 1945 Franciszek bezpośrednio z Niemiec wyjechał do Australii. Natomiast Stanisław wrócił na krótko do Łosińca i również jeszcze w 1945 podążył w ślady Franciszka na antypody. Ponoć nieźle się tam urządzili. W połowie lat 50 – tych na ten odległy kontynent popłynął brat uprzednio wymienionego Kazimierz Szczepaniak – kolejarz z Poznania. Namawiał on usilnie mojego ojca, aby emigrował razem z nim. Pamiętam te rozmowy jak dziś. Ojciec pozostawał głuchy na te namowy. Tak straciłem okazję zamieszkania pod Krzyżem Południa. Do kraju kangurów wybył też kuzyn wyżej wymienionych Szczepaniaków, Bolesław Olejnik. Tak więc Łosiniec miał na tym kontynencie liczną reprezentację. Od tych Szczepaniaków moi rodzice dostawali leki z Australii konieczne do kurowania mnie z ciężkiej choroby reumatycznej w roku 1960. Od Adama Szczepaniaka, ur. 16.12.1928, syna Piotra i Marii z d. Małeckiej ( brata uprzednio wymienionych ) wiem, że  Szczepaniakowie nigdy nie spotkali się w Australii z przebywającym na tym kontynencie Tadeuszem Mazurkiem ( chociaż wiedzieli o sobie ).
Dzieje rodu chłopskiego Szczepaniaków da się wywieść od roku 1786. W opisie folwarku w Chruszczynach z tegoż właśnie czasu czytamy: „Jeszcze mniejsze gospodarstwa miało 4 innych chałupników: Franciszek Szczepaniak, Tomasz Zbawiony, Wojciech Mały i Błażej Kupczyk, którzy odrabiali 2 dni pańszczyzny ( latem ) i 1 dzień w tygodniu w okresie zimowym”.34 Ponieważ podczas przeglądania mikrofilmów ksiąg metrykalnych parafii sulmierzyckiej często natrafiałem na to nazwisko, jest niemal całkowicie pewnym, że w/w Franciszek był przodkiem Szczepaniaków łosinieckich, którzy właśnie z Chruszczyn przywędrowali do Łosińca.


Brat Bernard i jego psi zaprzęg

Starszy ode mnie o dwa lata brat Bernard ( urodzony w 1946 ) był urodzonym mechanikiem i od najmłodszych lat miewał przeróżne pomysły, które wcielał w życie. Nie teoria , a praktyka była jego żywiołem. Już jako pacholę szkolne ( 10 – 12 letni ) chłopak potrafił sprawnie kierować końskim zaprzęgiem ( parą koni ) i wykonywać nimi wszelkie prace polowe, a także powozić wozem czy bryczką. Umiał zadać koniom obroku i ubrać je w uprząż. Kto kiedyś wykonywał te czynności , wie, że nie są to takie proste sprawy, zwłaszcza dla niedorostka. Nauczył się tego pod okiem i ręką wuja Władzia ( brata rodzonego Mamy Heleny ). Bardzo chętnie przebywał w jego towarzystwie i zdarzało się, że często gęsto zaraz po szkole zamiast do domu szedł do Babci Gumnej ( z którą wujek Władzio zamieszkiwał ) i z lubością oddawał się zajęciom gospodarskim, najchętniej tym, które wiązały się z pracą końmi. Zdarzało się nierzadko, że nawet noce spędzał u Babci. Bywało, że nieraz przez cały tydzień nie zaglądał do domu. Ojciec nasz miewał o to pretensje do Mamy i samego Władzia, bo Bernard, który uczył się tak sobie, zaczął „dołować” w tym obszarze. Ale jako się rzekło teoria nie była jego mocną stroną.
W latach naszego dziecięctwa zimy były srogie, śnieżne i mroźne. Nie takie jak dzisiaj. I piszę tak nie dlatego, że jestem już w wieku, w którym zwykło się mówić: „Panie, dawniej to ho, ho...”; ale dlatego, że faktycznie tak było. Mniej więcej na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Bernard wpadł na pomysł aby zaprząc do dziecinnych sanek psy. Babcia miała średniej wielkości, krępego, podwórzowego kundla  imieniem Murzyn ( bo był czarny); my posiadaliśmy niewielką raczej i zdecydowanie smuklejszą i również czarną suczkę wabiącą się Mucha ( nie wiedzieć dlaczego ). Były to psy podwórzowe, większość swego życia spędzające w łańcuchach na szyi i uwiązane przy budach. Zdaje się, że Murzyn miał nieco znośniejsze życie i cieszył się nieco większą wolnością jako również pies pasterski. Los psów wiejskich w owym czasie był zaiste godzien pożałowania. Poprzestańmy na tym, bo od samych wspomnień w tej kwestii .... słabo mi na duszy, niedobrze.
U Bernarda droga od pomysłu do realizacji była krótka. Ze starych opon rowerowych przy pomocy prostych narzędzi do naprawy końskich uprzęży uszył uprząż dla psów ( na wzór tych końskich ), zaprzągł psy do sanek... i hajda w drogę. Poczciwych kundli nie trzeba było długo uczyć, po paru zaledwie godzinach pojęły o co chodzi i z wielkim zapałem ciągnęły sanie, pilnie bacząc, by żadne z nich nie ociągało się w robocie. Ociągający się bywał natychmiast karcony kąsaniem, warczeniem w najlepszym wypadku. Ten Muszo- Murzynowy psi zaprzęg w mig opanował marszrutę trasy miedzy domami Babci a naszym w obie strony. Odległość 1,5 km pokonywał przy ustalonej sannie w kilka minut ciągnąc mnie i brata, ciężar wcale niemały. Cierpliwie czekał leżąc na mrozie u sań, aż „panowie” skończą wizytę w domu i dadzą sygnał do drogi. Po prostu lubiły tę robotę. Psy wnet pojęły też, że mogą biegać po innych trasach, choć na tych innych szło im zdecydowanie gorzej, zwłaszcza na rozstajach  dróg.
Zdarzały się oczywiście  pewne zaburzenia w pracy zaprzęgu najczęściej powodowane pojawieniem się jakiegoś zwierzęcia – zazwyczaj innego psa albo zająca. Wtedy zapominały o swej powinności i ruszały w pogoń.
Rzecz jasna, że ten psi zaprzęg wnet wzbudził powszechną zazdrość u innych dzieciaków w Łosińcu. Rychło pojawili się naśladowcy. Nie wiedzieć czemu nie potrafili dorównać Bernardowi i jego psom.
Wspomniana Mucha wsławiła się niebywałym wyczynem. Ojciec podarował ją przyrodniemu bratu Józefowi Stasiakowi posiadającemu prywatną posesję w Poznaniu – Starołęce ( ul. Forteczna ). Mucha, mimo że miała tam z pewnością o niebo lepiej niż u nas, już po kilku dniach „zameldowała” się z powrotem na naszym podwórku u swojej więziennej budy. Ot, psie serce i psia wierność.
Muszka była niezwykle szybka, potrafiła doścignąć, a nawet prześcignąć zająca. Nie miała jednak instynktu łowcy – zabójcy. Pod koniec grudnia i na początku stycznia zające obchodzą swoje gody. W czasach, o których mówimy zajęcy było zatrzęsienie. W jasne, księżycowe noce na polach w pobliżu ich naturalnych siedlisk ( śródpolnych zarośli, których wtedy było jeszcze sporo ) od zajęcy aż się mrowiło. Szczuliśmy je wtedy naszą Muchą w nadziei, że któregoś upoluje. Muszka ochoczo biegała wśród zajęcy, przewracała je nosem i... nic. Ani w głowie jej było zagryźć któregokolwiek.
Jeżeli istnieje Niebo, to nie wyobrażam sobie, aby nie było w nim Muszki; a mój brat Bernard zimową porą, kiedy już ustali się sanna, nie przejechał się psim zaprzęgiem.              


Podstawowa wiedza o nazwisku Mazurek

Najpierw parę uwag ogólnych z Wikipedii, wolnej encyklopedii:
Nazwisko – nazwa rodziny, do której dana osoba przynależy. Wraz z imieniem stanowi u większości ludów podstawę identyfikacji danej osoby.
Nazwiska w Polsce to późne historycznie zjawisko, ponieważ powstały dopiero u schyłku średniowiecza. Przedtem większość naszych protoplastów posługiwało się tylko imieniem. Nazwiska pochodzą od przezwisk nadawanych osobom, które później przechodziły na wszystkich ich potomków. Stąd tak popularne w Polsce nazwiska wywodzące się od nazw zawodów, miejsca zamieszkania lub pochodzenia czy cech wyglądu. Nazwiska początkowo objęły szlachtę (XV – XVI w. ) i stopniowo rozprzestrzeniały się na mieszczaństwo i chłopstwo. W dwóch ostatnich grupach społecznych proces ten trwał do poł. XVII w. Wyjątkowo na niektórych terenach ( np. Wielkopolska, Płockie, Kresy Wschodnie ) i u niewielkiego odsetka osób trwał on nawet do XVIII w. W okresie staropolskim posiadanie nazwiska regulowało prawo zwyczajowe. Dopiero państwa zaborcze przez stosowne akty prawne wprowadziły obowiązek posiadania nazwiska przez wszystkie grupy społeczne ( m. in. przez Żydów, bowiem dotąd zwyczaj ten wśród nich się nie przyjął ). W zaborze pruskim regulował to „General – Juden Reglement” z 1797. W zaborze austriackim obowiązek posiadania stałych nazwisk wprowadził cesarz Józef II w roku 1872, ponadto w tym zaborze w roku 1887 przez założenie „Izraelickich Ksiąg Metrykalnych” obowiązkiem posiadania nazwisk objęto mieszkańców wyznania mojżeszowego. W zaborze rosyjskim przymus posiadania nazwiska dziedzicznego wprowadzono dopiero w 1845.
Badacze od wielu lat starali się zdefiniować nazwisko jako odrębną jednostkę językową i historyczną ( prawną ). W wyniku ich ustaleń można przyjąć, że jest to jednostka obowiązkowa, dziedziczna i niezmienna w swojej formie słowotwórczej, fonetycznej i graficznej.
W tym ścisłym znaczeniu nazwisko na ziemiach polskich funkcjonuje na podstawie prawa stanowionego dopiero od XIX w., a więc zaledwie od  dwustu lat. Przedtem na tym polu panował chaos tak znaczny nieraz ( szczególnie na wsi wśród chłopów ), że „jedna osoba w ciągu swojego życia mogła mieć kilka różnych nazwisk, i tak: od ojca, od matki, od miejsca, z ludzkiego wymysłu.”35 Praktyka nadawania nazwisk była bardzo bogata. Nazwisko mogło przechodzić nie tylko z ojca na syna, ale też z teścia na zięcia. Niejednokrotnie wdowa nosząca nazwisko po pierwszym mężu przenosiła to nazwisko na drugiego męża. Ostatni sposób ekonomiczny polegał na tym, że osoba nabywająca daną chałupę, gospodarstwo lub pole była nazywana nazwiskiem dotychczasowego właściciela. Słowem – był to istny galimatias, który dzisiejszych genealogów może przyprawić o ból głowy i wodzić na manowce w poszukiwaniach przodków. Trzeba też wiedzieć, że wprowadzenie przez zaborców stosownych aktów prawnych odnośnie obowiązku posiadania stałych i dziedzicznych ( po ojcu ) nazwisk nie uporządkowało wspomnianej dowolności w sposób całkowity, albowiem pojawiły się nowe nieścisłości związane z zapisem nazwisk w języku zaborców.
Nazwisko Mazurek wg. Wikipedii:
Mazurek ( forma żeńska Mazurek, Mazurkowa, Mazurkówna; liczba mnoga Mazurkowie ). Wedle typologii nazwisk ( jest taka dziedzina wiedzy ), nazwisko Mazurek jest nazwiskiem odmiejscowym i od nazw etnicznych ). Jedno z popularniejszych polskich nazwisk, noszone przez około 29 800 osób ( jednak dopiero druga 50 – tka ), w tym najwięcej mieszkających w okolicach Warszawy ( 1560 ) i na terenie byłego województwa bialskopodlaskiego ( 736 ). Nazwa jest zdrobnieniem słowa Mazur, czyli mieszkańca Mazowsza. Sugestia, że nazwisko              ( słowo ) Mazur oznacza obywatela ziemi mazurskiej jest raczej błędna, bowiem nazwa regionu Mazury powstała  na dobrą sprawę dopiero na początku XIX w. ( a nazwiska Mazur i Mazurek spotyka się od ponad 400 lat ). Dla ścisłości wypada zaznaczyć, że nie jest to jedyna z możliwych interpretacji pochodzenia słowa „Mazur”. Jest ich więcej, przyjmuję jednak tę ze względu na najsolidniejsze zakotwiczenie w wiarygodnych faktach historycznych.
Rzeczownik Mazur pochodzi od przedrostka „maz” – ( brudzić, smolić, mazać ) – pierwotnie słowo „maź”, oznaczało smołę i dziegć, pochodzi od zamieszkujących tutejsze lasy smolarzy – do których dodano przyrostek – ur. Wyraz ten był znany od XV w. Mazury stanowią liczbę mnogą.
Bezpośrednie pochodzenie nazwy należy wiązać z Mazowszem, jako, że w dawnej polszczyźnie Mazur to mieszkaniec Mazowsza, czyli dzisiaj powiedzielibyśmy Mazowszanin. Nazwa Mazury pochodzi od Mazurów – Mazowszan, którzy już od czasów krzyżackich zaczęli zasiedlać te tereny zajmując miejsce eksterminowanych Prusów. Za Mazury uważa się polskojęzyczną część Prus Wschodnich, co dodatkowo potwierdza to rozumowanie.
Mazur to 14 – te najbardziej popularne nazwisko w Polsce ( nosi je 66 773 Polaków – te i powyższe dane liczbowe z 2002 r. )
Znaczna liczba osób noszących to nazwisko może wiązać się z faktem, że z przeludnionego Mazowsza pochodzili liczni koloniści zasiedlający stopniowo różne tereny dawnej Rzeczypospolitej.36Dodatkowym impulsem do emigracji z Mazowsza, zwłaszcza chłopów, była „ponadnormatywna” liczba szlachty w tej krainie ( około 20% ogółu ludności przy średniej krajowej wynoszącej 10% - dla porównania średnia europejska to 3% ). Główny, choć nie jedyny!, kierunek ekspansji Mazurów to południowy wschód ( aż na Podole ).
W przysłowiach ludowych Mazur oznaczał człowieka upartego i walecznego („Mazur, gdy go oddadzą do dworu: pierwszego roku kpią z niego, drugiego  on drwi z drugich, trzeciego iz z samego pana”37; „Polak do rady, Litwin do zwady, Mazur do boju, Niemiec do stroju, Włoch do lutni, Rusin do bałamutni” z 1640 ).38  Zdarzały się też określenia mniej pozytywne: Mazur oznaczał uciążliwego osadnika, w literackiej wersji bajki Adama Mickiewicza „Trójka koni”- Mazur znaczy tyle co prostak, Heciak – w mowie ludu Rusi Czerwonej: prostak, cham, gbur ( od okrzyku na konie „hetta” ). Wszystko to co określa Mazurów odnosi się w całej rozciągłości do Mazurków z zastrzeżeniem niuansów językowych – zdrobnienia nazwisk mogą ocieplać wizerunek osób je noszących, ale mogą też przestawiać je w sposób lekceważący , karykaturalny, ośmieszający.
Jak Mazurkowie dotarli do Wielkopolski, a zwłaszcza do interesujących nas jej południowo – zachodnich rejonów czyli pod Krotoszyn i Odolanów? Nie będziemy tutaj tego problemu dogłębnie roztrząsać, bo obracalibyśmy się więcej w sferze mitów i mniej lub bardziej prawdopodobnych przypuszczeń aniżeli rzeczywistych faktów historycznych. Wspomnę jedynie o paru sygnałach. Wedle tradycji rodzinnej często podnoszonej przez mojego Ojca Stanisława Mazurkowie w uprzednio wymienione tereny Wielkopolski przywędrowali z Malopolski ( „z krakowskiego” ), wygnani stamtąd skrajną biedą ( słynną „nędzą galicyjską”). Jest to nie niemożliwe, ale raczej mało prawdopodobne. Po pierwsze dlatego, że apogeum niedostatku w Galicji spowodowane wieloma czynnikami, przeludnieniem wsi również, lokuje się chronologicznie raczej na połowę XIX w. ( co wcale nie oznacza, że przedtem i potem był to „kraj mlekiem i miodem płynący” ); po drugie zaś z tej przyczyny, że mamy bardzo poważne podstawy do przypuszczeń, iż nasi rodzinni przodkowie byli w interesującym nas rejonie Wielkopolski już w połowie XVIII w.39 W lustracji starostwa odolanowskiego z 1765 czytamy m. in: „Pustkowianie i młynarzów na Święty Marcin ich powinności:
Matus Cegła z farsą ryb jechać od stawów do hołdery w jesieni, przez zimę przez zimę ryb rozwozić i na przedaj dopóki są, gdzie trzeba i na wiosnę narybek od stawków do stawków rozwozić, póki trzeba i inne drogi odprawiać. Gdy się koło stawów budują, przez tydzień póki trzeba dwa dni w tydzień jedną osobę z siekierą do tej roboty wysyłać. Tłuki równo z gminami według potrzeby gruntowych odprawiać powinien. Drogi: jedna do Torunia, jedna do Poznania, i czynszować żyta 40 wiert wielką miarą.
Michał Mazur z farsą do ryb, także i inne powinności jak wyż wyrażone; drogi: jedna do Torunia, jedna do Poznania i czynszować żyta 40 wiert wielką miarą.”
Tenże Michał Mazur zamieszkiwał pustkowie zwane Mazury niedaleko wsi Daniszyn. Pustkowie to po prostu gospodarstwo oddzielne ( samotne ) poza wsią.
Oprócz w/w powinności na rzecz starostwa odolanowskiego, Michał Mazur, podobnie jak inni pustkowianie  ( wymienienie których tutaj pominięto ), płacil podatek państwowy                     ( pogłówne w wymiarze 31 zł ) i hybernę na rzecz wojska w wysokości 24 zł.
W roku 1786 przeprowadzono kolejną lustrację starostwa odolanowskiego. Na pustkowiu Mazury gospodarzył wtedy Wojciech Mazur.39 Z innych wielce szacownych i wiarygodnych źródeł wiemy, że Mazury ( miejscowość – pustkowie ) istniały bez wątpienia już w 1683 roku ( co wcale nie przekreśla ich wcześniejszego rodowodu ).46
Z cytowanego już opracowania Katarzyny Krüger wiemy, że w całej Polsce panował w XVII i XVIII w. zwyczaj, iż chłopi od miejsca które zamieszkują biorą przezwisko.40
Czy zatem pustkowie Mazury, dzisiaj już wieś w powiecie ostrowskim, było „matecznikiem”, z którego wyszli protoplasci naszego dziadka Sebastiana? Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa dla genealogii Mazurków łosinieckich, którzy spod Odolanowa się wywodzą.
W tym miejscu godzi się rozprawić też z mitem, że „mazurzenie”, czyli wymawianie spółgłosek „sz”, „ż”, „cz”, „dż” jak „s”, „z”, „c”, „dz” (zyto, copka, dzuma, sopka ) jest cechą charakterystyczną dla Mazurów – występującą tylko w ich dialekcie, różniącą ich od innych grup etnicznych. Otóż „mazurzą” nie tylko Mazurzy - mieszkańcy Mazowsza. „Przypadłość” ta występuje także w dialektach: małopolskim, północno-śląskim i na peryferiach Wielkopolski i nie ma ścisłego związku z osadnictwem ludności z Mazowsza ( choć tam zostało zapoczątkowane między wiekiem XIV a XVI ). Pisząc o „Mazurach Wieleńskich” przytacza Krüger następującą opinię językoznawców: „Mazurzenie może być samorodną zmianą dialektyczną lub też może stać w jakimś związku z mazurzeniem Połabian. Zresztą przypomnieć trzeba, że w ( Wielkopolsce ) mazurzy także część powiatu wolsztyńskiego i rawiccy Chazacy, oczywiście także Odolanów, Ostrzeszów, Kępno jako należące pierwotnie do Śląska”.41
Na koniec tych rozważań wypada  wspomnieć o najdawniejszych Mazurkach napotkanych przeze mnie w źródłach historycznych. Jak dotąd mogę się pochwalić trzema Mazurkami z XVI w. Wszyscy byli kmieciami i zostali wymienieni w „Wizytacji dóbr arcybiskupstwa gnieźnieńskiego i kapituły gnieźnieńskiej z XVI w.” Oto oni:
Mazurek Mikołaj         - rok 1539, kmieć z Czerlejnka42 ( dziś wieś w woj. wielkopolskim, pow.                                 poznański, gmina Kostrzyn )
Mazurek Piotr              - rok 1559, kmieć z Korytkowa43 ( dziś wieś w woj. kujawsko – pomorskim,                                       pow. inowrocławski, gmina Janikowo )
Mazurek Wojciech      - rok 1554, 1559, kmieć z Pawłowa44 ( dziś wieś w woj. wielkopolskim, pow.                                      gnieźnieński, gmina Czerniejewo )
Specjalnie nie szukałem, a w jednej pozycji znalazłem aż trzech. Mazurów też trzech. Oto oni:
Mazur Grzegorz                       - rok 1559, kmieć z Czerlejenka68
Mazur Jakub                           - rok 1534, kmieć z Czerlejenka69
Mazur Jakub z synem              - rok 1554, kmieć z Libartowa70
Także w tym źródle
Maszurek Mikołaj                   - rok 1512, kmieć z Wojkowa71
Zdaje się to świadczyć dość przekonująco o tym, że już w XVI w. nazwiska Mazur i Mazurek były dość popularne w Wielkopolsce.  Godny odnotowania jest też fakt, ze w tej samej wsi i prawie w tym samym czasie występują jednocześnie nazwiska Mazur i Mazurek.


Nazwiska Mazur i Mazurek i niektóre inne „łosinieckie” nazwiska wynotowane z niżej wymienionych źródeł drukowanych ( lub cytatów ze źródeł ). Mazurów i Mazurków wynotowywałem dokładnie ( należy jednak pamiętać, że człowiek jest istotą omylną ), pozostałe nazwiska raczej okazjonalnie.

Dzieje wsi wielkopolskiej. Praca zbiorowa pod red. Władysława Rusińskiego, Wydawnictwo Poznanskie, Poznań 1959:
Wawrzyn Mazur          - Czermin, pow.jarociński, 1713 ( patrz też niżej ), opis zniszczeń wojennych i skutków pomoru wśród ludzi i zwierząt, s.70- 71

Materiały do dziejów chłopa wielkopolskiego w drugiej połowie XVIII w. Z ksiąg grodzkich wyboru dokonał i wydał Janusz Deresiewicz, T. I, Województwo poznańskie, Zakład imienia Ossolińskich, Wydawnictwo PAN, Wrocław 1956:
Walek Mazurek z synem,  wieś Gralewo ( dziś pow. międzychodzki ), 1750 – 1751, niepoddani, domostwo przy dworze z izbą, oknami i piecem, s.5
Wojciech Gumny z Chojna ( w czasie spisu zamieszkały we wsi Kluczewo, pow. szamotulski, 1759 - 1760 ), żona Maryjanna, syn Jan, ociec Gumnego Łukasz, matka Jadwiga, parobek Wojciech z Kwilicza poddany. Ma pańskich wołów 4, konie 2, krowę 1. Swoich ma krowę 1, junca 1, jałowiznę 1, cielę 1. (...) Ci półślednicy robią w tydzień 3 dni bydłem, 6 dni ręczną. Dają czynszu zł 1, owsa wiert.6, kapłuny 3, kurę 1, jaj mend. 2. Przędą kądzieli szt. 4. Do tarcia mendli 3 albo po tynfie mendel. s.102 – 103
Jakub Gumny ( wieś Chojno, pow. szamotulski,  1759 – 1760 ), żona Regina , syn Bartłomiej, córka Barbara. Ma woły 2, krowy 2, jałowe 1. (... ) Ci budnicy czyli chałupnicy robią w tydzień ręczną 1, dają kurę 1, przędą kądziele szt. 2.W żniwa przez cztery tygodnie dni 2 w tydzień i tłuk 6 i każdy kto tam jest. s. 107
Józef Mazur ( wieś Boruszyn, pow. czarnkowski, 1787 ), wolny, płaci zł 56, robi bydłem dni 104 w rok. s. 207
Stanisław Mazur ( wieś i data jw. ), komornik, s.208
Sebastian Mazur ( wieś Tarnówek, 1787 ), komornik, s. 209
Adam Wentland ( wieś Komarzewo, pow. czarnkowski ), półgbur ( Niemiec ), s. 214
Marcin Wentland, jw.
Gotlib Wentland ( wieś Piotrowo, pow. czarnkowski ), półrolnik niemiecki., s. 214
Marcin Wentland, jw., s. 215
Michał Wentland, jw.
Mazur ( wieś Niepart, 1751), chałupnik, (...) ma budynki niezłe, s. 243, ten Mazur miał z pewnością na imię Wojciech, ta sama wieś , rok 1752, s. 250
Krupa Maciej ( wieś Kosieczyn, pow. międzyrzecki , 1753 ), poślednik
            Jan,  jw.
            Wojciech, jw.
            Maciej, chałupnik, reszta jw., s.255
Józef Żak ( wieś Boguszyn, pow, jarociński, 1754 ), kmieć z żoną, dziećmi, u niego za parobka Urban szwagier jegoż, dziewka Barbara. s. 272
Augustyn Mazurek (wieś Kruczyn, pow. jarociński ), półrolnik z żoną i dziećmi, u niego Jan Mazurek brat parobek i Antoni parobek służący, dziewka Zofija służąca i Mikołaj stary Mazurek. s. 272]
Wojciech Mazurek ( wieś Rogaczewo, pow. kościański, 1754 ), poddany, rataj, ma wołów 8 inwentarskich, z których para stara, nie zdadzą się do roboty.   s.279
Kurzawa Tomasz (wieś Jaskółki, pow. kościański 1770 ), chałupnik, s. 318
                Jan, jw. komornik, skotarz, s. 319

Materiały do dziejów.....Tom II:
Nie znaleziono Mazurów i Mazurków.

Materiały do dziejów....Tom III:
Mazurek rataj chałupę ma dobrą i insze budynki dobre, s. 279
Mazur chałupnik ( wieś Zalesie, pow. jarociński, 1786 ), ma chałupę w blochy starą, złą, nowy potrzebuje, stodoła z chrustu, chlewy stare.  s. 288

Inwentarze dóbr szlacheckich powiatu kaliskiego. Tom I od połowy XVI do połowy XVIII w., wydał Władysław Rusiński, Zakład imienia Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1953:
Jan Mazur ( Będzieszyn, parafia Szczury , 1569 ), kmieć, s. 19
Mazurek ( Strzałków, parafia Lisków,1578 ), kmieć, s. 34 – 35
Mazur ( Lubinia Mała, parafia Sławoszew, 1627 ),  najemnicy także na rzemieślnikach (... ), którzy czynszu dają groszy 54 i 2 dni robią w tydzień. s. 88 – 89
Mazur ( Szymanowice, parafia w miejscu, 1640 ), najemnik, u którego chałupa zła, s. 101
Szczepan Mazur ( Strzałków, parafia Lisków, 1648 ), poddany, s. 120
Mazurek ( Piwonice, parafia Dobrzec, 1649 ), ma wołów 4, parę koni, krowę 1. s. 120 – 121
Grzegorz Mazurek ( Piątek Wielki, parafia w miejscu, 1655 ), kmieć, wołów 4, koni parę, krów 2, świnie dwie pańskie. s. 129
Mateusz Mazur ( Dąbrowa, parafia Rajsko, 1658 ), kmieć, wołów ma 4, koni 2, krów 3. ( ... ) Ci kmiecie każdy dzień powinni robić co im każą, okrom dnia zupełnego wtorkowego, który wolny ma być od wszelki roboty. s 134
Grzegorz Mazur ( Piątek Wielki, parafia w miejscu, 1662 ), wołów 2, koni 3, krów 2, cieląt dwoje. s 150 . Porównaj z Grzegorzem Mazurkiem ze s. 129. Niewątpliwie chodzi o tę samą osobę! Mamy więc namacalny dowód na to, że w owych czasach nazwiska nie pojmowano w sposób zgodny z dzisiejszym, o czym zresztą w niniejszym opracowaniu była już mowa. Takich dowodów w cytowanym źródle można znaleźć o wiele więcej, np. kmieć Wojciech Koźlik ze strony 129 na stronie 150 występuje jako Wojtek Koziełek. I dalej jeszcze te same inwentarze:
Grzegorz Wypychałka, kmieć ze strony 129, to na stronie 151 Grzegorz Wypychała, zagrodnik
Paweł Pakułka, zagrodnik ze strony 129, to na stronie 151 Paweł Pakuła, zagrodnik
Wojtek ( bez nazwiska), zagrodnik ze strony 129, to najpewniej Wojtek Szwałek, zagrodnik ze strony 151
Witek Mazur ( Lenartowice, parafia w miejscu, 1685 ), kmieć, który sprzężaju zupełnie nie ma, tylko wołów 3, koni parę. s. 216
Jan Mazur ( Kuczków, parafia w miejscu, 1699 ), ma pańskich wołów para, robocizny 3 dni, kapłon, kura, s. 274
Mazuroska, chałupa zagrodnicza zła ( Gać Powęzowa, parafia Chlewo, 1700 ), s. 275
Mazurek ( Krowica, parafia Rajsko, 1701 ), kmieć poddany, który ma wołów 4, konia 1 i wóz z pługiem i z żelazami. s. 290
Okonek ( Podlesie, parafia Żerków, 1703 ), kmieć. s. 296
Mazuroska ( ... ) chałupa ( Czechel, parafia Kucharek, 1711 ) z gruntu zła, bi i sieni nie masz, z ogrodem i polami nie zasianymi, stodoła zła z gruntu. s. 315
Wawrzyn Mazur ( Czermin, parafia w miejscu, 1713 ), chałupnik, który miał córkę kowalowę Dorotę, umarła też żona i dwoje dzieci ( s. 335 ); zdechło jego własnego 5: wół, 2 krowy i 2 jałowiąt ( s. 336 )
Maciek Mazur ( Czerminek, parafia Gołuchów, 1714 ), chałupnik, wymieniony wpośród tych, którzy mają nadrujnowane Chałupy i stodółki. s. 341
Mazur ( Tursko Większe, parafia w miejscu, 1714 ), kmieć, ma wołów pańskich 3 i koni parę. s. 349
Mazurek Adam ( Piątek Wielki, parafia w miejscu, 1715 ), purolnik, robi dni 3 bydłem, wołów ma parę, koni para, chałupa dobra. s. 357
Okonek ( Podlesie, parafia Żerków, 1716 )
Adam Mazurek ( Piątek Wielki, parafia w miejscu, 1725 ), półrolnik, bydłem 3 dni robi, swoim pługiem, czwarty dzień ręczną robotą. s 445
Łuka Mazurek ( Krowica, parafia Rajsko, 1726 ), kmieć, ten ma wołów 3, koni 3 ( ... ) Ci kmiecie rabiają po dwojgu cały tydzień oprócz czwartku, 2 kapłony i jajec pół kopy; kądziel i stróża wg. zwyczaju dawnego. s. 469
Stasiak ( Kotowiecko, parafia Droszew, 1729 ), półrolnik, chałupa dobra, tylko ściana w izbie jedna od pieca zła. s. 508
Michał Stasiak ( Pieruszyce, parafia Czermin, 1730 ), kmieć, ( ... ) Ci mają wołów po 4, koni tyleż, po 2 krowy i insze zaś porządki, które należą do kmieci. Ci robią dwojgiem cału tydzień, czynszu zaś z nich każdy daje: kapłonów 6, jaj pól kopy, kądzieli zaś prząść każdy z nich 4 sztuki powinien. s. 515
Tomasz Mazurek ( Jaskółki, parafia Pogrzybów, 1731 ), zagrodnik, mieszka w dobrej chałupie, izba, izdebka, sień i komora, chlewów 3, stodoła o dwóch sąsiekach. Słomą wszystek przykryty. ( dalszego stanu posiadania i powinności nie wypisano – rejestr bardzo szczegółowy ). s. 547
Marcin Mazur ( Lubinia Wielka, parafia Szymanowice , 1731, 1732 ), chałupnik, ( ... ) równą robociznę i powinności robić powinien jako i drudzy. s. 558, 563
Jakub Mazur ( Piątek Wielki, parafia w miejscu, 1734 ), kmieć, jego chałupa dobra. s. 574
Maciek Mazur ( Twardów, parafia w miejscu, 1735 ), zdaje się, że w tej wsi były dwie osoby o tym samym imieniu i nazwisku: we dworze Maciek Mazur, parobek żeniaty. poddany i we wsi: chałupa Maćka Mazura dobra. Nie można jednak też wykluczyć, że chodzi o tę samą osobę. s. 578
Józef Stasiak ( Stojanówek Mały, parafia?, 1736 ), kmieć. s. 582
Kurzawa Jan ( Chojno, parafia Iwanowice, 1737 ), za kmiecia poddany, u którego chałupa stara w węgły, reperacyi potrzebuje, także chlewy i stodoła w dachu i ścianach zła. Bydła do roboty nie ma, tylko koni 2, wolu 1. s. 603
Wojtek Błaszczyk ( Kuszyn, parafia Kościelec, 1742 ), zagrodnik, poddany. s.648
Andrzej Mazurek i Łukasz ( Krowica, Hutki, parafia Rajsko, 1744 ) obadwaj kmiecie, powinni mieć po parze koni i 4 woły (... ) Robią dwojgiem co dzień, czwartek mają wolny, ale i ten za posługę pańszczyzny odrabiają. ( ... ) Dają kapłonów po parze i jajec po pól kopy. s. 775
Michał Kużawa ( Czekanów, parafia Lewków, 1744 ), zagrodnik, ten ma chalupę ze wszystkim niezłą i bydła ma pańskiego wołów parę, krowę i świnię, na żelaza wziął zł 4. s. 679
Andrzej Mazurek i Łukasz ( Krowice, parafia Rajsko, 1744 ), kmiecie, którzy mieć powinni po sześciorgu bydła do roboty, każdy dzień oprócz czwartku robią. s. 686
Mazurowska chałupa ( Strzałków, parafia Lisków, 1745 ), w której siedzi Stanisław świec, zagrodnik. s. 712
Maci Mazurek ( Lenartowice, parafia w miejscu, 1747 ), półrolnik, ma chałupę dobrą z ogrodem, wolów pańskich 4, koni 2, krowę i świnię 1. s. 748 ; wóz, pług i wszystkę, która należy do półrolnika, osadę. Sieją kmiece role, robią w tydzień od św. Wojciecha do św. Marcina 4 dni bydłem po dwojgu, od św. Marcina do sw. Wojciecha 3 dni bydłem po dwojgu. Kapłonów po 3 dają, jajec po mendelu, przędzy po trzy sztuki do przędzenia bierą; do strzyżenia owiec, kapusty siekania chodzić powinni. Do Zdunów i Leszna ze zbożem jeździć, do lnu tarcia i wybijania oleju chodzić powinni. s.750 - 751
Marcin Mazurek ( Zawidowice, parafia Lenartowice, 1747 ), chałupnik, (... ) Ci wszyscy chałupy z ogrodami mają dobre. Inwentarza i żadnej rzeczy pańskiej nie mają. s. 748 ( ... ) Chałupnicy robią od św. Wojciecha do św. Marcina po trzy dni po jednemu. Od św. Marcina do św. Wojciecha po 2 dni. Pańskiego nic nie mają , oprócz ról w polu. Kapłonów po 2 dają, przędzy po dwie sztuki przędą, w drogę koleją chodzić powinni. s.750 – 751
Wojciech Stasiak ( Górzno, parafia w miejscu, 1748 ), opis opustoszałej wsi, w której Wojciech Stasiak miał swoją chałupę
Paweł Mazur ( Lipe, parafia w miejscu, 1749 ), chalupa nowa i stodoła przy niej nowa

Inwentarze dóbr szlacheckich powiatu kaliskiego, Tom II, Wrocław 1959

Stasiak Wojciech ( Górzno, parafia w miejscu, 1752 ), karczma, w której mieszka Wojciech Stasiak, chałupnik. s. 35
Macij Stasiak ( Osuchów, parafia w miejscu, 1756 ), chałupnik, ten żadnej załogi nie ma, robi cały rok  każdy tydzień po 2 dni. Chałupę ma bez poszywki dobrej. s. 138
Maciek Stasiak ( Chodybki, parafia Koźminek, 1759 ), kmieć z osadą, to jest mający wołów 4, koni parę, świnię, wóz ze wszystkim okuciem, żelaza płużne, kosę sieczaną i trawną, siekierę.Chalupa jego jak w przyciesiach, tak w ścianach z grontu zła i spróchniała, kozły, dach ze wszystkim znacznej repaperacyi potrzebująca, od połowy wywrócona. s 199
Jędrzej Mazurek ( Piątek Wielki, parafia w miejscu, 1761 ), chałupnik, Zofiję żonę, Józefa, Marcina – synów (mający ). Ze dwora wóz, żelaza płużne, radlice, siekierę, kosę trawną. Chałupa z gruntu reperacyi potrzebna. Stodoła do obalenia skłonna. s. 237
Sebastyjan Szczepaniak ( Gołuchów, parafia w miejscu, 1762 ),zagrodnik. s. 270
Jakub Mazur ( Turska Wielkie, parafia w miejscu, 1762 ), kmieć. Chałupa niezbyt stara jeszcze dobra, z sienią, izbą i komorą, u której drzwi na zawiasach i hakach żelaznych troje, na biegunach drewnianych jedne. piec prosty, kominek dobry, okna trzy w drewno dobre. posowa nad izbą połowa z tarcic rżniętych, połowa z dylików, nad komorą i sienią z dylików. W tyle chlewik, u niego drzwi na biegunach drewnianych. Wystawa, tj. szopa ze ścianami, obory okoliste z dylików ; z chałupy stary także obory, które przed tą chałupą, sałek z dylików. poszycie miejscami stare, miejscami nowe. Wołów pańskich 2, koni 6, świnie 2, wozy 2, pługi 2, radła 2, kosy trawne 2, trzecia od sieczki, siekierę, sierpów 2.s. 276
Jan Mazurek ( Turska Wielkie, parafia w miejscu, 1762 ), zagrodnik; Chałupa stara i zła, z sienią i izbą. U której drzwi dwoje,  na biegunach drewnianych jedne, komora w sieni, u niej drzwi na biegunach drewnianych, trzecie drzwi na zawiasach i hakach żelaznych, Okno jedno w drewno oprawne, szyb 2 brakuje. Piec z kachli , prosty, zły, kominek zły, posowa z dyli zła. Chlewików 2 z chrustu, stodoła z chrustu, częścią z dylików. Poszycie stare. s. 295
Tomasz Szczepaniak ( Krajew, parafia?, 1762 0, zagrodnik. s. 304
Kazimierz Stasiak ( Grab, parafia Szymanowice, 1767 ), chałupnik, ma chałupę złą. s. 428
Walenty Kurzawa ( Gremblewo, parafia Lewków, 1770 ), półrolnik, ma chałupę z nowa dobrą. s. 509
Kazimierz Szczepaniak ( Zbiersk, parafia w miejscu, 1771 ), wzięty za forysia na wędrówkę poszedł; jego brat rodzony Mikołaj ze Zbierska na wędrówkę poszedł, trzeci brat ich Franciszek – i ten na wędrówce. Czwarty za kuchcika Jasiek do Kujaw wzięty. s. 557 – 558
Wojciech Mazurek ( Broniszewice, parafia, 1771 ), chałupnik. Robi 4 dni w tydzień, ma koni pańskich 3 i krowę1, wóz, pług z żelazami, kosy 2, trawną i sieczaną (... ), siedzi kumorą w karczmie pod kościołem. s. 567
Mazur ( Grodzisko, parafia w miejscu, 1771 ), ma chałupę dobrą, stodołę i szopę dobre. s. 580
Mazurek ( Lenartowice, parafia w miejscu, 1771 ), chałupnik. Także podług kwitu Mazurkowi chałupnikowi jęczmienia wiertli 2 ( idzie o rozliczenia w zbożu z poprzednim właścicielem, który był wyjątkowym łajdakiem ). s. 589
Stasiak ( Leziona, parafia Gostyczyna, 1773 ), półrolnik. s. 634
Franciszek Mazur ( Giżyce, parafia w miejscu ), półrolnik ?, razem z nim w komórce przystawionej do chałupy mieszkała Stanisławowa Mazurka. s. 696

Inwentarze dóbr szlacheckich z dawnego powiatu kaliskiego z lat 1776 – 1792. Część I: Inwentarze z lat 1776 – 1779. Zebrał i opracował Władysław Rusiński. W: Rocznik Kaliski , Tom XIV, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1981, s. 97 – 264

Matyjasz Stasiak ( Leziona, parafia Gostyczyna, 1776 ): W tej izbie mieszkają Matyjasz Stasiak z żoną Jadwigą, mają dzieci 4: Maryjannę, Giertrudę, Ignacego i Anastazyją, poddani – kowal. s. 165
Michał Stasiak ( Leziona, 1776, ten sam inwentarz ), chałupnik, żona Elżbieta, mają dzieci 3: Maryjanny 2 i Agnieszkę – córki. s. 165
Jan Stasiak ( Rychnów, parafia w miejscu, 1779 ), półrolnik, z żoną Katarzyną, matką żony swojej imieniem także Katarzyna i synem Tomaszem, bratem Antonim, szredniakiem także Antonim, mającym żonę i dzieci. s. 228
Frącek Stasiak ( Rosoczyca, parafia w miejscu, 1779 ), ma żonę, syn lat 6,drugi maleńki, córka lat 2, dziewka Maryjanna. ( ... ). s. 240 – 241, 261

Inwentarze...Część II: Inwentarze z lat 1780 – 1784. W: Rocznik Kaliski, Tom XV, Poznań 1982, s. 129 – 273.

Mazurek ( Majków, parafia Kalisz, 1780 ), chałupnik, poddany. s. 165
Urban Mazur ( Grodzisko, parafia w miejscu, 1781 ), ma chałupę z komorą z gruntu dobrą. Chlewy dobre, stodołę i szopę dobrą. s. 186
Piotr Szczepaniak ( Broniszewice, parafia?, 1782 ), półrolnik. s 243
Wojciech Mazurek ( Broniszewice.....1782 ), półrolnik. s. 243
Antoni Szczepaniak ( Broniszewice......1782 ), półrolnik. s 244
Kazimierz Szczepaniak ( Broniszewice.....1782), półrolnik. s. 244
Stanisław Olejnik ( Broniszewice.....1782 ), półrolnik. s. 244. (... ) Ci wszyscy mają po koniu jednym, wołów po parze, robią bydłem 2 dni, pieszo 4 dni, przędy dają sztuk 2, jaj po 15, kapłonów 2, czynszu po 2zł. s. 244

Inwentarze...Część III: Inwentarze z lat  1785 – 1792. W: Rocznik Kaliski, Tom XVI, Poznań 1883, s. 83 – 241

Piotr Szczepaniak ( Broniszewice ...1785 ), chałupnik, ławnik. Chałupa z sienią i izbą stara, pochylona, przyciesi wygniłe.s. 96
Wojciech Mazurek ( jw.), chałupnik. Chałupa stara, popodpierana, do reperacyi niezdatna. Obora i stodoła dobre. Temu zabrano do Grodzica wołu jednego. s. 96
Antoni Szczepaniak ( jw. ), chałupnik. Chałupa ze wszystkim dobra, z izdebką na przodku, w której mieszka komornica Traczewska. Stodoła dobra, obora i chlewy dobre. Temuż wzięto w szasie i innym krowę 1. s. 98
Kazimierz Szczepaniak ( jw. ), chałupnik. Chałupa ze wszystkim zła, popodpierana; obora, stodoła i chlewików 2 dobre. s. 98.
Błaży Stasiak ( Waliszewice, parafia Chlewo, 1785 ), półrolnik. s. 105
Marek Stasiak (jw. ), półrolnik. s 105. Mają po parze wołów dworskich i konia1, świnię 1, kosę trawną i sieczaną, sierp do żniwa 1. Czynszu dwóch daje mendel jaj, kapłona zaś każdy 1 oddać powinien; sztuki prząść i robociznę jak dawniej odrabiać powinni. s. 105
Szymon Mazurek ( Karmin, parafia w miejscu, 1788 ), luźny, półrolnik ze wszystką czeladzią ma wołów 2, koni 2,krowę, wóz, pług, radło, świnię – pańskie. Robi Każdy z nich bydłem w tydzień dni 4, po lasek 6 orzą, ręcznią po dwojgu dni 3, a gdy czas wożenia mierzwy nastąpi wożą dni 3 z nakładaczami po 2 rzędy na dzień; z nich każdy daje kapłonów 2jaj mendli 2, w żniwa odprawiają tłuki 3 pojedynczo , za co biorą za każdą tłukę piwa beczkę 1, do kapusty sadzenia, obsypywania, wycinania, siekania i w kłody pakowania, chmielu obierania wieczorami prócz zacięgu chodzić powinni, len także moczyć, suszyć i trzyć prócz zacięgu im się należy, oporządzać także sztuki: jedną cienką, a drugą grubą z kądzieli powinni; na kaszę ze spikrza brać, podsiewać zboże, jako i na oli powinni, stróżę nocną i dzienną kolejno po jednemu odprawować,lub roczniego mają trzymać stróża, oprócz tego przez czas latowy do pasienia koni i trzody kolejno chodzić powinni. Podymnego każdy płacić ma na jedną ratę po zł 5. s 170
Wojciech Mazur ( jw. ), chałupnik, luźny z wszystką czeladzią ma wołów 2, wóz, pług pańskie.  ( ... ) Ci wszyscy mają swoje wyznaczone role , robi z nich każdy w tydzień dni 4 po lasek 3, a ręcznią po jednemu dni 3, a gdy czas wożenia mierzwy nastąpi, tedy tylko wożą dni 3 bez nakładaczy, tłuki odprawują równo z półrolnikami i inne powinności , oprzędają pół sztuki grubej i pół cienkiej , stróżą t trzodę kolejno odprawują, kapłona każdy daje 1 i jajec mendel 1, podymnego na każdą ratę po zł 3 gr 15.  s. 171
Tomasz Stasiak ( Przyranie, parafia?, 1789 ),zagrodnik, ma chałupę niecałą, stodołę nową, oborę bez poszycia. Żonę ma Maryjannę Górniankę, dzieci jeszcze nie ma.Załogę ma: wołow parę, wóz, kosę,pług, więcej nic. s. 184
Benedykt Stasiak ( jw. ), zagrodnik, ma chałupę dobrą, stodołę spustoszałą, oborę przy niej dobrą, chlewików przy chałupie 2. Żonę ma Magdalenę Rochównę, syna ma 1 Antoniego, córek 2: Katarzynę i Rozaliję. Załogę ma: wołów parę, pług i półwozie, więcej nic. s 185
W/w Stasiakowie powtórzeni na  w inwentarzu z 1790 na stronie 215.

Królewszczyzny kaliskie w drugiej połowie XVIII w. Opracował i wstępem zaopatrzył Władysław Rusiński. W: Rocznik Kaliski, Tom XVII, Poznań 1984, s. 99 - 239
Szymon Olejnik ( Winiary, starostwo kaliskie, parafia?, 1765), pułrolnik, daje owsa wiertli 7, płaci 24 gr, daje 1 kapłona i 5 jajec; robi po dniu w tydzień bydłem tj.od Najśw. Panny Siewny aż do św. Małgorzaty po 2 dni ręczne a po nim bydłem. ( ... ) Żadnej załogi ani inwentarza pańskiego nie ma. s. 141
Filip Krzywda ( Łękociny, parafia Janków Zaleśny, starostwo odolanowskie, 1765 ), przeszły karczmarz mając dwie kmiece role i łąki do nich, z jednej roli czynszuje kontraktu zł 100. Z drugiej roli zaciąg odprawia tygodniowy. Z fasą z rybami gdzie trzeba , jachać prócz zacięgu      ( powinien ). ( Wespół z innymi ) len wychędożyć, tłuki odprawiać według potrzeby grontowej. Stróża do dworu danickiego konserwować. Nocnego stróża równo danickiemu kolejno co dzień posyłać powinni. Pogłówne płacić, hybernę płacić, hybrrnowy prowiant wieźć, gdzie trzeba, według dyspartymenty. s. 149
Michał Mazur ( zapisany tuż po osadzie Uciechów, parafia Sulmierzyce, starostwo odolanowskie, 1765 ), pustkowianin, z fasą do ryb, także i inne powinności jak wyż wyrażone ( tj. z fasą do ryb jachać od stawów do hałdery w jesieni, przez zimę z hałdery ryb rozwozić i na przedaj póki są, gdzie trzeba i na wiesnę narybek od stawków do stawków rozwozić, póki trzeba i inne drogi odprawiać.Gdy się około stawów budują, przez tydzień póki trzeba 2 dni w tydzień jedną osobę z siekierą do tejże roboty wysyłać. Drogi: 1 do Torunia, 1 do Poznania iczynszować żyta 40 wiert. wielką miarą. s. 152. Pogłówne  ( płacić ) 31 zł. s 157
Kazimierz Mazur ( Tykadłów, parafia?, starostwo kaliskie, 1778 ), pułrolnik, ma chałupę,w której mieszka, starą, wielkiej reperacyi potrzebującą. s. 180
Wawrzyn Olejnik ( Tłokinia, parafia?, reszta jw.. ), pułrolnik. s. 183
Maciej Lis (Gliśnica, parafia?, starostwo odolanowskie, 1786 ), chałupnik. s. 194
Józef Ćwiertniak ( Nabaszyce, parafia?, reszta jw. ), pułrolnik. s. 195
Józef Krupa ( jw. ), s. 195
Franciszek Krupka ( jw. ). 195
Grzegorz Lis ( jw. ), chałupnik. s. 195
Łukasz Lis ( Daniszyn, parafia Janków Zaleśny, starostwo odolanowskie, 1786 ), pułrolnik. s. 197
Stanisław Błaszczyk ( jw. ), s. 197
Filip Krzywda ( Łąkociny, parafia Janków Zaleśny, starostwo odolanowskie 1786 ), karczmarz mający dwie chałupnicze role i łąki z tej roli i karczmę, czynszował przedtym zł 100, lecz teraz, że utracił w rozgraniczeniu nieco gruntu, daje zł 84. Tenże z fasą jedną z rybami, gdzie potrzeba Jachać powinien. s. 198
Franciszek Olejnik ( Chruszczyny, parafia Sulmierzyce, starostwo odolanowskie, 1786 ), chałupnik. Robi w tydzień po 2 dni, Przędzie po 2 sztuki. s. 200
Franciszek Szczepaniak ( jw. ), chałupnik. Robi latem w tydzień po 2 dni a zimą dzień 1. s. 200
Stanisław Krzywda ( Janków, parafia Janków Zaleśny, starostwo odolanowskie, 1786 ), soltys mający okupną karczmę, z które w żniwa odrabia dni 6. Jedną fasą do ryb od stawów do stawów i narybek wozić powinien. Czynszuje: 30 zł 4 gr, 2 gęsi, 2 kapłony. s. 200.
Kulas ( jw. ), okupnik. s. 200
Kulasik ( jw. ),czynszuje 8 zl. s. 200
Krzywda ( jw. ), kowal. s 200
Paweł Frącek( Świeca, parafia?, starostwo odolanowskie, 1786 ), gospodarz mniejszy. s 202
Maci Murek ( jw. ), komornik. s 202

Wojciech Bystrek, ( Garki, parafia Odolanów, starostwo odolanowskie, 1786 ), sołtys, ma grunt, z którego jest sołyysem. Czynszuje 20 zl 6 gr. s. 206
Jakub Krupa ( Bugdaj, jw. ), orze po 3 razy w rok po 15 zagonów i po 8 dni w żniwa, płaci 16 zł 12 gr, przedzie kadzieli sztuk 2. s. 208
Marcin Mazurek (jw. ), w żniwa odrabia ręczno 8 dni, płaci, 10 zł 20 gr, przędzie kądzieli sztuk 1. s 208
Maciej Krupa ( jw. ), robi we żniwa po dni 4, płaci 2 zł 18 gr, przdzie kądzieli sztuk 1. s. 208
Jan Wieczorek ( Uciechów, parafia Sulmierzyce, starostwo odolanowskie, 1786 ), kowal, gospodarz mniejszy. s 210
Wojciech Krupa ( Chwaliszew, reszta jw. ), chałupnik. s 211
Wojciech Mazur ma grunt pod Daniszynem za przywilejem księcia Aleksandra Józefa Sułkowskiego, starosty odolanowskiego, z konfirmacyją królewską ( powinności patrz wyżej Michał Mazur, z tym, że czynszuje na rok żyta ćwirrtni 10 miary szulmierskiej ), pustkowianin. s. 212
Wojciech Bystry ma grunt pod wsią Daniszynem też za przywilejem w/w, pustkowianin. s. 212
Kazimierz Mazur ( Russów, parafia?, starostwo kaliskie 1790 ), pułrolnik, zamieszkujący w jednej chałupie wespół z z Józefem Guziaczykiem- zagrodnikiem; chałupa w reglówkę ściany mająca, 2 szorami szkudeł pokryta i s.p.Stodoły 3 z dyli, s.p.Chlewów 4, ściany z dyli s.p. s. 229


Mazurek w internetowych publikacjach źródeł historycznych:

Kataster pruski z 1772 ( West Prussian Land Records ):
Mazurek Jacob – miejscowość Kacperal, pow. Mogilno
( bardzo dużo Masur i Masur – nie wynotowywano )
Kataster pruski z lat 1793 – 1794 ( Land Records of South Prussia ):
Masureck Valentin                   - Wulka Komorowska, pow. Brześć Kujawski, woj.. płockie
Masurek Anton                       - Oschna, pow. radziejowski, woj. płockie
Masurek Franz            - Słupia, pow. poznański
Masurek Mathias                     - Raciecino, pow. Radziejewo, woj. płockie
Masurek Thomas                     - Tyniec, pow. Kalisz
Masurka Theresia                    - Bieczyny, pow. Kościan
Masurka                                  - Hummer?, pow. Babimost
Mazurek Jacob                        - Jarocin
Mazurek Anton                       - Kościelna Wieś, pow. Brześć Kujawski
Mazurek Józef             - Brodza, pow. Kalisz
Mazurek Laurentius                 - Szelejewo, pow. Krobia
Mazurek Wawrzon                  - j.w.
Mazurkowa Laura                   - Belenczin
( sporo Masur i Masuhr – nie  wynotowywano ).
Wedle mojej wiedzy w/w katastry były spisem wszystkich głów rodzin - właścicieli nieruchomości ( w tym rzecz jasna również szlachty, nie tylko wyłącznie szlachty jak sądzą niektórzy ). W/w źródła nie są skanem oryginalnych dokumentów, dlatego należy do nich podchodzić z dużą rezerwą i ostrożnością – ich wiarygodność jest wątpliwa zwłaszcza w zakresie kompletności. Źródła te jednak realnie istnieją ( nie są wirtualnym wymysłem ). Można z nich korzystać za pomocą internetu pod adresem www.odessa3org za odpłatnością lub też pojechać do stosownego archiwum w Niemczech.
Odnośnie w/w Jakuba Mazurka z Jarocina: są znane imiona trojga jego dzieci, które brały śluby w parafii Jarocin.88 W roku 1801 związek małżeński zawarli:
1. Fransiscus Mazurek, ur. w 1776 i Petronela Łagodzińska, ur. w 1776
2. Thomas Mazurek, ur. w 1778 i Hedvigis Rakoska, ur. w 1782
W roku 1803:
3. Teresia Mazurek, ur. w 1785 i Lucas Maliński, ur. w 1779
Jako ciekawostkę podaję też, że nazwisko Mazurek ( tyczące konkretnych osób ) znajduje się w archiwum rosyjskim w dalekim Omsku na Syberii ( Państwowe Archiwum Omskiego Okręgu ). Aleksander Arnoldowicz Magieramow ( Магерамов Александр Арнольдович ) na podstawie dwóch zespołów dokumentów z tegoż Archiwum napisał pracę „Jeńcy z armii napoleońskiej zesłani do Omska i wcieleni do Sybirskiego Kozackiego Wojska”. W alfabetycznym spisie osób, które znalazły się w niewoli rosyjskiej po wojnie francusko – rosyjskiej w 1812 roku i służyły w „kozackim” wojsku na Syberii widnieją m. in. nazwiska: Walenty Mazurek i Stanisław Mazurek. W książce Magieramowa znajdujemy też potwierdzenie, że największa liczba Polaków pod napoleońskimi sztandarami pochodziła z Wielkopolski ( Poznańskiej Guberni ), stąd też Wielkopolanie stanowili największy odsetek jeńców, a później żołnierzy „kozackiego” wojska. Pewna część tychże jeńców i żołnierzy pozostała dobrowolnie na stałe w służbie carskiej na dalekiej Syberii, znaczna ich ilość była od 1814 sukcesywnie zwalniana i powróciła do Ojczyzny.
Jest raczej mało prawdopodobne, by któryś z wspomnianych tu Mazurków był moim przodkiem. Jednak całkowicie takiej ewentualności wykluczyć nie można. Oczywista, że z list nazwisk publikowanych w internecie ( zazwyczaj na rozmaitych stronach poświęconych genealogii – licznych bardzo, choć nie tylko ) można wynotować znacznie więcej Mazurków. Nie ma to jednak większego sensu, ponieważ, jak wyraźnie i kilkakrotnie na stronach tego opracowania zaznaczyłem, najważniejszymi ( chociaż nie jedynymi ) źródłami rozstrzygającymi o naszym pokrewieństwie z przodkami są księgi metrykalne ( głównie parafialne ). Podane powyżej przykłady mają ilustrować początkującym i „leniwym” genealogom – amatorom, że przy dużym „szczęściu” można ustalić swoich protoplastów, sprzed wieków nawet, nie ruszając się z domu przy pomocy internetu. Nie ma w tym nic złego, przeciwnie nawet, bo brakiem rozsądku i zwyczajną głupotą jest wyważanie otwartych drzwi. Nie jest grzechem w naukowych dociekaniach korzystanie z owoców czyjeś pracy, postępkiem nagannym ( przestępstwem wprost, określanym jako plagiat ) jest skrywanie                   ( zatajanie ) takiej korzyści.

Ilustracje












PRZYPISY:
1 . APG , Zespól: Akta Gminy Skoki, Seelen=Liste , Losiniec w. Hufen Loschinjetz, syg. 285, s. 144
2. Tamże, s. 138
3. Sąd Grodzki w Wągrowcu, Księgi Wieczyste Dawne, Łosiniec NowyT. II, Blatt ( Księga ) 31
4. Tamże, Blatt 36
5. Tamże, Blatt 58
6. APG, jak przypis 1
7. APP, Zespół: Państwowy Bank Rolny. Oddział w Poznaniu, syg. 3940
8. Tamże
9. I. Kostrowicka, z. Landau, J. Tomaszewski, Historia gospodarcza Polski XIX i XX w., Książka i Wiedza, Warszawa 1984, s. 467
Słownik historii Polski, Wiedza Powszechna, Warszawa 1973, s. 648
10. APP, Zespół: Państwowy Bank Rolny. Oddział w Poznaniu, syg. 3940
11. APG, Zespół Akta Gminy Skoki, syg. 285, s. 138
12. APG, Zespół Akta Gminy Skoki, syg. 286, s. 229
13. APG, Zespół: Starostwo Powiatowe Wągrowiec, syg. 167, 168
14. Tamże
15. APP, Zespół: Szkoły powszechne województwa poznańskiego, Kronika Katolickiej Szkoły w Łosińcu, syg. 224
16. APG, Zespół; Akta Gminy Skoki, syg. 12
17. Tamże, syg. 20
18. Tamże, syg. 50
19. Tamże, syg. 20
20. Tamże, syg. 35
21. Tamże, syg. 50
22. APP, jak przypis 15
23. APB, Zespół: Pruska Komisja Generalna dla Prowincji Zachodnio – Pruskiej i Poznanskiej w Bydgoszczy, syg. pow. Wągrowiec, wieś Łosiniec, teczka l – 69, Verzeichniss der Rentenkaufer von Losiniec, Kreis Wongrowitz ( daty skrajne; 21.07.1892 – 17.11.1895 – Wykaz nieruchomości z Łosińca, pow. Wągrowiec
24. APG, Zespół; Akta Gminy Skoki, syg. 286. s. 205
25. Sąd Grodzki w Wągrowcu, Księgi Wieczyste Dawne, Łosiniec Nowy, Tom II, Blatt 44, 50
26. APP, Zespól: Szkoły powszechne województwa poznańskieko, Kronika Katolickiej Szkoły w Łosińcu, syg. 224
27. APG, Zespół: Akta Gminy Skoki , syg. 50
28. Tamże, syg. 51
29. APG, Zespół: Starostwo Powiatowe w Wągrowcu, syg. 167
30.APG, Zespół: Akta Gminy Skoki, syg. 285
31. APP, Zespół: Szkoły powszechne województwa poznańskiego, Kronika Katolickiej Szkoły w Łosińcu,  syg. 224
32. Kancelaria Kierownika Punktu Filialnego w Łosińcu  Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Jabłkowie, Protokóły z posiedzeń Rady Szkolnej Miejscowej ( daty skrajne: 30.08.1925 – 15.10.1937 ). „Dawniejszy reudant kasy szkolnej p. Mazurek Sebastian zdał dotychczasowe swoje urzędowanie i zdał swoje sprawozdanie za rok szkolny 1932/33 i 1933/34.
a) dochody w roku szkolnym 1932/33             1027 zł
b) Rozchody                     1932/33                 1056,19
                                               niedoboru        =  29,19
W tej sumie znajduje się kwit prywatny na 240 zł za węgiel dla szkoły, zanotowany 21 października 1932 w księdze kasowej, wystawiony przez p. Sebastiana Mazurka, którego M. R. Szk. nie przyjęła.” Tak więc miał dziadek kłopoty finansowe. Zdanie kasy szkolnej zajęło mu prawie 10 miesięcy.
33.Wedle wielu relacji mieszkańców wsi miał być sołtysem. Póki co, brak jednak dokumentów potwierdzających to sołtysowanie. Natomiast istnieją pewne poszlaki w Protokołach Rady Szkolnej Miejscowej.
34. Zygmunt Lubieniecki, Jubileusz 60 – lecia OSP w Chruszczynach, s. 3 (źródło internetowe, http:/ www. ostrówwielkopolski. pl )
35. Katarzyna Krüger, Społeczeństwo tzw. „Mazurów Wieleńskich” na podstawie „Genealogii wszystkich familii Parochii Wieleńskiej przez X Antoniego Ronza Kanonika Warszawskiego Proboszcza Wieleńskiego Roku Pańskiego 1786”., Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM, s.48
Józef Widajewicz, Nazwiska i przezwiska ludowe. Studium z dziejów wsi polskiej XVII i XVIII w. W: Pamiętnik Historyczno – Prawny pod red. Przemysława Dąbkowskiego, Nakładem Redakcji z zasiłkiem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, Lwów 1925. s. 8 - 10
36. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, tom VI.III. Etnografia i stosunki społeczne, s. 191
Zygmunt Gloger. Encyklopedia Staropolska, Tom IV, s.390 - 396
37. Zbigniew Benadyktowicz, Portrety „obcego”: od stereotypu do symbolu, s.186
38. Ruch Literacki, PAN, 1988, t.29, s. 92
39. Zygmunt Lubieniecki, Zarys wsi Cegły,
40. Katarzyna Krüger, Społeczeństwo..., s.47
41. Encyklppedia PWN ( wydanie internetowe )
Katarzyna Krüger, Społeczeństwo..., s. 8, 9
Gwary polskie – przewodnik multimedialny pod red. Haliny Karaś ( źródło internetowe )
Wikisłownik (źródło internetowe )
42. Boleslaw Ulanowski, Wizytacje dóbr arcybiskupstwa gnieźnieńskiego i kapituły gnieźnieńskiej z XVI w; Visitationes bonorum archiepiskopatus necnon Capituli Gnesnensis Saeculi XVI, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1920, s. 550
43. Tamże, s.621, 622
44. Tamże, s.642
45. Project Poznań ( źródło internetowe )
46. Stanisław Kozierowski, Badanie nazw topograficznych dzisiejszej archidiecezji poznańskiej, Towarzystwo Przyjaciół Nauk Poznańskie, Poznań 1916, s.449
Archiwum Archidiecezjalne w Poznaniu, Tytuł jednostki: Wizytacja archidiakonatu śremskiego przez Ignacego Gnińskiego archidiakona śremskiego, s. 805 ( Lp. 21, nr zespołu 0012, nazwa zespołu:AV 17, daty krańcowe 1672, 1683 – 85 )
47. Archiwum Państwowe w Poznaniu, Zespół: Akta Stanu Cywilnego parafii rzymskokatolickiej Sulmierzyce, pow. odolanowski, syg. 1 ( Duplikat metryk urodzenia, zaślubin i umarłych w Parafii Sulmierzyckiej Powiatu Odolanowskiego od dnia 1go miesiąca stycznia 1819 aż do dnia 31 grudnia tegoż roku )
48. Tamże
49.Tamże
50. APP, Zespół jw., mikrofilm 0 – 23289 – 0 – 23343
51. Tamże
52. Tamże, patrz też: Duplikat zmarłych parochii Szulmierzyc, syg.10- rok 1823
53. Tamże, patrz też: Duplikaty ochrzczonych, zmarłych i zaślubionych w Parochii       Szulmierzyckiej za rok 1828, syg. 11
54. Tamże
55, Tamże
56. APP, Zespół: Akta Stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej Janków Zaleśny, pow. krotoszyński, mikrofilm 0 – 7829 – 7835
57. Tamże
58.APP, Zespół: Rentenbank Poznań, syg. 1241; Rentenkataster, Gemeinde Chruszczyn, Kreis Aldenau
59. Tamże, Zespół j.w., syg. 3492, Zespół:Landratura Odolanów, syg. recesy 45,46
60. APP, Zespół:Bank Rentowy w Poznaniu, syg. 1265 ;Zespół: Starostwo Powiatowe w Odolanowie, syg. recesy 229
61. APP, Zespół; Starostwo Powiatowe w Odolanowie, syg. recesy18, 23
62. APP, Zespół j.w., reces 44
63. APP, Zespół: USC Kuszewo, Księga urodzeń 1894
64. Tamże, Ksiega Urodzeń 1895
65. Materiały do dziejów chłopa wielkopolskiego w drugiej połowie XVIII w. Z ksiąg grodzkich wyboru dokonał i wydał Janusz Deresiewicz, tom I Województwo poznańskie, Zakład Imienia Ossolinskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1956, s.102 – 103
66. Tamże, s. 107 – 108
67. Józef Widajewicz, Nazwiska i przezwiska ludowe. Studium z dziejów wsi polskiej XVII i XVIII w., Lwów 1925, s. 8 – 10
Katarzyna Krüger, Społeczeństwo..., s.48
68. Bolesław Ulanowski, Wizytacje dóbr..., 653
69. Tamże, s.496
70. Tamże, s.582
71. Tamże, s.402
72.APP, Zespół: Akta Stanu Cywilnego Parafii Rzymskokatolickiej w Odolanowie, syg. 5
Władysław Rusiński, Królewszczyzny kaliskie w 2 połowie XVIII w., W: Rocznik Kaliski, Tom XVII, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, s. 205 - 206
73.APP, Zespół: Landratura Odolanów, syg. 14 ( Recesy Chruszczyn), 15 ( Einteilungs Register von der Feldmark Chroszczyn ), 16 ( Grenzvermessungregister Chruszczyn, Kreis Odolanow )
74. Tamże
75. Tamże, recesy 14
76. Tamże
77. Patrz przypis 73
78. APP, Zespół: Starostwo Powiatowe w Odolanowie, syg. recssy 14
79. Tamże, recesy 14,15,16
80. Dzieje wsi wielkopolskiej, opracowanie zbiorowe pod red. Władysława Rusińskiego, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1959, s. 143
81.Królewszczyzny kaliskie w drugiej połowie XVIII wieku. Opracował i wstępem zaopatrzył Władysław Rusiński. W: Roczniki Kaliskie, tom XVII, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1984, s.199 - 200
82. APP, Zespół: Landratura Odolanów, syg. recesy 44
83. Stanisław Kozierowski, Badanie nazw topograficznych dzisiejszego arcybiskupstwa poznańskiego, Towarzystwo Przyjaciół Nauk Poznańskie, Poznań 1816, s.449
84. AAP, Baza danych ( źródło internetowe )
85. Archiwum Państwowe w Kaliszu, Zespół: Akta USC Sulmierzyce, Księga Ślubów 1893
86. APP, Zespół: Błaszczykowie, syg. 1
87. Aleksander Arnoldowicz Magieramow, Jeńcy z armii napoleońskiej zesłani do Omska i wcieleni do Sybirskiego Wojska Liniowego, publikacja  internetowa
88. Baza ślubów z wielkopolskiej parafii Jarocin z lat 1766 – 1803 w opracowaniu Chrystiana Orpela, w: Spisy osób, publikacja internetowa ( Publikacje Minakowskiego )
89. AAP, syg. PM 290/6,  mikrofilm 502, pozycja na mikrofilmie 1
90. Tamże
91. Tamże
92. Tamże
93. Tamże
94. Tamże
95. Tamże
96. AAP, syg. PM 200/03, mikrofilm 291, pozycja na mikrofilmie 4
97. Tamże
98. AAP, syg. PM 200/05, mikrofilm 291, pozycja na mikrofilmie 6
99. AAP, syg. PM 104/16, mikrofilm 64, pozycja na mikrofilmie 4
100. Tamże
101.APP, Zespół: Akta stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Sulmierzycach, syg.62, Duplikat: Liber morutorum Ecclesiae Parochalis in Sulmierzyce pro anno 1854, wpis 36.
102. Tamże, syg.41, rok 1847
103. Tamże, syg. 42, duplikat urodzonych-1848, wpis 27
104. Tamże, wpis 41 i dalszy
105. Tamże, syg. 43, rok1848, wpis 32, duplikat zaślubionych
106. Tamże, syg. 47, rok 1849, wpis 56, duplikat zmarłych
107. Tamże, syg. 53, duplikat zmarłych z roku 1851
108. Tamże, syg. 45, duplikat urodzonych z 1849 roku
109. Tamże, syg, 56, duplikat zmarłych w 1852
110. APP, Zespół: Akta stanu cywilnego parafii rzymsko katolickiej w Jankowie Zaleśnym,      
        syg. 12, rok 1820
111. Tamże, syg. 2, rok 1809-1816
112. APP, Zespół: Akta stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Sulmierzycach,             Duplikat zmarłych Parochii Szulmierzyce za rok 1838, syg. 23
113. Tamże, syg. 17-rok 1836
114. APP, Duplikaty ochrzczonych, zmarłych i zaślubionych w Parochii Szulmierzyckiej za rok 1828, syg. 11
115. Tamże
116. APP, Zespół: Akta stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Odolanowie, syg. 2,     lata 1813-1814(akta ślubów i zapowiedzi)
117. Władysław Rusiński, Królewszczyzny kaliskie..., s.196
118. AAP, syg. 290/06, MKR 502, pozycja na mikrofilmie 1
119. Tamże
120. Tamże
121. Tamże
122. Tamże
123. Tamże
124. AAP, syg. PM 290/10, MKR 503, pozycja na mikrofilmie 2










                                                                                                             RYSZARD  MAZUREK
                                                                                                             CDN ( albo i nie nastąpi )
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone . Czerpanie korzyści finansowych z niniejszego opracowania bez zgody autora zabronione .
Adres autora:
Ryszard Mazurek
Antoniewo 12/1
62 – 085 Skoki
Telefon: 61 8124301
Adres e – mail:mazurekryszard1@poczta.onet.pl
Na wyżej podane adresy kontaktowe proszę kierować wszelkie uwagi krytyczne, ewentualne sprostowania i uzupełnienia na temat powyższego opracowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz